Jak można było wejść do świątyni demokracji, depcząc brutalnie butami trumny dziewięćdziesięciu sześciu ofiar katastrofy smoleńskiej? Zjednoczona Prawica zbudowała cały swój polityczny byt na profanacji ludzkiego cierpienia, wmawiając Polsce chorą wizję "nowego Katynia", podczas gdy pod Smoleńskiem wydarzyła się zwykła, choć tragiczna katastrofa, efekt błędów w pilotażu – a nie zamach. Oni jednak, po trupach tych, którzy zginęli bezsensownie, dorwali się do władzy jak sępy do padliny, tworząc przez lata narrację spiskową, która rozsadzała społeczeństwo od środka, zamiast uczciwie spojrzeć prawdzie w oczy. I w tym swoim politycznym zaślepieniu nie zawahali się sięgnąć po najświętsze symbole – oto bowiem bezczelnie zhakowali biblijne przesłanie "Pan miłuje prawo i sprawiedliwość", wklejając je w szyld partii, która w rzeczywistości miłuje tylko władzę i bezkarność. To świętokradztwo językowe, mające uświęcać ich chore ambicje, jest dowodem na to, że dla nich Bóg jest tylko narzędziem propagandy, a sprawiedliwość – wyłącznie zasłoną dymną dla nepotyzmu i kolesiostwa.
Aby utrzymać się przy stołku, cynicznie kupili głosy najbiedniejszych Polaków, rzucając im garść srebrników w postaci społecznych transferów; ci, którzy pierwszy raz w życiu poczuli choćby namiastkę poprawy bytu, oddali im duszę, nie widząc halucynacyjnego charakteru tej jałmużny. Bo czy to była pomoc, czy raczej pętla na szyję? Zjednoczona Prawica nigdy nie darzyła szacunkiem tych, którym niby pomagała – wszak ich własny prezydent Lech Kaczyński określił ich mianem "dziadów", zdradzając w jednym chamskim słowie całe swoje klasowe lekceważenie dla ludzi pracy. Budowali pozory prosocjalnego państwa, jednocześnie wbijając nóż w plecy klasom niższym, traktując ich jak elektorat do wydojenia, a nie obywateli do uszanowania.
Gdzie są dziś obietnice tanich mieszkań? Gdzie jest "powrót do normalności" w sądach, które zamiast być niezawisłe, zostały zdeptane psem Pegasusem, inwigilującym wrogów politycznych partii? Gdzie jest obiecany Centralny Port Komunikacyjny, który rozpłynął się w dymie afer, oraz Orlen, który stał się dziurą bez dna i polem do prania brudnych pieniędzy dla partyjnych nominatów? Obiecywali niższe podatki, a polskie firmy dusiły się w haraczu na rzecz państwowego molocha, obiecywali szacunek dla rolników, a sprzedali ich interes Ukrainie w ramach tanich ukłonów, byle tylko udowodnić swoją "rynkowość". Przepisali cały program wyborczy w milionowym rozdawnictwie, ale zabrakło na ochronę zdrowia, na edukację, na godne emerytury – bo liczy się tylko propagandowy sukces, a nie rzeczywista poprawa losu Polaka.
Dziś, gdy za naszą wschodnią granicą toczy się krwawa wojna, ta formacja obnaża swoje prawdziwe, krypto-prorosyjskie oblicze. Nie popierają Ukrainy, tylko po cichu wspierają rosyjskie interesy, a w Polsce bezkarnie działają służby specjalne Kremla oraz mafia rosyjska, której głównym celem jest destabilizacja naszego kraju. Pogorszenie relacji z Ukrainą w ostatnim czasie to efekt złowrogich wpływów rosyjskich w kręgach ultra-prawicowego, wykreowanego przez nich prezydenta Karola Nawrockiego, którego krypto-prorosyjskość jest już jawna dla każdego, kto nie chce zamykać oczu. To na jego sztandary wpływają moskiewskie narracje, a efekty są natychmiastowe – Wołodymyr Zełenski, poczuwszy się znieważony zdradziecką postawą, zmuszony został do zwrócenia Orderu. Czy można sobie wyobrazić większe zwycięstwo Rosji niż właśnie to? To oni, Kreml, teraz zacierają ręce, widząc, jak Polska odwraca się od swojego największego sojusznika w regionie, pozwalając, by rosyjska agentura wpływała na naszą politykę zagraniczną.
Na domiar hipokryzji, gardząc tymi "dziadami", opierają całą swoją gospodarkę na wyzysku Ukraińców, którzy wpłacają do polskiej kasy państwowej ogromne pieniądze, pracując wszędzie tam, gdzie nam, "nowoczesnym" Polakom z III i IV sektora, już nie chce się schylać. Uspokoili swoje sumienie, myśląc, że Polacy przeszli na wyższy poziom i opanowali IT, ale prawda jest taka, że bez rąk do najgorszych prac ten kraj by się zatrzymał – i to właśnie Ukraińcy ratują ten balagan. A co będzie później, gdy ci dzielni ludzie po wojnie wrócą do swojej odbudowywanej Ojczyzny? Wtedy w ich cynicznym planie pojawi się ściąganie tanich rąk do pracy z Afryki, bo przecież polski robotnik jest im do niczego niepotrzebny – ma głosować, nie myśleć. To jest ich wizja Polski: państwo opiekuńcze dla wybranych, represyjne dla reszty, sprzedane obcym interesom i zakłamane od samej nazwy. Oby ten cyrk się skończył, bo dalsze działania Nawrockiego i jego popleczników to świadoma zgoda na zdradę narodową. Czas przeciwdziałać, czas wyjść na ulice, czas wybrać Europę zamiast Moskwy, uczciwość zamiast zakłamania i wreszcie sprawić, by prawo i sprawiedliwość naprawdę stały się udziałem wszystkich, a nie tylko tych, którzy kradną w imię Boga i Ojczyzny.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)