Najuczciwsza odpowiedź brzmi: w Polsce najbardziej nie „hejtuje prawica” albo „lewica”, tylko spolaryzowany, anonimowy internet — zwłaszcza tam, gdzie polityka miesza się z frustracją, plemiennością i algorytmami. Badania SWPS pokazują, że według internautów najczęściej hejtują „zwyczajni użytkownicy internetu” — 86 proc. wskazań — dalej politycy i celebryci. W 2024 r. z hejtem zetknęło się 45 proc. badanych internautów, a 37 proc. przyznało, że zdarzyło im się opublikować krytyczną opinię; częściej robili to młodzi i mężczyźni. Najczęściej atakowane grupy to m.in. osoby LGBT, osoby z nadwagą, celebryci, politycy i imigranci.
Typowy rosyjski troll nie musi siedzieć w Petersburgu i pisać cyrylicą. To częściej funkcja niż osoba: konto, grupa kont albo człowiek-amplifikator, który wpycha do debaty przekazy korzystne dla Kremla. Jego celem nie jest przekonanie cię, że Putin ma rację, tylko żebyś przestał ufać komukolwiek: państwu, mediom, UE, NATO, Ukrainie, wyborom, ekspertom. Klasyczne narracje to: „wszyscy kłamią”, „Ukraina nas wykorzystuje”, „NATO nas wciąga w wojnę”, „Zachód gnije”, „Rosja broni prawdziwej rodziny i religii”. NASK opisuje rosyjską propagandę jako działania mające osłabiać zaufanie do państwa, rozbijać jedność NATO i UE oraz zmniejszać determinację Zachodu we wspieraniu Ukrainy.
Przeciętny hejter to nie zawsze ideolog. Często to ktoś z poczuciem bezkarności, sfrustrowany, karmiony konfliktowym feedem, szukający ulgi przez upokorzenie kogoś innego. Hejter lubi skrót: etykietkę zamiast argumentu, pogardę zamiast sporu, mem zamiast myślenia. W wersji politycznej najczęściej działa plemiennie: „nasi” są ofiarami, „oni” są zdrajcami. W wersji rosyjsko-dezinformacyjnej dochodzi jeszcze technika: wrzutki, powielanie tych samych fraz, linki z podejrzanych źródeł, masowe komentarze i próby skłócania ludzi w momentach kryzysu. Demagog i IMM w 2025 r. wykryli dziesiątki tysięcy antyukraińskich wpisów w polskojęzycznym internecie, z narracjami zgodnymi z celami Rosji: straszenie uchodźcami, „banderowcami”, wojną i rzekomą sprzecznością między pomocą Ukrainie a interesem Polski.
Zwolennicy prawicy nie są jedną masą. Elektorat PiS jest bardziej starszy, wiejski, religijny, mniej zamożny i mocno prawicowy; CBOS podaje, że 59 proc. wyborców PiS ma co najmniej 55 lat, 53 proc. mieszka na wsi, 56 proc. praktykuje religijnie co najmniej raz w tygodniu, a 82 proc. deklaruje poglądy prawicowe. To ludzie, którzy często budują życie wokół bezpieczeństwa, rodziny, religii, lokalnej wspólnoty, pamięci historycznej i przekonania, że państwo powinno chronić „zwykłych ludzi” przed elitami, rynkiem i obcymi wpływami.
Konfederacja to inny typ prawicy. Jej elektorat jest dużo młodszy i zdecydowanie bardziej męski: według CBOS 76 proc. wyborców Konfederacji WiN to mężczyźni, 75 proc. ma mniej niż 45 lat, a 82 proc. deklaruje poglądy prawicowe. Tu rdzeniem jest raczej mieszanka wolnorynkowości, antybiurokratycznego buntu, niechęci do podatków, sceptycyzmu wobec UE i kultu „sam sobie poradzę”. U narodowców i środowisk Brauna mocniej wchodzi konserwatyzm obyczajowy, religijność, antyunijność, antyukraińskie tropy i myślenie spiskowe; CBOS wskazuje, że elektorat Konfederacji Korony Polskiej jest najbardziej prawicowy spośród analizowanych — 90 proc. deklaruje poglądy prawicowe.
Kościół bywa wykorzystywany politycznie jako pieczęć moralnej prawomocności. Mechanizm jest prosty: partia nie mówi tylko „mamy program”, ale „bronimy cywilizacji, rodziny, wiary i Polski”. Wtedy spór o podatki, szkołę, aborcję, osoby LGBT czy Unię przestaje być zwykłym sporem politycznym, a staje się walką dobra ze złem. PiS korzysta z tego najmocniej, bo jego elektorat jest najbardziej regularnie praktykujący. Konfederacja korzysta selektywnie: wolnorynkowe skrzydło mniej, narodowo-katolickie i braunowskie znacznie mocniej. Episkopat w 2023 r. opublikował „Vademecum wyborcze katolika”, akcentując m.in. ochronę życia i rodziny; nawet bez wskazywania partii takie dokumenty wzmacniają partie, które przedstawiają się jako jedyni obrońcy tych wartości.
Do tego dochodzi wymiar materialny i instytucjonalny. NIK w 2025 r. opisała finansowanie kościołów i związków wyznaniowych ze środków publicznych, obejmując kontrolą m.in. lekcje religii, kapelanów, Fundusz Kościelny, dotacje, ulgi i preferencje podatkowe; był to pierwszy tak szeroki audyt tego obszaru. To nie znaczy automatycznie, że każda złotówka była „kupowaniem poparcia”, ale politycznie tworzy to układ wzajemnych korzyści: Kościół dostaje ochronę instytucjonalną i środki, a prawica zyskuje dostęp do symbolicznego autorytetu.
Co mogą chcieć zafundować Polsce po 2027? Tego nie da się stwierdzić z pewnością, bo programy parlamentarne na 2027 nie są jeszcze finalne. Na podstawie zapowiedzi i dotychczasowych programów najbardziej prawdopodobny kierunek PiS to: silniejsze państwo, więcej centralizacji, narodowo-konserwatywna edukacja i kultura, konflikt z częścią polityk UE, obrona religii w życiu publicznym, socjalne transfery dla własnych grup wyborców oraz powrót do twardej kontroli nad instytucjami. PiS już zapowiada program na wybory 2027; w czerwcu 2026 pokazano część tzw. „planu Czarnka”, m.in. wyjście z ETS, podatkowe ulgi dla emerytów i wyższy drugi próg podatkowy.
Konfederacja po ewentualnym wejściu do rządu pchałaby Polskę w stronę niższych podatków, deregulacji, ograniczania biurokracji, ostrzejszej polityki migracyjnej, sprzeciwu wobec Zielonego Ładu, silniejszego suwerenizmu wobec UE i twardszej obyczajowo prawicy. Program Mentzena z 2025 r. obejmował m.in. niskie i proste podatki, odrzucenie Zielonego Ładu, szczelne granice, sprzeciw wobec wysyłania polskiego wojska do Ukrainy, „zatrzymanie lewicowej ideologii” i stanowczy sprzeciw wobec aborcji.
Największe ryzyko po wspólnej lub równoległej wygranej PiS i skrajniejszej prawicy nie polegałoby tylko na „konserwatyzmie”. Konserwatyzm sam w sobie jest normalnym nurtem demokracji. Ryzyko zaczyna się tam, gdzie państwo zostaje potraktowane jak łup, media publiczne jak megafon, sądy jak przeszkoda, Kościół jak partyjny certyfikat moralności, a obywatele dzieleni są na „prawdziwych Polaków” i resztę. Wtedy hejt przestaje być tylko brudem internetu — staje się metodą rządzenia.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)