128 obserwujących
3947 notek
1789k odsłon
126 odsłon

Kraj Kwitnącej Wiśni w anegdocie

Wykop Skomentuj3

Odkąd Lech Wałęsa rzucił hasło uczynienia z Polski drugiej Japonii, zainteresowanie w naszym narodzie Krajem Kwitnącej Wiśni znacząco wzrosło. Jednak autor tego hasła, pełniąc funkcję głowy państwa, w zasadzie nic nie zrobił, aby na polski grunt przenieść z Japonii rzeczy godne naśladowania.

Bardzo wiele japońskich anegdot związanych jest z religią zen. Ta postawa swoistego życiowego stoicyzmu kształtowała i kształtuje Japończyków, choć ich anegdoty wydają się czasem nieco surrealistyczne.

Rozlana herbata i śmierć filiżanki 

Choćby ta o mistrzu zen Nan-in, który kiedyś zaprosił do swojego domu pewnego profesora chcącego zgłębić buddyzm. Nan-in przygotował herbatę, po czym zaczął ją wlewać do filiżanki gościa. Napełniwszy ją, lał ją dalej. Herbata rozlewała się po całym stole, aż profesor nie wytrzymał: „Wylało się! Więcej się tutaj nie zmieści”. Na co usłyszał: „Jesteś jak ta filiżanka, pełen opinii i domysłów. Jak mam ci pokazać zen, jeśli najpierw nie opróżnisz filiżanki”.

Nie wiem, czy japoński, ale na pewno polski spryt pokazał Ikkyu. Gdy był uczniem, jego nauczyciel miał cenną filiżankę. Niestety, Ikkyu ją potłukł, a gdy usłyszał, że nauczyciel nadchodzi, zgarnął skorupki za siebie i zanim nauczyciel je zauważył, zapytał: „Dlaczego ludzie muszą umrzeć?”. Profesor objaśnił mu to: „To naturalne. Wszystko musi umrzeć i ma ograniczony czas istnienia”. Na takie dictum uczeń pokazał skorupki i powiedział: „Mistrzu, nadszedł czas śmierci twojej filiżanki”. 

W pewnej miejscowości żył mistrz Hakuin, który cieszył się dobrą sławą i wiódł cnotliwe życie. Jego najbliższymi sąsiadami byli właściciele sklepu spożywczego, którzy mieszkali z piękną córką. Niespodziewanie zaszła ona w ciążę. Dziewczyna nie chciała zdradzić, kto jest ojcem dziecka, ale przyparta do muru w końcu uległa i ujawniła, że to świątobliwy Hakuin. Oburzeni rodzice poszli do mistrza, opowiedzieli mu tę historię, a ten odrzekł tylko: „Naprawdę?”. 

Po narodzeniu dziecka zaniesiono je domniemanemu ojcu, przyjął je, zaopiekował się nim – ale stał się obiektem plotek i stracił reputację. Po roku dziewczyna nie wytrzymała i przyznała, że tak naprawdę ojcem dziecka jest młodzieniec z pobliskiego targu rybnego. Jej skruszeni rodzice udali się do Hakuina prosić o przebaczenie i odebrać dziecko. Mistrz nie sprzeciwił się temu, a oddając dziecko, zapytał jedynie: „Naprawdę?”. 

Przypadki mistrza Tanzana 

Na przełomie XIX i XX w. w Tokio wykładało dwóch profesorów o całkowicie odmiennych charakterach. Pierwszy, Unsho, nauczyciel z Shingon, był rygorystycznym buddystą. Nie pił alkoholu ani nie jadł po 11 rano. Drugi, profesor filozofii na Uniwersytecie Cesarskim, o nazwisku Tanzan, buddyjskie nakazy miał w nosie: pił, co chciał, jadł, kiedy chciał, jak zechciał, to spał w dzień. Pewnego razu Unsho odwiedził Tanzana i zobaczył, jak ten pije wino. Raczący się trunkiem był w dobrym humorze i przywitał się życzliwie: „Witaj, bracie, nie napiłbyś się?”. Gość odrzekł z wyższością: „Nigdy nie piję!”. Gospodarz pokiwał tylko głową: „Ten, kto nie pije, nawet nie jest człowiekiem”. Unsho rozgniewał się: „Czy odmawiasz mi człowieczeństwa tylko dlatego, że nie jestem niewolnikiem odurzających płynów? Zatem jeśli nie jestem człowiekiem, to kim?”. Usłyszał na to: „Buddą”.

Tenże mistrz Tanzan z innym nauczycielem o imieniu Ekido podróżował w ulewnym deszczu. Nagle spotkali piękną dziewczynę w kimonie. Nie była ona w stanie przejść przez podtopione skrzyżowanie. Tanzan zaproponował, że jej pomoże – wziął ją na ręce i przeniósł przez błoto. Ekido milczał z potępieniem do czasu, gdy wieczorem dotarli do buddyjskiej świątyni, i wtedy skrytykował towarzysza podróży: „My, mnisi, nie powinniśmy się zbliżać do kobiet. Szczególnie młodych i ślicznych. To niebezpieczne. Dlaczego to zrobiłeś?”. Na co Tanzan: „Ja zostawiłem dziewczynę na skrzyżowaniu. Czy ty dalej ją niesiesz?”. 

Motywacja i lekcja pokory 

O mistrzu Hakuinie już wspomniałem. Jego uczniem był niejaki Suiwo, który też został nauczycielem, a latem zamieniał się w, powiedzmy, pustelnika. Odwiedził go kiedyś uczeń. Suiwo wyznaczył mu zadanie – próbę: „Usłysz odgłos jednej dłoni”.

Uczeń próbował przez trzy lata, ale nie usłyszał. Poddał się i przyszedł oznajmić, że wraca do domu. Mistrz kazał mu poczekać jeszcze tydzień i medytować. Po tygodniu powtórzyło się to samo. Suiwo poradził mu odczekać kolejny tydzień. Zrozpaczony uczeń dopraszał się zwolnienia, dostał jeszcze jeden termin – pięciodniowy – znów bez efektów. Wtedy Suiwo powiedział tak: „Medytuj jeszcze przez trzy dni, a jeśli się nie uda osiągnąć oświecenia, to lepiej się zabij”. Uczeń doznał oświecenia już na następnego dnia... 

Jeszcze jedna japońska anegdota będąca lekcją skromności dla polityków i urzędników. Pewnego dnia gubernator Kioto przyszedł do buddyjskiej świątyni w swoim mieście. Najwyższy urzędnik tej prowincji poprosił o spotkanie z przełożonym mnichów, przekazując wizytówkę z napisem „Kitagaki, gubernator Kioto”. 

Mnich, widząc ją, stwierdził: „Nie chcę mieć do czynienia z takim człowiekiem. Powiedz mu, żeby się stąd zabierał”. Gubernator, usłyszawszy to, pokiwał głową z pokorą i powiedział: „To moja wina”, następnie skreślił na wizytówce słowa „gubernator Kioto” i zwrócił się ponownie do mnicha: „Zaanonsuj mnie mistrzowi Keichu jeszcze raz”. Gdy buddyjski mistrz zobaczył skreślone słowa, bez funkcji na wizytówce, wykrzyknął: „Och, czy to ty, Kitagaki? Z tym człowiekiem chcę się zobaczyć”. 

Gdy słyszymy anegdoty brytyjskie, francuskie, amerykańskie, także rosyjskie i niemieckie, to są one dla nas chyba bardziej zrozumiałe i bardziej nas śmieszą niż te japońskie. Ale te rodem z Azji warto znać, bo wiele mówią one o narodzie i kraju, w którym są opowiadane. 

A Polska… Chyba nie zostanie jednak drugą Japonią...

*tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie" (19.11.2020)

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura