128 obserwujących
3859 notek
1762k odsłony
749 odsłon

Historia wraca farsą czyli jak rozbiory uzasadniano prześladowaniem mniejszości…

rys. M. Andrzejewski
rys. M. Andrzejewski
Wykop Skomentuj13

Zdaje się, że po koalicyjnych burzach wychodzi słońce jedności. Emocje opadają. Czyżby? Jestem w polityce ogólnopolskiej od bez mała lat trzydziestu i wiem, że często to, co jest odbierane jako emocjonalne wystąpienie, jest spektaklem starannie wyreżyserowanym. Po co? Żeby na przykład zwiększyć presję, wywrzeć nacisk, stworzyć atmosferę, w której oponenci – albo koalicjanci! – będą musieli grać według naszej partytury, z naszych nut i naszą śpiewkę. To skądinąd duża umiejętność w polityce. Mam wrażenie, że i teraz tak było. Bo polityka to trochę teatr, choć na pewno nie tylko teatr i nie głównie teatr. Dlatego zresztą Ronald Reagan odnosił w niej takie sukcesy. W amerykańskiej, bardzo już telewizyjnej polityce końca lat 1970. i dekady lat 1980. aktor był, jak znalazł. Reagan –40.prezydent w dziejach USA, zresztą nie był typem pracusia, który przychodził do Białego Domu o świcie, a wychodził nocą. Przeciwnie. Był tyle, ile uważał, że musi, po czym znikał. Wiedział, że – skądinąd niestety – nie zawsze czas pracy w tej robocie przekłada się na wynik.

Czy to przypadek, że główne role w polskiej polityce ostatnich ponad trzech dekad, odegrali również aktorzy, co prawda małoletni, bohaterzy kultowego filmu „O dwóch takich, co ukradli księżyc” czyli Lech i Jarosław Kaczyński. Film był na podstawie powieści Kornela Makuszyńskiego (pod tym samym tytułem), autora „Koziołka Matołka”, „Bezgrzesznych lat”, „Awantury o Basię” – książek, które wciąż zachwycają, ale o ich autorze komunistyczna cenzura zabraniała pisać, że był człowiekiem o wyraźnie prawicowych poglądach.

Piszę te słowa oczywiście w Brukseli i oczywiście znowu tu pada. Według prognoz meteo padać ma z krótkimi przerwami do wiosny przyszłego roku. Nie dziwmy się, że coraz więcej starszych Belgów wieje gdzie pieprz rośnie, a mówiąc ściślej wyjeżdżają do swoich dzieci od dawna osiadłych w USA czy Kanadzie. Ci starsi już poddani Jej Królewskiej Mości Filipa I Koburga nie powiedzą ze względu na „polityczną poprawność”, że pryskają, bo zwłaszcza w dużych miastach ich zderzenie kulturowo-cywilizacyjne z muzułmańską młodzieżą rodzi pewne ryzyko nie tylko w sferze psychicznej, ale też fizycznej. W Brukseli wśród noworodków najbardziej popularne imiona, to Muhamad czy Fatima. Cóż, to sprawa Belgów. Ja do nich nic nie mam. Niech żyją, jak chcą, ba, moja matka chrzestna byłą frankofońską Belgijką, która od urodzenia do śmierci mieszkała w Gembloux. Jednak byłoby miło, gdyby Belgowie wraz z innymi nacjami postkolonialnymi nie mówili nam, Polakom, jaką z kolei my mamy prowadzić politykę migracyjną. Niech każdy naród robi to, co zapragnie – wtedy będzie lepiej niż jest teraz. Bo teraz tzw. Bruksela czyli tak naprawdę największe państwa UE chcą decydować za innych, co inni mają robić.

Wykładnia „solidarności europejskiej” A.D.2020 wygląda tak: jest ona niezbędna, gdy chodzi o dzielenie się imigrantami z Azji i Afryki, a lepiej o niej nie mówić, gdy chodzi o Gazociąg Północny...

Napisałem, że w Brukseli pada. Owszem, pada też dalej mnóstwo bałamutnych argumentów, jak to w Polsce jest źle z praworządnością i jak to prześladowane są mniejszości. Tym razem seksualne, ale jako historyk pamiętam, że uzasadnieniem dla rozbiorów Polski w końcu XVIII wieku były zarzuty Rosji i Prus (sic!), że Rzeczpospolita prześladuje mniejszości wyznaniowe…

Historia powraca farsą.

*felieton ukazał się w tygodniku „Gazeta Polska” (30.09.2020)


Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka