Pamiętacie te dni, gdy wylewała się furia, wściekłość, chęć odwetu, upokorzenia... ? Gdy dyspepsja i bulgot w gardle powodowały znikanie na całe tygodnie sprzed ludzkich oczu i zamykanie się w ustronnych miejscach? Gdy od całego narodu domagał się jeden brat dla drugiego brata (i wzajemnie) przeprosin za swoją własną nieudolność i marność, niekompetencję i chciwość, za nieuczciwość i kłamstwo, za klęskę i odrzucenie przez Polaków? A naród ze śmiechem wysyłał do Pałacu masowo, przez Internet, swoje „przepraszam” kpiąc z zarozumiałych pajaców ile wlezie?
Pamiętacie, jak przesuwano termin i długo szukano najmniej reprezentacyjnego miejsca w całym Pałacu prezydenckim, żeby upokorzyć tego, który ICH upokorzył, zdobywając przychylność większości Polaków? Bo jakoś nominację musiał wręczyć ten, który jeszcze na urzędzie się utrzymywał, a nie bratu ją wręczał, ale człowiekowi, którego obecność na urzędzie premiera oznaczała, że już nic nie będzie takie jak było. A właściwie jakie fajne dopiero zaczęło być, zaledwie od dwóch lat... Tak dobrze żarło i zdechło...
Czy pamiętacie ponurość i zawziętość na gębach … ech, tego akurat pamiętać nie musicie – to jest na tych gębach do dzisiaj.
Pamiętam doskonale pisowski szok, niedowierzanie, wściekłość od dnia wyborów w 2007 roku. Pamiętam, jak zaczęła się ostentacyjna wojna z rządem Polski człowieka, który wprawdzie był prezydentem państwa, ale czuł się podwładnym swojego brata, szefa partii, której właśnie wyborcy powiedzieli swoje mocne : NIE!
Pamiętacie , jak pod osłoną nocy, ciężarówkami, przewożono archiwa WSI do Pałacu Prezydenckiego, do braci Kaczyńskich, zabierając je spod kontroli legalnych władz Polski, żeby nikt się nie dowiedział co tam namotano, jakie spustoszenie poczyniono, jakie haki i na kogo zbierano, jak gromadzono SOBIE dokumentację, która miała posłusznymi ludzi czynić na całe lata....a tymczasem przyszedł „taki” i trzeba było na gwałt KOPIOWAĆ co się da i ślady radosnej twórczości zacierać.
Pamiętacie...te tysięczne próby szykan, upokorzeń, drobnych, wrednych gestów, tę chorą małość, byle ukłuć, byle zabolało... i to im zostało do dziś. Tym żyją i tylko to umieją....
Pamiętam tamte dni, gdy urząd Prezesa Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej obejmował Donald Tusk – dzisiaj najdłużej w wolnej Polsce urzędujący premier polskiego rządu. Jedyny premier i szef partii wybrany przez :Polaków na drugą kadencję. Jedyny, którego partia nieprzerwanie ma poparcie społeczne i wszystko wskazuje na to, ze będzie rządzić i trzecią kadencję.
Wizyta w Polsce prezydenta Francji Francois Hollande'a, dzisiaj w rocznicę zaprzysiężenia Donalda Tuska – jest symptomatycznym znakiem , jak wiele się zmieniło, między nominacją wręczaną w jakimś przedsionku przez zawistnego, małostkowego prezydenta – a dniem gdy prezydenci świata do Polski chcą przyjeżdżać i żaden „wulkaniczny pył” im w tym nie przeszkadza.
I za to Ci Panie Premierze,dziękuję.
6099
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (204)