Zastanawiając się nad opisem kolejnej fali pisowskich kłamstw dotyczących budżetu UE – pomyślałam, że to nie ma sensu. Kłamcy z Kaczyńskim na czele kłamią świadomie i celowo. Durnie wierzą w kłamstwa , bo i tak nie mają umysłów zdolnych do dokonania porównań i samodzielnej oceny.
A mądrzy ludzie i tak prawdę znają i jak zwykle wyrażą ją w każdych, kolejnych wyborach.
Jarosław Kaczyński w polskiej polityce jest nikim. Jest klaunem, na dodatek, wydalającym z siebie produkty własnej nienawiści wobec Donalda Tuska, odrażające kłamstwa, oszczerstwa i insynuacje przyjmowane przez jego wyznawców , jako pewniki.
Z Kaczyńskim nikt z polityków nie rozmawia. Cameron tez nie. Nikt nie poświęci nawet pięciu minut na Kaczyńskiego. Bo po cholerę miałby tracić czas na kogoś, kto pragnie jedynie zaspokajać swoje nadmuchane ego, a wpływu na realną politykę w Polsce nie ma i mieć nigdy nie będzie.?
Dlaczego Cameron miałby wykonywać jakieś gesty wobec Polski, nie starając się porozumieć z rządem Polski i jego premierem, on premier jednego z największych państw Wspólnej Europy – choćby tylko po to, by w innej sprawie pozyskać w Polsce sojusznika? Sojusznika tam, gdzie ważą się losy projektów, gdzie podejmowane są decyzje, gdzie stanowione jest europejskie prawo – w Parlamencie Europejskim, w strukturach Zjednoczonej Europy?
A tam przecież nie ma ani tego śmiesznego kacyka z Polski, Kaczyńskiego, ani jego skompromitowanych, skupionych na dbaniu tu, na miejscu, w Polsce, o dodatkową kasę i obecność w mediach (bo to zapewni dobre miejsce na następnej liście wyborczej PiS) pożal się Boże, europarlamentarzystów PiS. Nie liczą się. Nie są w ogóle zauważani, Stanowią plankton parlamentarny, krzykliwy na korytarzach polskiego parlamentu i niewidoczny w Parlamencie Europy.
Jakiż polityk byłby tak nierozważny i tak skłonny do ośmieszania siebie i umniejszania swojej pozycji, by poza plecami polskiego premiera i posiadających rzeczywistą moc sprawczą polskich europarlamentarzystów, zrzeszonych w EPP – największej partii europejskiej – dawać jakieś zapewnienia polityczne byle komu?
Bo powiedzmy sobie wreszcie jasno i wyraźnie: Jarosław Kaczyński jest w polskiej polityce byle kim. I gdyby nie jego kłamstwa, bełkot pełen bredni – nie byłoby w ogóle czego w sensie i znaczeniu politycznym omawiać. Można by co najwyżej rozważać sprawę środowiska pisowskiego, jako przykład sekty o charakterze religijnym z wszechpotężnym w jej ramach guru,
Ale poza granicami tej sekty Kaczyński jest jedynie starym, chorym z nienawiści, niemądrym, kierowanym komunistyczną mentalnością wyniesioną z lat dziecinnych komunistycznego domu, obiektem rozrywki medialnej.
Można współczuć uwiedzionym przez Kaczyńskiego naiwniakom, których wsparcie wyborcze i finansowe zapewnia luksusowy żywot karierowiczom w roli pomagierów Kaczyńskiego – ale w końcu nie ma przecież w samym PiS aż tak głupich, by wierzyli w jakiekolwiek szanse na przejęcie w Polsce władzy. Ich celem jest jedynie ustawić samych siebie na dobrze płatnych stołkach.
A tego bez masy zindoktrynowanych wyznawców wierzących w moc Kaczyńskiego i jego kłamstwa – osiągnąć się nie da.
Dlatego perspektywa istnienia przekomicznych miejsc, w których ujadać będą durni ludzie, powtarzając bełkotliwe łgarstwa, jako prawdy objawione, będą się zachłystywać nieistniejącymi możliwościami swojego guru i będą wierzyć w jego moc sprawczą, siłę i pozycję – przynajmniej do następnych wyborów nam nie zniknie.
Bawwmy się więc: ency, pency... entliczek pentliczek... ene, due, rabe....na tego Cameron bęc!


Komentarze
Pokaż komentarze (150)