Blog
Silna Polska w Europie Narodów
Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki Eurodeputowany. Polityk PiS.
109 obserwujących 3106 notek 1496882 odsłony
Ryszard Czarnecki, 8 lutego 2018 r.

Parlament Europejski: „sprawa Czarneckiego”, unia bankowa i ekologia

549 15 0 A A A
arch. własne
arch. własne

Poniżej publikuję, kończąc kilkutygodniową debatę na ten temat mój artykuł, który ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie”, m.in. na temat „Czarneckigate” - choć także o bieżącej agendzie PE.





Parlament Europejski zagłosuje w tym tygodniu, prawdopodobnie w środę w sprawie „Czarneckigate” czyli impeachmentu polskiego wiceprzewodniczącego PE. W ten sposób, wbrew literze i ducha wciąż obowiązującego Traktatu Lizbońskiego, niejako mimochodem, ale bezprecedensowo poszerza swoje kompetencje. Od pojutrza będzie sędzią (prokuratorem zresztą też) w sporach politycznych toczonych w poszczególnych krajach członkowskich Unii Europejskiej. To szczególnie niebezpieczny, choć kolejny krok w kierunku poszerzenia kompetencji - od państw członkowskich do instytucji unijnych- (w tym wypadku PE).


Antypolskie puzzle


Skądinąd fascynująca jest historia kłamstwa, plotki i ordynarnej dezinformacji , która tworzona jest tu, w europarlamencie, w tzw. „sprawie Czarneckiego”. Jeden z deputowanych z Chorwacji, trochę się krygując i przepraszając, że o tym w ogóle mówi, zadał mi pytanie „ czy to prawda, że nazwałeś swoją oponentkę ... Hitlerem”? Gdybym nie był długo w polityce, to pewnie bym osłupiał. Mechanizm był prosty: europosłowie z innych krajów przyjmowali za dobrą monetę, to co usłyszeli od... posłów do PE z Polski. Oczywiście, nie tych z Prawa i Sprawiedliwości. Takie „spinowanie” obcym narracji, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością nie jest oczywiście wynikiem niewiedzy, nieświadomości czy nawet chwilowych emocji, lecz elementem pewnego planu politycznego. Jego celem jest dezawuowanie władz Rzeczypospolitej poza granicami kraju. W praktyce, obojętnie od intencji części tych osób - choć dla większości nie stanowi to problemu - sprowadza się to do malowania w jak najczarniejszych barwach obrazu Polski, przedstawianie rzekomego polskiego nacjonalizmu czy faszyzmu (sic!), obrazu dyktatury itd. Przypomina mi to , prawdę mówiąc, karykaturę Andrzeja Mleczko z 1998 roku, gdy na rysunku jeden pan mówi do drugiego: „Czarnecko to widzę”. Oczywistym celem tych działań jest takie rozbujanie polskiej łódki, aby z niego wypadł rząd RP - bez względu na skutki społeczne. Oficjalnymi symbolami Unii Europejskiej jest „Oda do radości” i niebieska flaga ze złocistymi gwiazdkami. Problem w tym, że coraz częściej symbolem UE są podwójne standardy i hipokryzja. Pytanie retoryczne: na jaką karę zasługuje były premier Królestwa Belgii i od dziewięciu lat szef frakcji liberałów (ALDE) Guy Verhofstadt za jego słowa o Orbanie, który miał palić książki niczym w III Rzeszy Niemieckiej (kwiecień 2017) czy tysiącach polskich faszystów maszerujących 300 kilometrów od Auschwitz (listopad 2017)?


Jakże znamienne, że w tym samym dniu w Parlamencie Europejskim podjęto dwie decyzje dotyczące Polski. Pierwsza z nich dotyczyła przeprowadzenia pod koniec lutego kolejnej już dziewiątej (sic!) debaty o naszym kraju. Druga dotyczyła osoby polskiego wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego i jego odwołania. Jak widać europejskie puzzle składają się w jedną, logiczną, antypolską całość.


Mecz EBC- Berlin


My, Polacy patrzymy na funkcjonowanie parlamentu w Brukseli i Strasburgu przez dość oczywisty pryzmat tego, co czyni on w kontekście naszej ojczyzny. To nasze święte prawo. Jednak poza obsesjami PE w kontekście Rzeczypospolitej warto zwrócić uwagę na agendę bardziej merytoryczną. Na rozpoczynającej się właśnie dziś, w poniedziałek, drugiej w tym roku, sesji europarlamentu w Strasburgu stanie sprawa dorocznego raportu Europejskiego Banku Centralnego (tym razem za rok 2016). Głos zabierze Mario Draghi, prezes EBC z siedzibą we Frankfurcie nad Menem były szef Banku Centralnego Włoch. Polska jest oczywiście przeciwna „unii bankowej” jako dalszemu elementowi federalizacji Europy. Jednak nasz uzasadniony sceptycyzm nie może czynić nas obojętnymi na subtelne rozgrywki między prezesem Draghi a rządem Angeli Merkel. Linią podziałów obu stron nie jest bynajmniej większy lub mniejszy euroentuzjazm, bo ten towarzyszy i przybyszowi z Rzymu i gospodarzom kraju w którym znajduje się siedziba EBC. Jednak o ile włoski szef Eurobanku chce, aby jego instytucja była instrumentem w większym stopniu wspierającym kraje Europy Południowej, zabezpieczając je w sytuacjach kryzysów finansowych, to minister finansów RFN Wolfgang Schaeuble woli, aby EBC był przede wszystkim strażnikiem dyscypliny budżetowej. To sprzeczność sama w sobie, ale w tej cichej rywalizacji między bogatą Europą Północną a mniej zamożną Europą Południową górą są ci drudzy. Co zresztą obala tezę o wszechmocy Niemiec w UE. Tezę skądinąd nie sprzeczną ze stwierdzeniem faktu, iż największy płatnik Unii - Berlin może bardzo dużo. Ale nie wszystko.

Opublikowano: 08.02.2018 08:10. Ostatnia aktualizacja: 08.02.2018 08:44.
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @OBSERWATOR24 Dziękuję, niedługo wydam książkę z takimi właśnie reportażami.
  • @TEODOR49 Dziękuję za dobre słowa.
  • @MAREK.W Dziękuję za miłe słowa. Co do Rosji: niestety, znacznie dłużej niż rok...

Tematy w dziale Polityka