Tomasz Litewka Tomasz Litewka
188
BLOG

Kamienna dyplomacja

Tomasz Litewka Tomasz Litewka Polityka Obserwuj notkę 0

Oburzać potrafimy się pięknie i wyniośle. Oburzamy się wszyscy, od prostego człowieka, po elitę zabawy, polityką zwanej. Oburzamy się chóralnie i równo, aby dźwięk nasz nie został zmącony nutą fałszu, robimy to dumnie, wyniośle, marszcząc w grymasie dolne części twarzy, wymownie mrużąc oczy, z niedowierzaniem kręcąc głową.

Tak! Ośmielili się! Imię sprawców jeszcze nieznane, lecz niechybnie cyrylicą grawerowane, nie inaczej jak ich dzieło podłe i plugawe. I oburzenie w tym momencie przybiera punkt krytyczny i... wychodzi obłuda, zalewa nas i wypełnia. Przecież to było oczywiste, to było jasne - pomyślą niektórzy – a jednak się oburzamy. Bo taka nasza natura, oburzać się gdy ktoś pluje nam pod nogi. A gdy kłam zadaje naszej przeszłości, naszej historii, która barwna i ułańska i stawia nas tam, gdzie być nie chcemy stawiani, zwyczajnie nie wytrzymujemy. Jesteśmy orędownikami prawdy historycznej, naszej polskości i walczymy o nią każdym możliwym sposobem, a oburzenie jest bardzo dobrą metodą.

Polityka zagraniczna z kulawym imperium wschodnim, nigdy nie należała do najszczęśliwszych i udanych z naszej strony. Jesteśmy więźniem niemocy, dawnych wydarzeń, które niechybnie rzutują na nasze podejście. A polityka zagraniczna, ta całkiem klawa zabawa, lecz prowadzona w taki sposób może okazać się narkotykiem od którego nie będzie ucieczki. Zamknięci w więzieniu schematów i historii nigdy nie dojdziemy do porozumienia. A przecież chcemy tylko tak niewiele, tylko szczerych słów, że ten dumny i wyniosły naród Rosyjski dopuścił się kilku zbrodni przeciwko ludzkości, światu i samemu sobie. To przecież tak niewiele, tym bardziej, że historia już dawno temu skazała na moralne potępienie kata, który niechętnie przyznaje, że trzymał topór. Był nawet czas, kiedy nie chcieli przyznać iż topór kiedykolwiek znajdował się w ich rękach, wskazując innego winnego. To przecież niewiele. Tylko słowa skruchy i setki tomów akt. Metodą półsłówek, małych kroczków, a w istocie za pomocą tablic – nowej metody prowadzenia dyplomacji – chcieliśmy upiec kilka pieczeni na jednym ogniu. Oddać hołd zmarłym w katastrofie, a także wspomnieć na symbolikę tego miejsca. Postawiliśmy tablicę na obcej ziemi, nie tyle udeptanej, co wypalonej, lecz nie słońcem, a nagłym upadkiem. Tablica była piękna, majestatyczna. Lecz przyszli w noc ciemną i zabrali, tuż przed spotkaniem na szczycie, pod złamaną brzozą. Hańba?! - Krzyknąłby oburzony polak, bo tablicę pamiątkową, przybitą do skały w hołdzie zmarłym, tym ostatnim, jak i z czasów wielkiej wojny, zastąpiono mniejszą i z treści historycznej obdartą. To właśnie wzmianka o katyńskiej przeszłości stała się kością niezgody, zresztą na równi z samozwańczym pojawieniem się tablicy, bez żadnych konsultacji ze stroną rosyjską.

Jakiś czas później kolejny akt tablicowej dyplomacji, tym razem scena znajduje się na polskiej ziemi. Rosyjska czcionka, rosyjski napis, klej zresztą pewnie też – co już teraz ochoczo badają śledczy. Czas odpłaty, głupi wybryk, a może ponury żart historii z dobrą puentą. A takie żarty są najlepsze, bo jego bohaterowie niczego się nie uczą.

Niezależnie od tego, kto 'stał' za przyklejeniem tablicy o zamęczonych bolszewikach, jest to klarowny znak i pstryczek w nos, z którego zamiast wyciągać wnioski... oburzamy się. Bo to przychodzi nam naturalnie. Prowokacja? Bardzo możliwe, ale warto przypomnieć sobie, kto zaczął kamiennymi tablicami walczyć. Czas pokaże dla kogo staną się ciężarem, który z trudem udźwignie, a kto wymuruje na nich swoje ideowe zwycięstwo.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka