129 obserwujących
3992 notki
1805k odsłon
  54   0

Wygrać z zarazą, wygrać na Igrzyskach ...

No, to bum! Mamy – już od paru dni – narodowa kwarantannę. Jak nie kijem go, to pałką. Wygraliśmy z pierwsza falą zarazy, radziliśmy sobie z drugą, choć tu straty były, także w świecie sportu, znacznie większe niż wiosną czy latem. A teraz nadchodzi fala trzecia i zaczyna się profilaktyczny „lock-down”, który ma spowodować, że trzecia fala nas nie zakryje i nie pogrzebie, tylko może jedynie nadwątli nasz mur („mur” – to przecież siatkarskie określenie, bo o dobrym blokowaniu mówimy, że jakaś drużyna „muruje”). Trzecia fala zaczęła się w Azji, do Polski ma przyjść na przełomie stycznia i lutego. Co prawda ja do tych symulacji podchodzę z dużym dystansem, bo nieraz się one podczas pandemii nie sprawdziły. Nie mam o to do nikogo pretensji, bo przecież można jakoś tam przewidywać pogodę czy wyniki meczów w siatkówkę czy piłkę nożna, bo to są żywioły w miarę znane i w jakiejś tam mierze przewidywalne. COVID-19 to żywioł nieznany, tajemniczy, bardzo groźny. Trudno więc zmierzyć i oszacować dokładnie, kiedy uderzy i z jaką siłą. Prędzej można znaleźć sposób, żeby nie tyle się przed nim uchronić, co zminimalizować straty z nim związane.

Główny Inspektor Sanitarny, człowiek pracujący z niebywałym oddaniem na froncie walki z zarazą, który nawet spał w pracy, żeby nie tracić czasu na odległy dojazd, powiedział mi – to a propos sondaży- że w połowie października atak COVID-u opadnie. Stało się dokładnie odwrotnie. Nie mam pretensji, bo żaden mądry na świecie się nie znalazł, który by przewidział w miarę dokładnie kolejne pandemiczne fale. Wiosną nam mówiono, że druga fala będzie zimą. Tymczasem zaczęła się tak naprawdę na przełomie lata i jesieni. Polscy analitycy przewidywali wszystko naprawdę perfekcyjnie – aż do czerwca. Wtedy nie przewidziano ofensywy COVID-19 na Górnym Śląsku, rozprzestrzeniania się jej u górników, itd. Potem to już była jazda bez trzymanki, gdy chodzi o przewidywania.

Czemu w felietonie sportowym tyle miejsca poświęcam zarazie? Głupie pytanie. To oczywiste, że pandemia w sposób decydujący ma wpływ na świat sportu. Dotychczas tylko trzykrotnie odwoływano igrzyska olimpijskie, i to zawsze z powodu wojny – I wojny światowej -zwanej ówcześnie „Wielka” (planowane na 1916) i II wojny (planowane na 1940 i 1944). IO odbywały się w okrojonej formie, kiedy Zachód bojkotował te w Moskwie w 1980, a Wschód, poza Rumunią i Jugosławią, te w Los Angeles w 1984. Ale nigdy z żadnego powodu, pod żadnym pretekstem ich nie przekładano. A teraz właśnie COVID-19 nam to załatwił.

Poproszony przez naszą Polską Ligę Siatkarską(PLS) byłem w ostatnim czasie przed Bożym Narodzeniem na „gorącej linii” z resortem zdrowia i resortem sportu. Chodziło o to, aby sport zawodowy nie został objęty restrykcjami. Udało się. Udało się także to, że drużyny ligowe będą mogły korzystać z hoteli, podobnie jak ekipy telewizyjne, które przecież nie tylko siatkówkę – PlusLigę i Tauron Ligę – transmitują.

Tutaj presja była (jest) potrzebna, bo w zapowiedziach o „narodowej kwarantannie” na konferencji prasowej rządu nie było o tym mowy- i o ile wiem w pierwotnym projekcie też tego nie przewidywano. Na szczęście udało się wytłumaczyć sensowność tego zapisu – i jest.

Przy okazji informacja dla trenerów, działaczy klubów młodzieżowych, a także rodziców nastolatków, którzy uczestniczą w rozgrywkach czy obozach na poziomie młodzików czy kadetów – jeżeli takie rozgrywki (obozy) są organizowane pod auspicjami polskich związków sportowych, również i one mogą się odbywać. Taka jest interpretacja tego porozumienia dokonana w Ministerstwie Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, na szczeblu ministra.

Jak widać zaraza atakuje, ale my, świat sportu – kontratakujemy.

Z kronikarskiego obowiązku odnotuje moją obecność jaki wiceprezesa PZPS w ostatnim czasie na meczach, na które trzeba było przejechać Polskę wzdłuż i wszerz. Spod granicy Rzeczypospolitej z Litwą (kiedyś byliśmy w jednym państwie – I Rzeczypospolitej - i komu to szkodziło?) po meczu Ślepska Malow Suwałki z Aluronem Vartą Zawiercie (goście bezapelacyjnie wygrali 3-0) poprułem pod granicę Polski z Czechami czyli do Kędzierzyna-Koźla na spotkanie „na szczycie” PlusLigi czyli lidera Azoty Zaksy Kędzierzyn z wiceliderem Treflem Gdańsk (tu z kolei bezapelacyjnie wygrali gospodarze 3-0), aby potem przeskoczyć do nieodległego Wrocławia, gdzie w meczu bez kamer telewizyjnych (czyli „nietelewizyjnym”), choć ciekawym, miejscowa E-Winner Gwardia Wrocław ograła debiutanta Olimpię Sulęcin (3-0), aby jeszcze tego samego dnia obejrzeć trzeci mecz, tym razem w pobliskim Lubinie, gdzie Cuprum po ciężkim boju i tie-breacku przegrał z GKS Katowice, w którym brylował Kuba Jarosz, syn Maćka.

A na weekendowy deser przyjrzałem się kolejnemu meczowi z tie-breackiem: w Warszawie na Arenie Ursynów Verva Warszawa Orlen Paliwa przegrywała 0-2, wyrównała na 2-2 ,aby w końcu przegrać z wyjątkowo mocnym w tym roku, choć osłabionym przez COVID Jastrzębskim Węglem.

I wreszcie „rzut beretem” (ha, ha) do Rzeszowa, gdzie Assceo Resovia, która mocno zbroi się na sezon 2021/22 wygrała pozornie gładko z Cerradem Czarnymi Radom 3-0. Pozornie gładko, bo pierwszy set był jednym z najdłuższych w tym roku w Plus Lidze i zakończył się wynikiem 32-30....

Na Nowy Rok 2021 składam wszystkim Moim czytelnikom życzenia, aby te kolejne 12 miesięcy spędzić w zdrowiu – to jest najważniejsze! – ciesząc się miłością najbliższych oraz z nadzieja, że za rok święta Bożego Narodzenia będą już bez pandemii… I wielu medali,

w tym złotych, na Igrzyskach Olimpijskich tez gorąco Państwu – i sobie! – życzę. Szczególnie w sportach zespołowych!!!

*tekst ukazał się w tygodniku „Słowo Sportowe” (04.01.2021)


Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport