Narada w sali konferencyjnej znajdującej się na najniższym poziomie położonego pod Warszawą starego i zapomnianego schronu przeciwatomowego, trwała w najlepsze. Zasiadający przy potężnym stole ludzie, bardzo dokładnie analizowali tzw. “sytuację polityczną” w Polsce, a także zastanawiali się, co przyniesie najbliższa przyszłość. Wbrew pozorom w tym świetnie opłacanym przez właścicieli telewizji i wydawców gazet zespole, nie było ani jednego politologa czy socjologa. Ekipę tworzyli satyrycy oraz scenarzyści telenowel, a jej trzon stanowili niespełnieni pisarze, autorzy opasłych kryminałów, których fabuła była tylko pretekstem do snucia niestworzonych teorii spiskowych.
Jeszcze kilka lat temu wszyscy, co do jednego, byli sfrustrowanymi nieudacznikami, których nikt nie chciał zatrudniać, pokazywać ani publikować. Jeśli byli obdarzeni poczuciem humoru, to prostackim, najniższego lotu. Gdy komuś udało się napisać jakiś scenariusz był on niemiłosiernie nudny, pełen tkliwych, patetycznych i bezsensownych dialogów. Bohaterami ich książek byli zaś bez wyjątku albo członkowie starszej niż ludzkość sekty, której zadaniem było ludzkość tę pognębić, albo też potomkowie w linii prostej różnych znanych historycznych postaci, którzy do końca nie wiadomo co planowali, ale z pewnością było to coś nikczemnego.
Wszystko w ich życiu zmieniło się, gdy zostali zatrudnieni przez powołaną do życia mocą porozumienia najważniejszych koncernów medialnych w Polsce, spółkę, której zadaniem było organizowanie życia publicznego w ten sposób, by stało się ono atrakcyjnym produktem dla szerokich mas potencjalnych widzów i czytelników. Firma zatrudniała wielu ludzi, głównie zajmujących eksponowane stanowiska w państwie, ale to właśnie osoby zasiadające w tej sali były jej najważniejszymi pracownikami.
- Ten pomysł ze zdradą Kaczmarka to był majstersztyk – pochwaliła Kręczyńskiego Dorota Wiechecka, szefowa sekcji, autorka 25 tomowego cyklu o Obcych udających księży, by w ten sposób zawładnąć Ziemią. - Dzienniki już dawno nie sprzedawały się tak dobrze, a oglądalność znowu zbliża się do rekordowego poziomu!
- A ile dzięki temu powstało nowych wątków – poparł szefową któryś z satyryków. - I to wszystkie kryminalne: Ziobro ma konfrontację z Lepperem w prokuraturze, policja robi przeszukania w mieszkaniach swoich dotychczasowych szefów a Kaczmarek siedzi we Włoszech obawiając się, że po powrocie do kraju zgarnie go CBŚ. Jesteś genialny!
- W grze Ziobry widzę jeszcze pewne braki – Kręczyński z wrodzonej skromności udał, iż pochlebstw nie słyszy. - Wiem, że bardzo się stara, ale w tych scenach, w których mówi o nadużyciu jego zaufania, wypada jakoś tak niezbyt przekonująco.
- Porozmawiamy z nim – zapewniła Wiechecka. - Powiemy żeby bardziej się przyłożył. Ale musisz przyznać, że ten występ z dyktafonem był świetny. Zresztą ludzie go kochają.
- Trzeba się teraz zastanowić co Kaczmarek powiedział Giertychowi podczas tego ich spotkania we Włoszech – sprowadził wszystkich na ziemię Grzegorz Osenkowski, autor scenariusza do nigdy nie zrealizowanego serialu opowiadającego historię trudnej miłości pewnego drwala-sadysty i młodej działaczki Greenpeace. - Macie już jakieś pomysły?
Kręczyński uśmiechnął się. Większość najciekawszych pomysłów była jego autorstwa. To on wymyślił cały wątek ze senatorem Stokłosą, którego sobowtór przemierzał kraj wzdłuż i wszerz. On też wpadł na to, by Minister Edukacji stoczył batalię o pozbycie się Gombrowicza z kanonu lektur. Widzowie bawili się świetnie przez kilka miesięcy. On w końcu wprowadził do scenariusza Teletubisie zajmujące się propagandą homoseksualną. Ba, sam wymyślił ten przezabawny termin.
Teraz też miał kilka ciekawych pomysłów. Planował zupełnie nowy wątek: jego bohaterem zostałby jeden z czołowych działaczy LPR, który okaże się równocześnie członkiem Powiernictwa Pruskiego. Chciał też skomplikować relację byłych koalicjantów: Ludwik Dorn miałby okazać się spokrewniony z Krzysztofem Filipkiem o czym poinformowałby cudownie odnaleziony wujek posła Kurskiego. Wujek ten będzie miał zresztą większą rolę do odegrania, gdyż media ujawnią, iż jest on agentem Mossadu, jak również tajnym współpracownikiem Talibów pracującym dla Rosjan, Amerykanów i Burkina Faso. Zdemaskuje go jeden z publicystów “Naszego Dziennika” piszący również pod pseudonimem felietony dla tygodnika “Nie”.
Kręczyński wiedział, że nigdzie indziej podobnych bzdur nie mógłby opublikować. Na szczęście jego praca była bardzo nietypowa: pisał scenariusze polityczne, a tam podobne brednie były na porządku dziennym.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)