Żyjemy w czasach, w których przyszło nam na własnej skórze doświadczać upadku systemu gospodarczego opartego na fikcyjnym, drukowanym pieniądzu (tzw. pieniądzu fiducjarnym) i stałej inflacji. Myli się jednak ten, kto uważa, że inflacja to zmartwienie jedynie dla zwykłych zjadaczy chleba. Zajmuje ono równie intensywnie rządy, które stale głowią się nad tym, w jaki sposób zahamować zbyt gwałtowny spadek wartości swojego pieniądza, przejawiając przy tym niebagatelną pomysłowość. Zmagania polityków z inflacją mają długą i bogatą historię, głównie porażek. Jak pokazał amerykański dziennikarz ekonomiczny Robert J. Samuelson w książce The Great Inflation and Its Aftermath: The Past and Future of American Affluence (2008) wyjątkowo odważny, aktywny i kreatywny w tym zakresie był amerykański prezydent Lyndon Johnson (1908-1973). Działając w słusznej sprawie na rzecz podtrzymania siły nabywczej dolara, nie wahał się on wytaczać przeciw inflacji wszystkich możliwych dział, nawet tych medyczno-dietetycznych.
Cytując z książki Samuelsona, przytoczmy fragment wspomnień Josepha Anthony Califano, współpracownika prezydenta Johnsona (str. 95-96)
(...)
przeczytaj cały artykuł w serwisie Nowa Debata


Komentarze
Pokaż komentarze