Jedną z głównych przyczyn braku mojej wiary w kolejny wyborczy sukces PiS jest świadomość różnic pomiędzy stanem struktur tej partii obecnie, a w 2005 roku. Otóż okres posiadania władzy był dla pisowskiego „terenu” katastrofą. Poprzednią kampanię przeprowadzono dzięki pracy tysięcy autentycznie zaangażowanych ludzi. A teraz ich po prostu nie będzie.
W 2005 roku zwolennicy upadłej właśnie „rewolucji moralnej” sami do nas przychodzili i oferowali pomoc. Każdy kandydat do parlamentu miał własną ekipę kilkunastu wolontariuszy, którzy oddawali swój czas nie chcąc nic w zamian. Wszyscy chcieli służyć idei sformułowanej przez braci Kaczyńskich.
Teraz po tego typu sympatykach nie będzie śladu. Z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze – nikt już nie będzie pomagał PiS dla samej idei. Po drugie – w propozycje ewentualnych profitów mało kto uwierzy. Prawo i Sprawiedliwość nie zrobiło nic, by odwdzięczyć się tym tysiącom ochotników za ich pracę. Nie chodzi nawet o korzyści materialne, lecz o zwykłe zaspokojenie potrzeby uznania. Wybrani w 2005 roku parlamentarzyści szybko uznali swoje wywyższenie za rzecz całkowicie naturalną i im należną. Niemal nie zniżali się do kontaktów z ludem.
Lud tymczasem obserwował co jego wybrańcy wyprawiali w Sejmie. Pisząc „lud” mam też na myśli szeregowych członków PiS, którzy zostali pozostawieni praktycznie sami sobie. Przez kolejne miesiące musieli łykać kolejne gorzkie pigułki i legitymizować działania liderów swoją obecnością na partyjnych spotkaniach. Nic więc dziwnego, że przez ostatnie dwa lata liczba aktywnych członków dramatycznie spadła. Młodzieżówka praktycznie przestała istnieć. Dziwne to zjawisko jak na partię rządzącą, prawda?
Strukturom PiS nie pomaga też to, iż powszechnym zjawiskiem jest pojawianie się ludzi z nikąd, którym partia np. oddaje wysokie miejsca na listach wyborczych (jak było ostatnio w wyborach samorządowych), lub mianuje na stanowiska w administracji. Członkowie PiS muszą wtedy myśleć: „to my tyle pracujemy, żeby korzystali na tym obcy?”.
Oczywiście celem takiej taktyki liderów partii jest pozyskiwanie kolejnych środowisk. Najwyraźniej jednak nie zauważyli, jak bardzo demoralizuje to ich własne struktury. Na skutek rozmów z licznymi działaczami PiS odkryłem, że oni naprawdę są przekonani, iż ludzie będą pracować dla partii całkiem za darmo, bo „przecież chcą zmian w kraju”.
Proszę nie zrozumieć mnie źle, nie nawołuję teraz do nepotyzmu i korupcji. Po prostu wiem, iż naukowo udowodniono co przyciąga ludzi do działania w partii. Są to: wiara w idee, potrzeba uznania, chęć uzyskania korzyści materialnych. Tymczasem PiS nie zaspokaja w tej chwili żadnej z tych potrzeb.
Na swoim blogu Piotr Tadeusz Waszkiewicz pisze o swej irytacji koniecznością przygotowań do następnych wyborów. Jednak jako członek UPR nadal ma on wiarę w idee głoszone przez jego partię. Dlatego, chociaż zrezygnowany, znów poświęci on czas i energię podczas kampanii. Znów stanie się trybikiem w wyborczej machinie. Prawo i Sprawiedliwość będzie miało wielki problem ze znalezieniem takich ludzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (46)