Ryszard Surmacz
Nie bądźmy naiwni.
4 obserwujących
48 notek
14k odsłon
73 odsłony

Drodzy Rodacy

Wykop Skomentuj1

Dziś jest 17 września. Dzień szczególny. W taką rocznicę mówi się o rzeczach ważnych… Wszyscy żyjemy w okresie przełomowym, w którym to, co stare się kończy, a jeszcze nie zaczęło się to, co nowe. Żyjemy więc w czasach, w którym wszystko jest możliwe (tak nam się wydaje), wiele dopuszczalne, a jeszcze więcej nieprzewidywalne. Ważne jest to, że w tej pozornej „nieważkości”, w sposób niezauważalny, zaczyna się tworzyć kształt naszej przyszłości. Dla jasności opisu możemy przywołać posolidarnościową emigrację Polaków. Szliśmy w świat zupełnie nie przygotowani, tak, jak stworzyła nas komuna – z wielką chęcią poznawania, z potrzebą wykrzyczenia swojej wolności, ale z małym przygotowaniem. W taki sposób na Zachodzie stworzyliśmy swój obraz, jako „złotej rączki”; niewolnika, który wyrwał się zza żelaznej kurtyny i chce zarobić; ludzi, których pochłonął cudzy dobrobyt i stracili umiar, oraz tych którym wydawało się, że mogą być kimś innym, niż są. Tylko niewielu odniosło sukces.

I nie ma co ukrywać, nie był to obraz ludzi wykształconych, jak tych z Wielkiej Emigracji po Powstaniu Listopadowym, lecz tanich sfrustrowanych robotników. Ten obraz tam pozostał i zdefiniował nas na lata. Potem na zasadzie „cofki” wrócił do Polski, a jego aktorzy, u siebie, na własnej skórze, zaczął odczuwać dyskomfort. Wielu z nich wykształciło się na polskich uczelniach. Po powrocie zamiast zmieniać ojczyznę, zakładają swoje małe firmy i dalej są robotnikami. Wrócili do ojczyzny, zmuszeni losem lub nie, przyjechali z jakimś nastawieniem, z nadziejami, a tu trafiają na stary system, od którego uciekali. Zupełnie tak samo, jak po 1945 r. Kresowianie uciekali od komuny, która na ziemiach odzyskanych i tak ich dopadła. Wielu z powracających jest potomkami Kresowian. Wszyscy, po II wojnie i teraz, znaleźli się w sytuacji przymuszonej nieobecności. Będąc tu, chcą być tam; a będąc tam nie mogą być u siebie, bo nie są nigdzie – zupełnie jak niegdyś „repatrianci”. Ci ludzie tworzą więc kastę wyrzuconych przez system i pozory wielkiej wolności. I to są skutki II wojny światowej.

Dziś mamy 17 września, a więc rocznicę aktu wykonawczego kolejnego rozbioru Polski. Osiemdziesiąt lat temu skończyła się niepodległa Polska. Zaczęła się heroiczna walka, ale tym razem, chcąc obronić niepodległość, do pokonania mieliśmy nie dwóch lub trzech zaborców, lecz aliantów i szczególnie Rosję – praktycznie cały świat.

Dziś Drodzy Rodacy, chcąc myśleć o wolności musimy zadecydować, czy wolimy disco polo czy hymn państwowy, piwko i niezobowiązujący luzik czy solidną pracę i odpowiedzialne myślenie, blichtr i udawanie czy wyobraźnię i rzetelność, Polskę wirtualną, której ma, czy tę rzeczywistą i prawdziwą, o której zapominamy? Oczywiście, wielu z nas wybierze disco polo, luzik i piwko – jedni dla poklasku, drudzy z przekory lub potrzeby pozornie lekkiego życia itd., ale ci wszyscy muszą wiedzieć, że żyją na koszt tych, którzy swoje życie, swoje państwo i swoją przyszłość traktują poważnie.

Ta alternatywa nie jest oczywiście czarno-biała. Życie nigdy nie było nieustającą zabawą. Gdy zachowywało odpowiednie proporcje, na wszystko znalazło się miejsce, również na dobrą zabawę. Żartownisiom można dodać, że natura wszystko reguluje: za pomocą robactwa lub bakterii, a czasami poprzez człowieka. I to jest fizyka.

Nie możemy więc wytworzyć na swój użytek takiego samego obrazu, jaki wykreowaliśmy swoim zachowaniem w Europie Zachodniej, nie możemy go powtórzyć u siebie w kraju. Tylko w II RP mogliśmy żyć tak, jak na Zachodzie, teraz, będąc w UE nie mamy wyboru, musimy wykorzystać własną dziejową wiedzę kulturową, swoje atuty (np. doświadczenie i tradycje w handlu ze Wschodem) i realne szanse. Musimy więc podjąć długą i wyczerpującą walkę, która ma poprawić naszą sytuację materialną i zmienić stereotypowy obraz Polaka na Zachodzie. Ale bez podniesienia poziomu identyfikacji z własną kulturą i poczucia tożsamości, niewiele będzie można zrobić.

Nie jest to jednak takie proste, ponieważ społeczeństwo zaczęło żyć własnym życiem, niestety, nieco oderwanym od rzeczywistości. Przykładem są uroczystości państwowe. Przychodzą na nie już niemal sami oficjele, towarzyszącej ludności coraz mniej. A jeszcze w 2010 r. starsze panie i panowie podchodzili pod oficjalne delegacje i ze łzami w oczach prosili: „Brońcie Polski, ja urodziłam się w niepodległej i chcę w takiej samej Polsce umrzeć”. Te osoby znały wartość niepodległości. Dziś już nie podchodzi nikt.


Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo