Wszyscy ekscytują się pojedynkiem PiS-PO, czemu zresztą trudno się dziwić- w końcu tylko te dwa ugrupowania mają szanse na zwycięstwo w wyborach. Tyle, że zwycięstwo w wyborach oznacza tylko... no zwycięstwo w wyborach. Stworzenie rządu to już całkiem inna sprawa i o tym, kto będzie rządził Polską przez najbliższe cztery lata, mogą zdecydować wyniki LPR, Samoobrony i PSL.
Zabawmy się w przewidywanie przyszłości. Scenariuszy jest kilka:
Na początku załóżmy, iż Parlament VI kadencji będzie dość wierną kopią kadencji poprzedniej, co wbrew pozorom wydaje się dość prawdopodobne. Wybory w 2005 roku, pokazały, iż do sondaży należy mieć ograniczone zaufanie. LPR , Samoobrona i PSL w rzeczywistości mogą mieć lepszy wynik, niż obecne badania preferencji wyborczych wskazują. Do Sejmu wchodzi więc sześć partii, podział mandatów jest zbliżony do tego który mamy w Sejmie obecnie. W tej sytuacji, triumfator wyborów ma rzeczywisty wybór, ponieważ koalicję może zawrzeć (jakby to nieelegancko nie brzmiało) "każdy z każdym". W tym przypadku koalicja PO-PiS jest najmniej prawdopodobna, natomiast PO-LiD i/lub PSL oraz PiS-LPR-Samoobrona i/lub PSL jak najbardziej.
I mniej partii w parlamencie, tym mniejsze pole manewru dla formacji wygrywającej wybory, choć z drugiej strony, mandatów do podziału jest więcej.
Załóżmy teraz, choć to najmniej prawdopodobne, że do parlamentu wejdę tylko trzy stronnictwa : PiS, PO i LiD. Oczywiście, w takim wypadku szansa na zdobycie większości w sejmie przez jedną partię, jest największa, ale wciąż tylko teoretyczna. Zakładając, że będzie jak zwykle, czyli nikt 231 posłów mieć nie będzie, zwycięzcy wyborów zakres manewrów będą mieć szalenie ograniczony. Szansa na PO-PiS w tym wariancie jest oczywiście największa. Nie można naturalnie wykluczyć, że kluby będą próbowały podkradać sobie posłów, ale to już chyba temat na trochę inną dyskusję...
W tym co przed chwilą napisałem, nie ma naturalnie nic odkrywczego, chciałem jednak w ten sposób zwrócić uwagę na to, iż o kształcie przyszłego rządu w dużym stopniu mogą zdecydować trzy partie, które w sondażach nawet po zsumowaniu ich poparcia nie przekraczają dziesięciu procent. Wszyscy z uwagą śledzimy wojnę dwóch potęg, nie zdając sobie sprawy, iż równie ważne co wynik tego starcia, jest to, jak w w wyborach poradzą sobie formacje znajdujące się na marginesie sceny politycznej.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)