Jakiś czas temu, zastanawiając się, czy Janusz Palikot odejdzie z PO (to było naprawdę dawno), zaczęłam myśleć nad programem politycznym, który mógłby przedstawić, który chciałabym, żeby przedstawił. Wiele z tych przemyśleń wzięło się z mojego pisania o sprawie KDT. Oto skutki:
Projekt centro-centrolewicy ma wypełnić lukę na polskiej scenie politycznej jako odpowiedź na potrzeby i interesy grup społecznych nowego typu, które wykształciły się po 1989 r. w związku z urynkowieniem gospodarki, procesem akcesyjnym, wejściem Polski do Unii Europejskiej, swobodną cyrkulacją osób, towarów i usług (migracje, wzrost liczby różnorodnych kontaktów handlowych z zagranicą itp.), włączeniem polskiej gospodarki w światowy obieg gospodarczy oraz wpływem globalnych kryzysów finansowych.
Urynkowienie i procesy wszczęte w związku z planowaną akcesją do UE (szkolenia, programy społeczne itp.) wywołały przemianę struktury społecznej. Najbardziej pożądanymi cechami „nowego Polaka” stały się inicjatywa, samodzielność i przedsiębiorczość. W latach dziewięćdziesiątych niemal każda rodzina w Polsce miała bliższego lub dalszego znajomego, któremu „się powiodło”. Młodzi ludzie wychowywani w kulcie tychże wartości właśnie wchodzą lub weszli jakiś czas temu na rynek pracy (ur. 1975-1990). Również przedstawiciele starszych pokoleń uwierzyli w ową „propagandę sukcesu”. Wielu z nich założyło własne firmy lub w takim posunięciu upatruje recepty na sukces życiowy, jakiego nie udałoby im się osiągnąć na etacie. To przeważnie spośród nich rekrutuje się 19,2% osób prowadzących własną działalność gospodarczą (pracodawców i samozatrudnionych).
Wraz z tzw. aferą Rywina i następującą po niej nagonką na „ludzi układu” zdyskredytowano wartość sukcesu ekonomicznego, a takie wartości, jak przedsiębiorczość czy inicjatywaprzestały znajdować odbicie w dyskursie politycznym. Wydaje się jednak, że okres potępienia przeminął, a zakorzenienie w wychowaniu i przemyśleniach pozostało na tyle silne, że warto wprowadzić je z powrotem do języka polskiej polityki.
Z drugiej strony, mamy do czynienia z neoliberalizacją stosunków pracy i stosunków obywatela z państwem. Pracodawcy starają się zmniejszać koszty zatrudnienia pracowników. Drobniejsi przedsiębiorcy unikają zwiększania zatrudnienia; większe przedsiębiorstwa, zwłaszcza międzynarodowe korporacje lub ich narodowe oddziały (tzw. Bezpośrednie Inwestycje Zagraniczne) przechodzą na tzw. outsourcing – korzystanie z drabiny podwykonawców – lub grożą przenoszeniem fabryk do innych krajów. Procesy te sprawiają, że warunki pracy w sektorze prywatnym pogarszają się, a pracownicy coraz silniej odczuwają brak zabezpieczenia pracy.
Ponadnarodowe instytucje regulacyjne w rodzaju Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego czy Europejskiego Banku Centralnego monitorują poziom zadłużenia krajów i naciskają na „oszczędności” w obszarze osłon społecznych. Obywatele coraz silniej odczuwają przerzucanie kosztów opieki na nich samych, wzmacniana jest opiekuńcza rola rodzin, postępują procesy prywatyzacji służby zdrowia, brakuje (państwowej?) kontroli nad systemem emerytalnym. Czynniki ekonomiczne wymuszają konsolidację gospodarstw domowych („prorodzinne” kredyty dla małżeństw, wspólne rozliczenia podatkowe, wysokie koszty profesjonalnej opieki nad dziećmi, chorymi i seniorami), co podważa wartość spełnienia poza ramami rodzinnymi.
Procesy te są nie do zahamowania czy odwrócenia, nie ma powrotu do fordowskiego systemu pracy czy państwa opiekuńczego w rodzaju PRL. Ich społeczna szkodliwość nie ulega jednak wątpliwości, „żywiołowa prywatyzacja” za pośrednictwem „wędrującego” kapitału ponadnarodowego w kontekście światowego kryzysu okazała się katastrofalna. Potrzebne są nowe rozwiązania systemowe, które odpowiedzą na nowe lęki społeczne i przywrócą wartość osobistego rozwoju dzięki pracy.
W polskiej polityce po przełomie ustrojowym w 1989 r. i społecznej „pacyfikacji” wielkich związków zawodowych praktycznie zanikło myślenie w kategoriach interesów grupowych. Jest to zgodne ze światową tendencją polityki tożsamości. Jednak polityka tożsamości znajduje legitymizację jako obrona interesów konkretnej grupy; w przeciwnym wypadku zamienia się w nacjonalizm lub religijny integryzm graniczący z fanatyzmem. Oba wątki obserwujemy od lat na polskiej scenie politycznej. Fundamenty w postaci wyraźnie zlokalizowanychrealnych lęków społecznychoraz funkcjonujących w polskim społeczeństwie zakorzenionychwartościnależy wykorzystać do budowydyskursu interesu samodzielnej i przedsiębiorczej klasy średniej pracującej na własny rachunek.
Intensywna współpracaz twórcami i inteligencjąpozwoli napopularyzacjęnowego dyskursu i nowych wątków – są to środowiska w naturalny sposób powiązane z mediami oraz społecznie aktywne (plotki, serwisy społecznościowe, demokracja lokalna itp.). Dzięki takiej „pracy u podstaw” do medialnej rozpoznawalności polityków dochodzi poczucie zaznajomienia z ich propozycjami. Oznacza to większe przywiązanie do danej osoby, uwagę poświęconą na zapoznanie się z jej ofertą polityczną i, co za tym idzie,społeczną, oddolną krytykę propozycji alternatywnych.
O ile wśród Polaków obecne sąpostawy antyklerykalne,nie przekładają się one na laicyzację polskiego społeczeństwa. Ostatnie afery – komisja majątkowa, pedofilia wśród kleru – budują antagonizm wobec Kościoła katolickiego, który może okazać się politycznie nośny, jednak tylko o ile nie będzie się wiązać z uderzeniami w „uczucia religijne” Polaków. W obszarze tym warto więc budować pozytywne komunikaty, na przykład ostentacyjniewspółpracować z pozakatolickimi grupami wyznaniowymilub katolicyzmem krytycznym.Rozliczanie Kościoła katolickiegonie powinno przeobrazić się w rozliczanie katolików. Należy raczej przyjąćpunkt widzenia „normalnego katolika”i krytykowaćnieżyciowośćstanowiska Kościoła w sprawach takich, jak in vitro, antykoncepcja, etyka medyczna, pożycie przedmałżeńskie, nietolerancja itp. Jeżeli sakramentalne małżeństwo jest tak ważne, należy podkreślać zdrowy rozsądek rozwiązań w rodzaju rejestrowanych związków partnerskich.
Jeśli chodzi o tolerancję dla odmienności i przeciwdziałanie dyskryminacji, w historii Unii Europejskiej kluczowe okazało się powiązanie tych wątków z kwestiąprzedsiębiorczości,współpracy o charakterze gospodarczym. Owszem, różnorodność istnieje, ale też znakomicie się sprawdza jako budulec systemu handlowego czy twórczej współpracy. Nastawienie naswobodniejszy model rodziny„odczarowuje” z kolei inność obyczajową.
Podnoszony przez ekonomistów wątek„lokalizowania” przedsiębiorczości(np. Jan Krzysztof Bielecki) i krytyki wyłącznego nastawienia na inwestycje zagraniczne jest bardzo ważny dladrobnych przedsiębiorców.Na potrzeby mediatyzacji można wzbogacić go argumentami ekologicznymi, jak na przykład modnym tematemeating locally, redukcji kosztów transportu dóbr konsumpcyjnych. W ten sposób można też wyzyskać społeczny potencjał prowadzonej przed kilku laty akcji „Teraz Polska”.
Przykład argumentacji politycznej uwypuklającej stanowisko centro-centrolewicowe:
Przeciwko konserwatywnej krytycein vitro.
-
Kościół katolicki krytykuje sztuczne zapłodnienie, nie biorąc pod uwagę, że bezpłodność jest poważnym problemem społecznym o podłożu ekologicznym. Zostało naukowo udowodnione, że zanieczyszczenie środowiska i wszechobecność detergentów oraz konserwantów obniżają płodność kobiet i mężczyzn. Zjawisko to osiągnęło taką skalę, że trudno w tym kontekście mówić o „woli boskiej”. Jest to raczej palący problem współczesności, porównywalny do plam ropy w Zatoce Meksykańskiej.
-
Promowany przez państwo i Kościół katolicki model gospodarstw rodzinnych w sytuacji, gdy pensja jednej osoby nie pozwala na utrzymywanie rodziny sprawia, że młodzi ludzie odkładają posiadanie dzieci do wieku, w którym szansa na spłodzenie potomstwa spada. Często też, świadomi braku usług opiekuńczych świadczonych przez państwo, czekają, aż ich rodzice odejdą na emeryturę i będą mogli zająć się dziećmi. Podkopywanie pozycji zawodowej kobiet, brak zabezpieczenia i dowartościowania ich pracy również skłania je do odkładania decyzji o dziecku do momentu ustabilizowania kariery zawodowej. A więc konserwatywna polityka i promocja konserwatywnego modelu rodzinnego okazuje się podstawowym czynnikiem obniżającym płodność i nie pozwala Polakom realizować się w rodzicielstwie.
-
Niestabilny system emerytalny nakazuje myśleć o potomstwie jako zabezpieczeniu ekonomicznym na starość – ten skandaliczny z punktu widzenia osobistego rozwoju pomysł znajduje zresztą odzwierciedlenie w przepisach polskiego Kodeksu rodzinnego. Skoro jednak zgodziliśmy się, by tak wyglądała nasza rzeczywistość społeczna, pozbawienie kogoś możliwości posiadania dzieci łączy się z pogorszeniem jego szans na bezpieczeństwo ekonomiczne w przyszłości.
Agata Czarnacka, 2010



Komentarze
Pokaż komentarze (5)