0 obserwujących
8 notek
13k odsłon
3124 odsłony

Romaszewscy o próbie przejęcia ''S'' przez grupę Michnika

Pielgrzymka Robotnicza, 1987- E.Tomaszewska, L.Dymarski, A.Gwiazda, Z.Romaszewski, J.Chmielnicki // fot. arch. Romaszewskich
Pielgrzymka Robotnicza, 1987- E.Tomaszewska, L.Dymarski, A.Gwiazda, Z.Romaszewski, J.Chmielnicki // fot. arch. Romaszewskich
Wykop Skomentuj52

Fragment książki ,,Romaszewscy. Autobiografia'' wydanej w listopadzie nakładem wydawnictwa Trzecia Strona. Książka do nabycia w wielu księgarniach, m.in. w sieci Matras (w stacjonarnych Empikach brak).

 

Zofia Romaszewska: Jeszcze przed wyjazdem do USA (w 1985 r. – PS) dowiedziałam się, że Ludka Wujec (żona Henryka, działaczka KOR i „Solidarności”, wieloletnia przyjaciółka Zbigniewa i Zofii Romaszewskich – PS) poinformowana, iż podziemna „Solidarność” Instytutu mojego męża wypłaca mu ze składek pensję, próbowała te wypłaty zablokować. Argumentowała, że nie należy tego robić, bo to nie są środki na życie, tylko my te pieniądze przeznaczamy na działalność opozycyjną, lepiej więc te składki odprowadzać jak należy - do Regionu. Kiedy się o tym dowiedziałam, zastanawiałam się, jak jej się to w głowie układa. I doszłam do wniosku, że zgodnie ze środowiskową dyscypliną. Bo przecież dla nich (michnikowskiej części opozycji – PS) to jasne jak słońce, że to oni powinni wszystkim rządzić. W danym wypadku oczywiste, że my nie powinniśmy dostawać pieniędzy, bo skoro nie umieramy z głodu to możemy je przeznaczać na jakąś niekontrolowaną przez nich działalność. A prawidłowo powinno być tak, że te fundusze zostałyby odprowadzone do podziemnego Regionu, no a tam to już Helenka Łuczywo zadba, żeby przeznaczono je na właściwe i słuszne cele.

Zbigniew Romaszewski: W Ameryce Zosia zdobyła ogromne jak na ówczesne realia środki finansowe na działalność solidarnościową. Te fundusze pozwoliły nam wystartować.

PIOTR SKWIECIŃSKI: Sami Państwo nimi zarządzali?

Zbigniew Romaszewski: Najpierw chcieliśmy przekazać je jakiemuś szerszemu ciału. W tym celu spotkaliśmy się z Kuroniem. Ale oprócz pieniędzy Zosia przywiozła też informacje o infiltracji przez SB środowisk solidarnościowych na Zachodzie. Kuroń bardzo nie lubił tych tematów, a Zosia zaczęła o tym mówić. Kuroń chciał przerwać rozmowę, żeby już o tych przykrych sprawach nie słuchać, i już wiedząc że Zosia przywiozła jakieś pieniądze, ale nie wiedząc jeszcze – ile, powiedział: to weźcie sobie tę forsę na swoją działalność.

Zofia Romaszewska: Jacek zupełnie nie chciał słuchać o szpiclach w Brukseli i jak zaczęłam o tym mówić, to on zaczął się śpieszyć. „Dobra, dobra, malutka” – pogłaskał mnie po głowie i poszedł.

Zbigniew: Stworzyliśmy więc Polski Fundusz Praworządności. Instytucja taka była potrzebna, między innymi dlatego, że św. Marcin, Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom wycofywał się wtedy z pomocy dla opozycji, bo hierarchia w coraz większym stopniu uznawała, że to nie leży w profilu Kościoła. Opozycja była ze św.Marcina wypychana. Zbiegło się to z momentem, w którym władze zaczęły zwalczać opozycję za pomocą drakońskich grzywien. Kolegia taśmowo wymierzały po 50 tysięcy zł – to wtedy były trzy przeciętne miesięczne pensje. Zaczęto też konfiskować prywatne samochody, używane do przewożenia bibuły.

Podjęliśmy decyzję – dajemy skazanym pieniądze na zapłacenie grzywien. Zwracamy też pieniądze za skonfiskowane samochody. A gdy później, już w 1987 roku pojawiły się w zakładach pracy Komitety Założycielskie odradzającej się „S” zaczęliśmy też wspierać materialnie członków tych komitetów, których wyrzucano z pracy.

Wszystko to spowodowało intensyfikację działalności naszych struktur i ich wzmocnienie – bo wielu ukaranych, gdy zapłacono za nich grzywny czy oddano pieniądze za skonfiskowany samochód, zaczynało współdziałać już nie tylko z tymi opozycyjnymi organizacjami, w których byli aktywni dotąd, ale również z nami.

PIOTR SKWIECIŃSKI: Mówiąc krótko, tworzyli Państwo własne ogólnokrajowe struktury opozycyjne, niezależne od grupy, która wtedy coraz bardziej dominowała w ruchu solidarnościowym?

Zofia: W pewnym sensie tak, choć to w żadnym wypadku nie było naszym świadomym celem. To bardziej samo tak wyszło, no bo skoro w tej dominującej grupie nie bardzo nas chcieli, a my stanowczo chcieliśmy robić coś, co uważaliśmy za szczególnie palące i ważne, to radziliśmy sobie sami….

Zbigniew: Teraz widzę, że wtedy już zaczął się wyraźny proces spychania nas na margines polityczny za niesubordynację wobec grupy, która jak okazało się później, miała spiskować w Magdalence.

Zofia: Jeden z naszych kolegów, jak się potem dowiedzieliśmy, ewidentny agent SB, znany dobrze w niezależnym ruchu wydawniczym, tłumaczył nam wtedy na spacerze, że Rodzina jest strasznie potężna, i on to by się bał jej sprzeciwić. Miałam narastające wrażenie, że oni chcą nas odsunąć. Ale naprawdę nie mogłam pojąć, czemu.

PIOTR SKWIECIŃSKI: Rodzina?

Zofia: Tak już w latach 80 przyjęło się określać grupę Kuronia-Michnika. Dla podkreślenia jej zwartości i trwałości związku, łączącego tych ludzi. Tego, że trzymali się razem niezależnie od tego, co tak naprawdę myśleli o kimś z ich grupy – jeśli tylko ten ktoś pozostawał wobec tej grupy lojalny.

Zbigniew: Myślę, że Rodzina pamiętała nam MRKS (radykalną i opozycyjną wobec zdominowanych przez wpływy grupy „postkomandoskiej” strukturę podziemia z początku lat 80, pozostającą pod wpływem Romaszewskiego – PS)… Poza tym – nie nadawaliśmy się do polityki, w tym sensie w jakim oni rozumieli politykę. Bo oni zachowywali się coraz jawniej niedemokratycznie.

Wykop Skomentuj52
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale