Modlitwa przebłagalna jest znana w historii chrześcijaństwa. Trzeba pamiętać, że dla katolików Ostatnia Wieczerza zapoczątkowała mszę św., kiedy następuje transsubstancjacja – czyli realna zamiana chleba w Ciało Chrystusa. Tak samo wierzą wyznawcy prawosławia. Wśród wspólnot protestanckich podejście do Eucharystii jest już różne. Kościół ewangelicko-augsburski uznaje, że chleb i wino co prawda nie zmieniają fizycznej substancji, natomiast pod ich postacią uczestnicy Komunii Św. przyjmują prawdziwe Ciało i prawdziwą Krew Chrystusa. Jednak są też takie wyznania protestanckie, gdzie obrzęd Komunii traktują wyłącznie jako symbol i pamiątkę; i nic więcej.
Dla współczesnych Europejczyków może wydawać się dziwne, dlaczego mieszkańcy Kielecczyzny mają przepraszać za coś, czego oni nie zrobili. Oczywiście moralnie nikt ich nie obwinia ani nie powinni czuć się winni, ale chrześcijaństwo zakłada, że ludzie stanowią jedną wielką rodzinę. Dlatego można modlić się za sprawy świata (nie tylko własne). Znany jest też cytat z listu św. Pawła: „Jedni drugich brzemiona noście”.
W europejskim duchu niby wolno drwić sobie ze wszystkiego (nawet chrześcijańskiego sacrum), a przypadki oburzenia są uważane za wstecznictwo. Nazwanie dzisiejszych modlitw przebłagalnych staropolskim określeniem „modły” (jak zatytułował notkę serwis GW „gazeta.pl”) wydaje się przejawem kolejnej ironii czy sarkazmu – tak w duchu piewców tolerancji.
Rafał Osiński



Komentarze
Pokaż komentarze (12)