Warto uświadomić sobie, że w przypadku pełnego oskładkowania podana stawka maksymalna wynosi realnie około 160 zł netto. Podczas godzin dodatkowych w gabinetach rzetelni lekarze zarabiają obecnie co najmniej trzykrotność takiej kwoty (a nierzadko i więcej). Zatem nie przyjmą takich widełek ministerialnych i uciekną do sektora prywatnego, a wielu schorowanych ludzi wtedy i tak tam zapłaci, ile medycy ustalą… czyli zażądają. Kto straci? Pacjent.
Następny absurd w zaproponowanych receptach na rzekomą naprawę systemu ochrony zdrowia stanowi pomysł, aby od pierwszego pracodawcy lekarza zależała zgoda na podjęcie dodatkowej pracy w innym podmiocie. Lekarze nie są niewolnikami i taka uznaniowość rodzi układy „równych i równiejszych”. Co innego gdyby powstał wykaz, w którym na podstawie numeru prawa wykonywania zawodu widać by było w systemie, czy ktoś nie zaczyna korzystać (bez ingerencji sił nadprzyrodzonych) z daru bilokacji...
Ciekawe, co powiedzą ministrze zdrowia przedstawiciele Naczelnej Rady Lekarskiej? Czy w celu ostudzenia nastrojów społecznych obłudnie przemilczą absurdy, licząc, że rozejdą się po kościach, czy też odważnie wyśmieją rozwiązania, których ta grupa zawodowa nie przyjmie – bo może sobie pozwolić na ich odrzucenie. Między centralistycznymi obostrzeniami a totalną partyzantką ostatnich wielu lat w finansowaniu ochrony zdrowia jest różnica – ostatecznie to kierownictwa poszczególnych podmiotów odpowiadają za podpisywane umowy i kontrakty. Ale skoro tam w wielu miejscach obowiązywały towarzysko-biznesowe układy, to bezkarność zarządzających nominatów trzeba ukrócić, zamiast kombinować kosztem uczciwych lekarzy. A tacy przecież też pracują. Nie ma czasu na drakońskie, lecz pozorne działania, gdyż to wręcz trująca kiełbasa antywyborcza.
Rafał Osiński


Komentarze
Pokaż komentarze (1)