117 obserwujących
3257 notek
1562k odsłony
402 odsłony

Italia plecami do Brukseli

Wykop Skomentuj

Wybory w trzecim co do wielkości kraju Unii Europejskiej potwierdziły ogólną tendencję na Starym Kontynencie: widmo eurosceptycyzmu krąży po Europie. Poprawiony „bon-mot” Karola Marksa oddaje istotę sprawy ‒ obywatele kolejnych państw członkowskich UE pokazują Brukseli żółtą kartkę albo, co bardziej krewcy, na przykład południowcy w przypadku Italii, gest Kozakiewicza. Jeżeli dwoma największymi zwycięzcami włoskich wyborów są partie polityczne, które w Parlamencie Europejskim należą do dwóch frakcji euronegatywistów ‒ to właśnie ten fakt wystarczy za najlepszy komentarz.


Czarny sen eurofederalistów


A tak konkretnie: partia nr 1 wyborów do Camera dei Deputati to Ruch Pięciu Gwiazd, który w europarlamencie należy wraz z ugrupowaniem Nigela Farage’a ‒ UKIP (Partia Niepodległości Wielkiej Brytanii) do EFDD czyli do frakcji Europy Wolności i Demokracji Bezpośredniej. Jak się tam znalazła? Nikt jej nie zmuszał. Rzecz w tym, że zdecydowało o tym nie tyle kierownictwo polityczne tej formacji czy sami europosłowie, ale.... członkowie i sympatycy Ruchu w głosowaniu internetowym! Owa „demokracja bezpośrednia” w nazwie frakcji w PE jest, jak widać, traktowana poważnie. Ale ten właśnie internetowy wybór świadczył o nastrojach Włochów już przed prawie czterema laty. Alternatywa dla grupy Farage'a ‒ tego polityka, który poprzednika Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej określił jako „mokrą ścierkę” ‒ byli Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, a więc grupa, gdzie jest PiS. Okazaliśmy się dla Włochów zbyt miękcy!
Odrzucili też akces do Liberałów Guy Verhofstada jako formacji zbyt euroentuzjastycznej. W efekcie ponad 80 procent głosów padło właśnie na akces do frakcji „antyeuropejskiej”, jak określają ją bezrefleksyjni czy po prostu niemądrzy wielbiciele Brukseli.


Drugim zwycięzcą wyborów okazała się Lega Nord ‒ Liga Północna, która w ostatnich kilku latach ograniczyła radykalne wypowiedzi i przesunęła się trochę do centrum
choć dalej jest dla mediów włoskiego mainstreamu symbolem politycznego „populizmu”. Matteo Salvini poprowadził Ligę do wyniku lepszego niż jej koalicyjny partner „Forza Italia” Silvio Berlusconiego.


W wewnętrznym meczu prawicowej koalicji „Północ” z Salvinim pokonała Berlusconiego, też przecież człowieka z tej lepiej zindustrializowanej, bogatszej części Włoch
bo z Mediolanu aż o ponad cztery procent głosów. Mało kto wie o tym, że Lega Nord przez parę lat była wraz z Prawem i Sprawiedliwością w jednej frakcji w Parlamencie Europejskim. Było to w drugiej połowie kadencji 2004-2009, a więc pierwszej po wejściu Polski do UE. W tamtym czasie, ale też i w następnej kadencji europosłowie Ligi znani byli głównie ze swoich happeningów w PE, które kończyły się nieuchronnym pojawieniem się ochroniarzy i wyproszeniem Włochów z sali posiedzeń. Okrzyki i plakaty na sali posiedzeń są sprzeczne z regulaminem, ale jakoś są czasem dziwnie tolerowane o ile pojawiają się po lewej stronie PE, tam gdzie siedzą komuniści, socjaliści czy zieloni.


Eurorealiści i eurosceptycy weszli do gry


Subiektywne spojrzenie na politykę to norma. Proszę wiec pozwolić mi powiedzieć, że obie formacje, które w zeszłą niedzielę otwierały szampany głosowały zarówno za – dwukrotnie
powołaniem mnie na stanowisko wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, jak również w lutym tego roku były przeciwne mojemu odwołaniu. Współpraca jest faktem, co oczywiście nie oznacza, że nie ma różnic, na przykład w stosunku do Rosji (szczególnie w tym aspekcie chodzi o Lega Nord). Nie należy też wykluczyć takiej czy bliższej kooperacji także w przyszłości a przyszły skład europarlamentu po wyborach do PE w końcu maja 2019 roku będzie zapewne zdecydowanie różnił się od obecnego, z jego lewicowo-liberalno-zieloną większością. Już w tej chwili frakcje eurosceptyków i eurorealistów (nie mówię o wcale niemałej liczbie osób o takich poglądach zasiadających w innych grupach politycznych w zasadzie wszystkich, poza komunistami, bo znam takich europosłów z frakcji nie tylko chadeckiej, ale nawet socjalistycznej i ALDE-liberałów) liczą mniej więcej 190 posłów. Ostatnie wybory we Włoszech, ale też te wcześniejsze, w 2017 roku: w Holandii, Francji, Czechach czy Austrii pokazały, że krytycy eurobiurokracji nawet jeśli nie są w stanie współtworzyć rządu jak jednak w Austrii czy doprowadzić do sytuacji, że rząd „wisi” na ich poparciu jak jednak w Czechach to znacząco poszerzyły swoje zaplecze parlamentarne.


Dla mnie jako polskiego polityka najważniejszy jest interes mojego kraju
a nie niedookreślony „interes europejski”. Stad też nie mogę nie dostrzegać, jak podczas dziewięciu (sic!) już debat o naszej ojczyźnie w Parlamencie Europejskim euroentuzjaści nas atakowali, często nikczemnie, a eurosceptycy bronili lub – minimum milczeli. Nie oznacza to nic poza tym, że należy modlić się o inny skład PE, w którym Rzeczpospolita nie będzie „chłopcem do bicia” wbrew faktom i nawet regulacjom unijnym.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka