21 obserwujących
245 notek
276k odsłon
2395 odsłon

Dyplomatołyka polska

Wykop Skomentuj116

Chyba mało kto będzie chciał dyskutować z tezą, że jednym z najsłabszych elementów naszej państwowości jest dyplomacja. Ktoś, pewnie i słusznie, doda tu jeszcze służby, ale jednak to dyplomacja zdaje się być polską piętą Achillesa. Podpisywanie na stojąco przez prezydenta Dudę porozumienia z Donaldem Trumpem, kiedy ten siedzi rozparty w fotelu. List byłych ambasadorów Polski do Donalda Trumpa, w którym ci informują prezydenta Ameryki, że przyjeżdża do kraju który nie jest praworządny. Czy wspólna z ambasadorem Ameryki panią Mosbacher konferencja prezydenta Dudy, na której ogłoszono zniesienie wiz do tego kraju, to przykłady kompletnego braku zrozumienia czym jest dyplomacja i jak nasi przedstawiciele mają się zachowywać w stosunkach z przedstawicielami innych państw. Przykłady można mnożyć w zasadzie bez końca, bo każdy dzień przynosi kolejną wpadkę.

Jestem przekonany, że zdecydowana większość czytelników winą za ten stan rzeczy obarczy komunizm i brak niepodległej państwowości. A część może doda, iż trzydzieści lat niepodległości to okres zbyt krótki na zbudowanie profesjonalnej służby dyplomatycznej i winą obarczy brak dekomunizacji w MSZ.

Jednak w mojej opinii korzenie tej słabości sięgają dużo dalej, poza czasy PRL-u. A PRL i jego dyplomatyczne służby to już jest skutek wcześniejszych błędów i zaniechań.

Początek słabości polskiej dyplomacji, słabości, która przerodziła się z czasem w całkowity jej zanik, rozpoczyna Unia Lubelska w 1569r która wyłącza dyplomację spod osobistej kontroli Króla. Poddanie dyplomacji kontroli sejmu, czyli organu władzy niewydolnego i niezdolnego do szybkiej reakcji, a na dodatek organu który z zasady pozbawiał dyplomację niezbędnej w codziennej pracy dyskrecji, uniemożliwił już od początku budowy nowoczesnych struktur dyplomatycznych ich rozwój. Co więcej, Król posiadał równoległą prywatną niejako dyplomację, co po wiekach, już w czasach Wettinów doprowadziło do paradoksów, kiedy Polska jako królestwo miała z ościennym państwem pokój, podczas gdy król toczył z tym państwem wojnę. Zresztą za czasów Wettinów dyplomacja Polska już całkowicie spsiała bowiem posłowie kontrolujący jej pracę doszli do wniosku, że nie ma sensu utrzymywać stałego przedstawicielstwa w Brytanii, skoro Brytyjczycy mają swoje w Polsce. Zanim to się jednak stało to już wcześniej w siedemnastym wieku do dyplomacji Króla, Królestwa, doszły jeszcze dyplomacje utrzymywane przez Hetmanów, oraz wreszcie wielkich magnatów. Zdrajca Radziwiłł z czasów Potopu prowadził własną politykę zagraniczną.

Cały ten bałagan, utrwalony przez wieki, bałagan który rodził się w czasie, kiedy inne państwa budowały nowoczesną instytucjonalną dyplomację, opartą na urzędnikach, powodował, że w Polsce nigdy nie wytworzyła się niezbędna dla skuteczności pracy instytucji, tzw. “pamięć instytucjonalna”. Pamięć instytucjonalna to nie tylko pewna tradycja, poczucie wspólnoty, ale przede wszystkim intelektualne podłoże, na którym można budować skuteczne plany i scenariusze. Wyraźnie widoczna u innych państw strategia prowadzenia polityki zagranicznej, strategii którą można doskonale zidentyfikować i opisać, nie wynika tylko z geniuszu tamtejszych polityków, ale głównie z długotrwałości instytucji zajmujących się budową strategii i taktyk. Parafrazując Newtona, tam politycy stoją na ramionach olbrzymów, podczas gdy w Polsce każdy zaczyna od nowa.

Potem były rozbiory. Gdzie ci nieliczni Polacy pracujący w dyplomacji zaborców, kształcili się wedle właściwych dla państw zaborczych modelów prowadzenia dyplomacji.

W krótki, dwudziestoletni okres II RP weszliśmy bez wiedzy i umiejętności, a krótki okres nie pozwalał za zbudowanie choćby zrębów nowoczesnej dyplomacji. Skończyło się to wszystko pasmem błędów, które doprowadziły do najpierw Września, a potem do bezsensownego przelewanie polskiej krwi na rzecz innych. Pasmo tych błędów wieńczy Powstanie Warszawskie.

W czasach komunizmu polskie służby dyplomatyczne realizowały politykę imperialną Sowietów i znów nie wykształciliśmy własnej myśli dyplomatycznej.

Dziś, jak mi się wydaje - może się mylę - w środowisku polityków nie widać specjalnie takiej potrzeby by tworzyć profesjonalne służby. Raczej wzorujemy się na innych, co powoduje, że realnie polityka prowadzona jest na modłę i w interesie państw innych. Zresztą wytworzona w czasach komunizmu negatywna pamięć instytucjonalna bardzo utrudnia reformę MSZ.

To cośmy sobie do tej pory powiedzieli, to praktyczny wymiar dyplomacji. Można by rzec jej hardware. Ale żeby dyplomacja działała musi mieć jeszcze software. Intelektualną podstawę i uzasadnienie. Otóż w czasach gdy rodziła się profesjonalna dyplomacja, Europa kierowała się w zakresie prowadzenia polityki, w tym polityki międzynarodowej raczej makiawelizmem. Ta myśl stała za praktyką dyplomacji. Ale nie w Polsce. Tu w roku 1595 w Krakowie Krzysztof Warszewicki zwany„Varseviciusem” wydał dzieło “De legato et legatione” w którym zaleca by w praktyce dyplomatycznej stosować prostolinijną politykę zgodną z zasadami honoru, pobożności, mądrości i wielkoduszności. Dalej w jego opinii poseł jest w tej samej mierze chrześcijańskim misjonarzem co sługą swego władcy. Uważał też, że na dłuższą metę cnota i uczciwość popłacają, „Bóg bowiem nie pozwala oszustom zbyt długo cieszyć się skutkami ich niecnego postępowania”. Nie można się oprzeć wrażeniu, że ten spis infantylnych i naiwnych porad, zaważył na stylu prowadzenia przez Polaków dyplomacji w dawnych czasach i że ten styl utrzymuje się do dziś. Równie głęboka co całkowicie nieuzasadniona wiara, że moralność w polityce popłaca, jest jak się wydaje intelektualnym uzasadnieniem działań polskich polityków. Na ich usprawiedliwienie dodam tylko, że duża część naszej inteligencji zdaje się podzielać taki pogląd. Pogląd który został utrwalony w polskiej kulturze przez romantyków.

Na zakończenie.

 Żeby pozbyć się błędów, trzeba najpierw zrozumieć ich genezę. Ten tekst ma pokazać z jakim problemem boryka się dziś Polska. Daję to głównie pod rozwagę krytykom dzisiejszej władzy. Czynione przez nią błędy nie wynikają tylko, czy głównie z głupoty i niewiedzy, ile z braku tradycji. Polska do dziś nie ma jasno zdefiniowanej strategii. Chcę jasno powiedzieć, że żadna zmiana władzy sytuacji nie zmieni. Dalej bowiem nie będzie ani kadr, ani intelektualnej podstawy działań. Są w Polsce ośrodki gdzie powstaje nowoczesne myślenie ( vide - Nowa Konfederacja) ale po pierwsze to kropla w morzu potrzeb. Po drugie wymaga to czasu. A po trzecie nasi sąsiedzi ( i nie tylko) bardzo dbają byśmy nie wykształcili takiej myśli. Dyplomatołyka polska zatem jeszcze długo będzie nam towarzyszyć.

Wykop Skomentuj116
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka