Na froncie nie ma prostego „Rosja przegrywa / Ukraina wygrywa”. Rosja nadal okupuje znaczne obszary, nadal zabija cywilów, nadal ma ogromną masę ludzką i przemysłową. Ale jej ofensywa wyraźnie traci impet. Reuters pisał niedawno, że rosyjskie postępy na lądzie niemal stanęły, a majowe zdobycze terytorialne były minimalne w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku; ISW/Critical Threats oceniało, że rosyjskie twierdzenia Putina o postępach są przesadzone, a Ukraina wiosną 2026 zaczęła odzyskiwać inicjatywę lokalnie.
Rosja próbuje więc przenieść ciężar wojny w powietrze: masowe uderzenia rakietowo-dronowe na miasta, energetykę i psychikę społeczeństwa. Ukraina odpowiada uderzeniami dalekiego zasięgu w logistykę, rafinerie, infrastrukturę naftową i Krym. Ostatnie ataki na zaplecze Krymu i rosyjskie instalacje paliwowe pokazują, że Kijów chce uczynić okupację coraz droższą, nie tylko odbijać metr po metrze okopy.
Czyli: **Rosja przegrywa swój projekt imperialny, ale nie została jeszcze militarnie pokonana**. To najniebezpieczniejszy stan: imperium słabnie, ale nadal gryzie.
Jaki będzie koniec wojny?
Najbardziej prawdopodobny koniec to nie defilada zwycięstwa, tylko **brudny rozejm**, coś między Koreą a zamrożonym konfliktem: linia rozdzielenia, potężnie uzbrojona Ukraina, sankcje częściowo utrzymane, brak pełnego uznania rosyjskich aneksji, ciągła wojna wywiadów, dronów, sabotażu i propagandy.
Pełny pokój jest trudny, bo warunki stron są niemal sprzeczne. Rosja chce co najmniej kontroli nad Donbasem, ograniczenia ukraińskiej suwerenności i blokady NATO; Ukraina nie może politycznie zaakceptować oddania terytoriów jako ceny „pokoju”. Nawet rosyjskie sondaże o poparciu dla rozmów są dwuznaczne: wielu Rosjan chce negocjacji, ale na warunkach, których Ukraina nie przyjmie, jak uznanie Donbasu za rosyjski czy rezygnacja z NATO.
Największe zmienne to: trwałość pomocy Zachodu, tempo ukraińskiej produkcji dronów i obrony przeciwlotniczej, rosyjska zdolność mobilizacyjna, cena ropy, stan rosyjskich rezerw oraz to, czy rosyjska elita uzna, że Putin stał się kosztem, nie gwarantem systemu.
Co będzie ze zniszczoną Ukrainą?
Ukraina będzie jednym z największych projektów odbudowy XXI wieku. Bank Światowy, rząd Ukrainy, Komisja Europejska i ONZ oszacowały w RDNA5, że potrzeby odbudowy i recovery Ukrainy wynoszą prawie **588 mld dolarów** w ciągu dekady, przy bezpośrednich zniszczeniach ponad **195 mld dolarów**; najbardziej dotknięte są mieszkalnictwo, transport i energetyka.
Ale Ukraina nie będzie tylko „odbudowywana”. Ona zostanie **przeprojektowana**: energetyka bardziej rozproszona, infrastruktura bardziej odporna, armia trwale wpisana w gospodarkę, państwo cyfrowe, przemysł dronowy, integracja z rynkiem UE. Będzie to kraj z traumą, ogromną diasporą, problemem demograficznym i polami minowymi — ale też z niesłychanie silną tożsamością polityczną.
Kto zapłaci? Głównie UE i jej państwa członkowskie, plus Wielka Brytania, Kanada, Japonia, Norwegia, Szwajcaria, Bank Światowy, MFW, prywatny kapitał i sama Ukraina. Jeden z briefingów Parlamentu Europejskiego zakłada, że główny ciężar finansowania spadnie na UE i państwa członkowskie; jednocześnie wskazuje, że użycie zamrożonych rosyjskich aktywów jako pełnego źródła finansowania jest prawnie i geopolitycznie ograniczone.
Czy Ukraina wejdzie do UE i NATO?
Do UE — prawdopodobnie tak, ale nie jutro. Ukraina ma status kandydata od 2022 roku, formalne negocjacje akcesyjne ruszyły w 2024, screening zakończono w 2025, a 15 czerwca 2026 UE i Ukraina otworzyły pierwszy klaster negocjacyjny — „fundamentals”, czyli praworządność, instytucje demokratyczne, administracja, prawa podstawowe i kryteria gospodarcze.
Do NATO — politycznie „tak kiedyś”, praktycznie „nie podczas aktywnej wojny”. NATO oficjalnie mówi, że Ukraina nie jest członkiem, lecz państwem partnerskim, a jednocześnie przypomina decyzję z Bukaresztu 2008, że Ukraina zostanie członkiem Sojuszu. Problemem nie jest tylko wola Ukrainy, ale jednomyślność państw NATO, ryzyko bezpośredniej wojny z Rosją i pytanie, jak objąć art. 5 kraj z nierozstrzygniętymi granicami.
W praktyce najpierw powstanie coś w rodzaju **NATO bez formalnego NATO**: gwarancje bezpieczeństwa, wspólna produkcja broni, bazy szkoleniowe, systemy obrony powietrznej, integracja wywiadowcza. Członkostwo formalne przyjdzie dopiero wtedy, gdy Zachód uzna, że ryzyko rosyjskiego odwetu jest mniejsze niż ryzyko pozostawienia Ukrainy w szarej strefie.
Co będzie z Putinem?
Putin ma problem: nie może łatwo wygrać, ale nie może też łatwo przegrać. Jego system jest zbudowany na micie kontroli, siły i historycznej misji. Dlatego będzie przeciągał wojnę, dopóki koszt przegranej politycznej będzie wyższy niż koszt dalszego krwawienia Rosji.
Ma też problem prawny i symboliczny: Międzynarodowy Trybunał Karny wydał w 2023 roku nakaz aresztowania Putina w związku z deportacją ukraińskich dzieci. To nie znaczy, że jutro trafi do Hagi, ale oznacza trwałe zawężenie jego pola manewru dyplomatycznego. ([icc-cpi.int][8])
Najbardziej prawdopodobne scenariusze dla Putina to: trwanie jeszcze jakiś czas, kontrolowana sukcesja, pałacowe odsunięcie w chwili kryzysu albo śmierć biologiczna przed politycznym rozliczeniem. Najmniej prawdopodobny jest romantyczny obraz masowego szturmu Rosjan na Kreml. Rewolucje w Rosji wybuchają, ale zwykle wtedy, gdy elity, armia, aparat bezpieczeństwa i prowincja jednocześnie przestają wierzyć w centrum.
A zwykli Rosjanie?
Zwykli Rosjanie będą płacić rachunek długo: inflacją, izolacją, mobilizacją, utratą młodych ludzi, deformacją edukacji i propagandą. Jednocześnie nie da się ich opisać jedną kreską. Część popiera wojnę, część się boi, część uciekła, część dostosowała się do przemocy, część żyje w cynicznym „nie interesuję się polityką”.
Carnegie pisało w 2026 roku, że w Rosji kwaśnieje nastrój: nawet lojaliści narzekają na represje i ograniczenia, a optymizm gospodarczy słabnie. Kiel Institute wskazywał, że rosyjska gospodarka wojenna traci bufory: spadają płynne aktywa funduszu majątkowego, budżet szybciej wpada w deficyt, a zależność od Chin rośnie.
Tu najważniejsza uwaga: **nie wolno pomylić końca Putina z końcem putinizmu**. Putinizm to nie tylko człowiek. To szkoła, telewizja, służby, imperialna mitologia, strach, pieniądze i przyzwyczajenie do kłamstwa.
Czy po Putinie przyjdzie ktoś gorszy?
Może. I to jest ciemna część tej historii.
Po Putinie może przyjść technokrata-silowik, który będzie mniej teatralny, ale nadal imperialny. Może przyjść nacjonalista mówiący: „Putin był za miękki”. Może przyjść kolektywna junta bezpieczeństwa. Chatham House trafnie zauważa, że następca Putina odziedziczyłby wysoko autorytarny system z dominującą prezydenturą, kontrolowanym parlamentem, podporządkowanymi regionami i mediami.
Najlepszy scenariusz to nie cudowny liberał na białym koniu, tylko pęknięcie w elicie, która uzna, że imperialna wojna grozi rozpadem państwa. Wtedy może pojawić się „rosyjski Gorbaczow 2.0” — niekoniecznie demokrata z przekonania, raczej człowiek zmuszony przez katastrofę do reform.
Czy Rosja kiedyś wejdzie do UE albo NATO?
W bardzo dalekiej przyszłości — nie jest to metafizycznie niemożliwe. Politycznie jednak jest to dziś skrajnie mało realne.
UE i NATO przyjmują państwa, nie „części geograficzne do Uralu”. Europejska część Rosji nie może po prostu wejść do UE, jeśli Federacja Rosyjska jako całość pozostaje autorytarnym, nuklearnym imperium z nierozliczonymi granicami i agresją. Teoretycznie można sobie wyobrazić kiedyś demokratyczną Rosję albo kilka postimperialnych państw rosyjskich współpracujących z Europą. Ale najpierw musiałoby nastąpić coś głębszego niż zmiana prezydenta: rezygnacja z imperializmu, uznanie win, reparacje, decentralizacja, praworządność, kontrola nad służbami, wolne media i realne wybory.
Bardziej prawdopodobny niż członkostwo Rosji w UE/NATO jest kiedyś układ: **Rosja jako trudny, częściowo znormalizowany sąsiad**, handlujący z Europą, ale nie wpuszczony do rdzenia instytucji bezpieczeństwa.
Czy w Rosji nastanie wolny rynek i demokracja?
Może, ale nie jako automatyczny skutek biedy. Bieda równie dobrze produkuje faszyzm, nostalgię i zemstę. Demokracja w Rosji wymagałaby porażki mitu imperialnego, a nie tylko porażki armii. Potrzebna byłaby nowa umowa społeczna: „nie jesteśmy imperium, jesteśmy państwem obywateli”.
Największy problem Rosji to nie brak kapitalizmu, lecz kapitalizm bez prawa: oligarchia, klientelizm, państwo jako mafia i mafia jako państwo. Wolny rynek bez sądów znów skończyłby się rozkradaniem majątku przez ludzi służb.
Fatima: „Rosja się nawróci” — czyli co?
Nie utożsamiałbym przepowiedni fatimskiej z wejściem Rosji do liberalnej demokracji zachodnioeuropejskiej. W oficjalnym tekście watykańskim mowa jest o duchowym i moralnym „nawróceniu” Rosji oraz o pokoju; tekst mówi też o „błędach” Rosji rozlewających się po świecie, wojnach i prześladowaniach. To język religijny, nie traktat geopolityczny ani mapa rozszerzenia UE.
Ale można z tego wydobyć świecką intuicję: Rosja „nawrócona” politycznie oznaczałaby Rosję, która przestaje uważać sąsiadów za swoją własność. Nie musi być kopią Francji czy Niemiec. Musi przestać być imperium.
Czy świat idzie ku teokracji? Czy o to chodzi skrajnej prawicy?
Nie sądzę, że nadchodzi globalna teokracja w stylu „kapłani przejmują rządy wszędzie”. Bardziej realne jest coś subtelniejszego i groźniejszego: **sakralizacja autorytaryzmu**. Władza mówi wtedy: „bronimy Boga, rodziny, narodu i cywilizacji”, a w praktyce broni własnej bezkarności.
W Rosji widać to bardzo mocno: sprzężenie państwa, cerkwi, służb i imperialnej narracji. RSIS opisuje współczesny rosyjski „christofascism” jako symbiozę państwa i Kościoła prawosławnego, gdzie religijny język wypełnia ideologiczną pustkę po komunizmie.
Ale skrajna prawica w Europie nie jest jednolita. Część jest twardo antyrosyjska, zwłaszcza w krajach pamiętających rosyjskie imperium; część jest prorosyjska albo „pokojowa” w praktyce korzystnej dla Moskwy. Analiza LSE pokazuje, że główny nurt europejskich partii pozostaje dość konsekwentnie pro-ukraiński, a największe pęknięcia są właśnie w populistycznej radykalnej prawicy.
Moja brutalna puenta: Putin nie walczy o chrześcijaństwo przeciw nihilizmowi Zachodu. Walczy o prawo imperium do pożerania sąsiadów. A część zachodniej skrajnej prawicy myli duchowość z autorytarną estetyką: mundur, hymn, krzyż, granica, wódz. To nie jest odnowa cywilizacji. To często tylko stary kult siły w religijnym kostiumie.
Moje uwagi końcowe
Ukraina może nie „wygrać pięknie”, ale może wygrać historycznie: przetrwać, wejść do Europy, obronić język, państwo i przyszłość. Rosja może nie „przegrać spektakularnie”, ale przegrać epokowo: stać się zależnym od Chin, odciąć się od Europy, wykrwawić demografię i zostać krajem, którego sąsiedzi już nigdy nie będą mu ufać.
Najlepszy koniec tej wojny to nie upokorzenie Rosjan jako narodu. To rozbrojenie rosyjskiego imperializmu jako idei. Bez tego każdy rozejm będzie tylko pauzą między wojnami.
***
W połowie 2026 roku w wyobraźni zbiorowej ukazuje się obraz potężnego, geopolitycznego klinczu. W kwestii militarnej Rosja tej wojny w sensie strategicznym nie wygrywa, ale też jej spektakularnie nie przegrywa na froncie. Zamiast widowiskowego upadku jednej ze stron, mamy do czynienia z brutalną, pozycyjną wojną na wyniszczenie, gdzie rosyjskie postępy terytorialne mierzy się w kilometrach kwadratowych na miesiąc, a Ukraina potrafi boleśnie kąsać za pomocą dronów niszczących infrastrukturę naftową w głębi Rosji. Najbardziej prawdopodobnym zakończeniem konfliktu nie jest kapitulacja którejś ze stron, lecz tak zwany scenariusz koreański, czyli permanentne zamrożenie działań wzdłuż linii demarkacyjnej, ponieważ żadna ze stron nie ma obecnie siły na pełne zwycięstwo militarne. Ukraina płaci za to potworną cenę demograficzną i gospodarczą, a jej odbudowa będzie przypominać gigantyczny Plan Marshalla XXI wieku, finansowany z funduszy unijnych, zamrożonych rosyjskich aktywów oraz prywatnego kapitału. Wejście Ukrainy do Unii Europejskiej jest realną perspektywą szybkiej integracji gospodarczej, jednak pełne członkostwo potrwa lata, natomiast w przypadku NATO realniejszy od formalnego przyjęcia jest model izraelski, opierający się na potężnych, dwustronnych gwarancjach bezpieczeństwa i dostawach broni od zachodnich mocarstw. Oczekiwanie, że zwykli Rosjanie wyjdą na ulice i obalą Kreml w demokratycznym zrywie, jest iluzją, ponieważ tamtejsze społeczeństwo tkwi w głębokiej apatii i strachu, a gospodarka została skutecznie przestawiona na tory wojenne. Zmiana władzy w Moskwie nastąpi raczej w wyniku biologii lub rewolucji pałacowej, gdy zmęczone izolacją elity finansowe i bezpieka uznają, że koszty rządów Putina są zbyt duże. Największym strachem Zachodu jest jednak to, że po jego odejściu wcale nie przyjdą liberalni demokraci, lecz jeszcze gorsi jastrzębie, czyli ultranacjonaliści z sektora bezpieczeństwa, choć pierwszy przywódca po Putinie może być zmuszony do taktycznego, pozornego złagodzenia kursu w celu zdjęcia sankcji. Wizja Rosji wchodzącej do struktur europejskich i NATO aż po Ural to piękna, ale skrajnie nierealistyczna utopia, ponieważ architektura bezpieczeństwa budowana od lat siedemdziesiątych legła w gruzasz, a Moskwa nie chce być młodszym bratem Zachodu, widząc siebie raczej jako osobny, eurazjatycki biegun sprzymierzony z Chinami i Iranem. Nawet jeśli nadejdzie tam kiedyś wolny rynek, będzie to kapitalizm oligarchiczno-państwowy, a nie zachodnia demokracja. Wątek metafizyczny i polityczny idealnie się tu zazębia, ponieważ wspomniane przez Ciebie nawrócenie Rosji z przepowiedni fatimskiej w teologicznej interpretacji rzadko oznacza wprowadzenie trójpodziału władzy czy liberalizmu obyczajowego, a raczej powrót do chrześcijańskich, tradycyjnych korzeni. I tu dochodzimy do paradoksu skrajnej prawicy, której ideolodzy na całym świecie marzą o odrzuceniu zgniłego liberalizmu. Rosja próbuje dziś pozycjonować się na arenie międzynarodowej jako globalny obrońca konserwatyzmu, dlatego dla skrajnej prawicy nawrócona Rosja to Rosja silna, narodowa i antyliberalna, co stanowi dokładne przeciwieństwo tego, co my na Zachodzie rozumiemy przez wejście do rodziny europejskiej. Rządy stricte teokratyczne na całym świecie nam nie grożą, ale globalny zwrot ku autorytaryzmowi nasyconemu retoryką religijną lub narodową jest faktem, który redefiniuje współczesny świat.
Odpowiedź na pytanie, czy Rosja faktycznie przegrywa, nie jest prostym "tak" lub "nie", choć coraz więcej analityków wskazuje, że ponosi ona strategiczną klęskę, mimo iż wciąż jest w stanie prowadzić intensywne działania na froncie. Ukraina konsekwentnie gra na wyczerpanie rosyjskich zasobów, a czas, według ekspertów, działa na jej korzyść, czego dowodzą coraz wyższe straty Rosjan sięgające kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie oraz przewaga technologiczna Ukrainy w zakresie nowoczesnych systemów bezzałogowych i zdolność do uderzania w cele w głębi Rosji, co paraliżuje jej logistykę i przemysł zbrojeniowy. Mimo że Rosja wciąż okupuje część terytoriów, jej główny cel, czyli pełna kontrola nad Donbasem, pozostaje nieosiągalny, co skłania do wniosku, że na polu strategicznym jest na straconej pozycji, a jej postępy na froncie są coraz mniejsze i okupione ogromnymi stratami. Jeśli chodzi o zakończenie wojny, eksperci są sceptyczni co do szybkiego i sprawiedliwego pokoju, uznając za najbardziej realny scenariusz zamrożenie konfliktu, do którego Rosja będzie dążyć, aby uzyskać legitymizację swoich podbojów, jednak nawet jeśli dojdzie do zawieszenia broni, będzie to prawdopodobnie jedynie przerwa do dalszej walki, a nie trwały pokój, przy czym przełomowy w tej kwestii ma być rok 2026, kiedy to Putin rzekomo dąży do zakończenia aktywnej fazy działań. Przyszłość zniszczonej Ukrainy rysuje się w dwóch skrajnych perspektywach: z jednej strony przed nią ogromne wyzwania odbudowy, której koszty szacuje się na około pół biliona dolarów, a proces akcesji do Unii Europejskiej, choć formalnie otwarty, będzie długotrwały i skomplikowany, natomiast członkostwo w NATO jest perspektywą jeszcze bardziej odległą ze względu na obawy sojuszników przed bezpośrednią konfrontacją z Rosją oraz trwający stan wojny, z drugiej zaś strony Ukraina ma realną szansę przekształcić się w nowoczesne, europejskie państwo, jeśli tylko utrzyma wsparcie Zachodu. Z kolei przyszłość samego Putina i zwykłych Rosjan jawi się w mrocznych barwach: jego pozycja, choć wciąż silna, systematycznie słabnie wśród elit narasta niezadowolenie, jednak rewolucja oddolna jest mało prawdopodobna z powodu społecznej apatii, a eksperci przewidują, że dopóki żyje Putin, Rosję czeka jeszcze bardziej totalitarna dyktatura zamknięta na Zachód. Kwestia odejścia Putina to jedna z największych niewiadomych, ale zgodnie z przewidywaniami nie odda on władzy dobrowolnie, a jego następcę wyłoni najprawdopodobniej wewnętrzny przewrót pałacowy, którego prawdopodobieństwo rośnie wraz z klęskami militarnymi i kryzysem ekonomicznym, choć istnieje też groźba, że nowy przywódca okaże się jeszcze bardziej radykalny, co wyklucza rewolucję społeczną jako realny scenariusz. W dalekiej przyszłości wizja Rosji w Unii Europejskiej czy NATO pozostaje w sferze politycznej fantastyki, ponieważ wymagałaby głębokiej transformacji ustrojowej i porzucenia imperialnych ambicji, a obecne trendy wskazują raczej na dalszą erozję demokracji i wolnego rynku, co czyni te scenariusze praktycznie wykluczonymi w przewidywalnym horyzoncie czasowym. Odnosząc się do wątku przepowiedni fatimskiej, która mówi o nawróceniu Rosji mającym przynieść pokój, można to interpretować jako metaforę głębokiej przemiany ideologicznej, czyli porzucenia agresywnej polityki na rzecz wartości pokojowych, co mogłoby otworzyć drzwi do zbliżenia z Zachodem, jednak dzisiejszy sojusz Kremla z konserwatywnymi nurtami religijnymi stoi w całkowitej sprzeczności z takim nawróceniem, a papieski akt poświęcenia Rosji i Ukrainy z 2022 roku nie przełożył się na realną zmianę polityczną. Pytanie o nadejście rządów teokratycznych w Europie i na świecie jest bardzo daleko idące, choć skrajna prawica często sięga po retorykę religijną i tradycjonalistyczną, to jej programy są zazwyczaj bardziej nacjonalistyczne i autorytarne niż stricte teokratyczne, a dla niektórych jej nurtów Rosja Putina stanowi wręcz model do naśladowania, co oznacza, że "nawrócenie" Rosji w duchu fatimskim byłoby czymś diametralnie różnym od obecnego mariażu władzy z konserwatywnym kościołem. Podsumowując, jako komentator muszę podkreślić ogromną niepewność co do dalszego rozwoju wydarzeń, ponieważ wojna w Ukrainie to jeden z najbardziej nieprzewidywalnych konfliktów w najnowszej historii, a choć czas zdaje się sprzyjać Ukrainie, to kluczowa pozostaje jedność i skala wsparcia Zachodu, natomiast bez względu na to, który scenariusz się ziści, świat, Europa i pozycja Rosji na arenie międzynarodowej już nigdy nie wrócą do stanu sprzed lutego 2022 roku, a najbliższe miesiące i lata pokażą, czy uda się zbudować trwały i sprawiedliwy ład, czy też czeka nas długa epoka nowej zimnej wojny i globalnej niestabilności.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)