137 obserwujących
4379 notek
1888k odsłon
  24   0

Sztafeta pokoleń, a piłkarze witają się z barażami ...

Ponad miesiąc temu w niezauważony raczej przez dużą część mediów i środowiska sportowego sposób minęła pierwsza rocznica śmierci naszego pierwszego indywidualnego mistrza świata na żużlu Jurka Szczakiela. Z kolei za miesiąc minie pierwsza rocznica śmierci Zenona Plecha, 11-krotnego medalisty żużlowych MŚ, zarówno indywidualnych, drużynowych, jak i w parach. Wspominam ich nie tylko dlatego, że miałem zaszczyt ich znać i być z nimi po imieniu, ale też na różny sposób honorować i przypominać ich rolę dla polskiego żużla. Zresztą w ostatnich paru latach odeszło kilku innych czempionów „czarnego sportu” – choćby Paweł Waloszek i Joachim Maj. Wspominając czasy Tomka Golloba i oklaskując Bartka Zmarzlika oraz Maćka Janowskiego, pamiętajmy o dawnych herosach polskiego żużla z czasów biało-czarnej telewizji oraz braku Internetu i mediów społecznościowych. Wtedy trudniej było zostać gwiazdą. Dziś łatwiej – tyle że niektóre ze współczesnych gwiazdeczek szybko okazują się meteorami, które spadają z większym bądź mniejszym hukiem. Tym większy szacun i wdzięczność dla ś. p. Jerzego Szczakiela i ś. p. Zenona Plecha, którzy razem w plastronach z białym orłem stali na podium IMŚ na Stadionie Śląskim 48 lat temu.

Zacząłem od wspomnień – pewnie dlatego, że jestem coraz starszy i coraz częściej zbiera mi się na wspominki, ale pewnie dlatego też, że będąc z wykształcenia historykiem jestem fanem historii sportu. Sport to sztafeta pokoleń, pamiętajmy więc o tych, którzy biegli przed nami…

Skoro już przy żużlu jesteśmy, to wyrażam pełną solidarność z Krzysztofem Cegielskim, naszym niegdyś świetnym żużlowcem, a teraz równie dobrym komentatorem, który oburzył się na zasady rozgrywania Speedway of Nations i zażądał interwencji PZMOT w Federacji Światowej czyli FIM. Krzysztofie kochany! Rzecz w tym, że to wariactwo nie ogranicza się do SoN! W oparciu o identyczne, kulawe i tak niesprawiedliwe zasady rozgrywane są też żużlowe drużynowe mistrzostwa świata juniorów. Chodzi o to, że wysiłek zawodników (drużyn) i ich zdobycz punktowa jest w praktyce zerowana przed finałem. Dodatkowo przyjęte zasady punktowania (za pierwsze miejsce – 4 punkty, za drugie – 3 , za trzecie – 2 punkty, za czwarte – zero) de facto premiują tych, którzy dojadą do mety na miejscu drugim i trzecim, bo to oni uzbierają więcej punktów niż zwycięzca. Wystarczy defekt albo upadek jednego z zawodników, aby przekreślić nawet największą liczbę punktów zdobytą we wcześniejszych fazach turnieju mistrzowskiego. Dzieje się to z krzywdą dla jeźdźców, bo przekreśla wszelkie ich wcześniejsze przewagi i zdobycze punktowe, pozostawiając tak naprawdę zwycięstwo w rękach przypadku, ślepego losu.

W tym roku kończy się wieloletni kontrakt FIM z angielskim promotorem żużla – BSI. Za rok zaczyna się formalnie też wieloletnia współpraca FIM z Discovery. Mam nadzieję, że Amerykanie nie zgodzą się na takie reguły gry narzucane przez FIM. To nie jest jednak jedyny problem, bo dziwactwa połączone z niesprawiedliwością występują również w IMŚJ. Tam z kolei skopiowano zasady, które są w Grand Prix. Tyle że zerowanie punktów przed biegiem finałowym jest jeszcze jako tako do obrony, gdy turniejów jest ponad dziesięć, jak w przypadku GP, ale zupełnie nie da się tego wytłumaczyć, gdy jest tylko raptem trzy – a to jest casus IMŚJ. To też jest chore. I to też warto zmienić drodzy Państwo z FIM, PZMOT i Discovery. Niech wygrywają najlepsi w całym turnieju – generalnie rzecz biorąc.

Przechodząc z żużla do futbolu. Nasi piłkarze walczący o wiosenne baraże do Mundialu powinni wygrać łatwo z Andorą i poczekać na wieści z Wembley. Jeśli Anglicy rozeźleni utratą punktów u siebie z Madziarami spuszczą manto Albanii, to potem wystarczy tylko nie przegrać z Węgrami na Narodowym. A najlepiej wygrać…

Nikt nie zauważył, a warto było, że w Turcji odbyły się ME w siatkówce „sprawnych inaczej”, z udziałem zawodników jeżdżących na wózkach. Odnotowuję ten fakt, bo startowała tam reprezentacja Polski współprzygotowana przez Adama Malika. O tych dzielnych ludziach też warto pamiętać.

Pasjonująco w tym roku wyglądają rozgrywki siatkarskie: i w męskiej Plus Lidze i żeńskiej Tauron Lidze. Mecze są zacięte, mistrzom Polski zdarza się przegrywać, sporo jest tie-breaków, a beniaminkowie nie chcą być łatwo pożarci przez medalowych rutyniarzy. Cóż, najwyższa klasa rozgrywkowa mężczyzn pracuje, aby utrzymać pozycję jednych z dwóch najsilniejszych lig świata obok włoskiej. Jeszcze przed sezonem 2020/21 byliśmy uważani za jedną z trzech najlepszych lig na globie, ale po zwycięstwie Zakładów Azotowych ZAKSA Kędzierzyn Koźle w Lidze Mistrzów i po tym ,jak mistrz Europy ZAKSA nawet nie zdołał zdobyć mistrzostwa w Polsce (sic!) uznano, że gdy chodzi o jakość wyprzedziliśmy ligę rosyjską. Niestety, jeszcze nie w wymiarze finansowym. Bo tutaj wciąż Rosjanie mają budżety – mówię o średniej – większe niż polskie kluby. Stąd wicemistrz Europy, Słoweniec Timo Urnaut choć podpisał kontrakt z Jastrzębskim Węglem ostatecznie znalazł się w Petersburgu. Skądinąd rozmawiałem z ekspertami, którzy twierdzą, że porównując ligę polską i włoską to może i więcej drużyn z Italii bić się o złoto LM, ale gdy chodzi o poziom siatkarski, to średnia ligi polskiej jest wyższa!

*tekst ukazał się w tygodniku „Słowo Sportowe” (25.10.2021)


Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport