137 obserwujących
4392 notki
1889k odsłon
  79   0

Wybory a polityka migracyjna

To, co dzieje się na granicy Polski i Białorusi, każe nam po raz kolejny zastanowić się nad bezdrożami polityki imigracyjnej UE i tych państw członkowskich, które kiedyś tworzyły EWG, a więc dawną „Piętnastkę”, czyli po prostu „starą Unię”.

Polityki imigracyjnej Unia formalnie nie posiada, bo migracja należy, według Traktatu Lizbońskiego, do kompetencji krajów członkowskich – ale w praktyce owa polityka (i) migracyjna funkcjonuje. A w zasadzie – nie funkcjonuje, bo jest przykładem kompletnej bezmyślności, głupoty, krótkowzroczności i ulegania różnym proimigracyjnym „lobbies”.

Jak UE z Turcją paktowała

Na szczeblu unijnym polityka imigracyjna jest zakładnikiem wyborów albo sondaży. Tak było, gdy UE podpisała w 2017 roku porozumienie z Turcją, która za cenę 6 miliardów euro (sic!) w dwóch ratach miała nie przepuszczać przez swoje terytorium imigrantów z Iraku i Syrii. Turcja słowa dotrzymała – ma u siebie w tej chwili dosłownie miliony imigrantów, skądinąd ludzi tej samej wiary i zbliżonej kultury. Unia też wywiązała się z umowy, choć z oporami i odwlekając przekazanie drugiej raty (3 miliardy euro) pod pretekstem nieprzestrzegana przez Ankarę praw człowieka oraz… „upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości”(!). Szereg obserwatorów podkreślało, że chodziło tu Unii nie tyle o prawa człowieka, tylko o odciągnięcie wypłaty pieniędzy.

Warto jednak przypomnieć czas, w którym doszło do porozumienia między Ankarą a Brukselą. Unia mogła dłużej negocjować i zapewne zapłacić mniejsze lub znacznie mniejsze pieniądze Turcji. Jednak zbliżały się wybory w trzech niemieckich landach i kanclerz Merkel z rządzącą CDU potrzebowała wysłać sygnał do wyborców, że „leci z nami pilot” i że nie będzie już potopu imigrantów zalewających terytorium nad Renem i Sprewą. Stąd też negocjowano na łapu-capu, a Turcy poczuli krew i wyśrubowali cenę. Niewiele to dało CDU, która ostatecznie z tych trzech landów wygrała tylko w jednym.

Szczerość greckiego komisarza

Czemu o tym teraz piszę? Ponieważ dziś z tych samych powodów – wybory! – odkłada się tym razem (a nie przyspiesza, jak wówczas) sprawę podpisania unijnego Paktu Migracyjnego. Właśnie jeden z siedmiu wiceszefów Komisji Europejskiej (na marginesie: KE to chyba jedyna struktura na świecie, w której blisko 1/3 członków: przewodnicząca i siedmiu wiceprzewodniczących, a więc 8 na 27 osób, zasiada w prezydium).

Margaritis Schinas, ów grecki wiceszef Komisji Europejskiej, stwierdził, że teraz nie można owego ponoć przełomowego porozumienia nt. migracji podpisać, bo są wybory w Niemczech, a po wyborach też nie będzie można go podpisać, bo będzie proces tworzenia rządu w Berlinie. Z kolei potem, gdy się go już w końcu utworzy, dalej nie będzie można podpisać Paktu, ponieważ… będą wybory w we Francji. Komisarz z Grecji mówi o tym otwartym tekstem. Należy podziękować mu za szczerość. Wybory nad Sekwaną odbędą się wiosną przyszłego roku i można mniej więcej oszacować, ile dziesiątków tysięcy imigrantów do tego czasu zamelduje się w Europie.

*tekst ukazał się na portalu dorzeczy.pl (21.09.2021)


Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka