Ryszard Surmacz
Nie bądźmy naiwni.
4 obserwujących
48 notek
14k odsłon
60 odsłon

Piąta rocznica śmierci prof. Anny Pawełczyńskiej

Wykop Skomentuj

Kto czytał Sienkiewicza i Pawełczyńską powinien zauważyć pokrewieństwo dusz. Różnią ich czasy i język, który je stworzył, natomiast poczucie odpowiedzialności za losy kultury i narodu pozostają te same. Sienkiewicz pisał ku pokrzepieniu serc, Pawełczyńska dla zachowania polskiego kodu kulturowego. Czasy Sienkiewicza były wypełnione kulturową treścią, czasy Pawełczyńskiej unicestwianiem tej treści, i rodzeniem się pustki. I właśnie, w tej pustej przestrzeni, pomiędzy przerwaną ciągłością myśli i brakiem tradycyjnych elit a upadkiem komunizmu; w dobie królowania disco polo i skrajnie liberalnej demokracji nie ma już czego krzepić. Tu potrzebna jest formacja. Sienkiewicz w swoim okresie napisał Trylogię, Pawełczyńska po II wojnie tryptyk, który dziś możemy nazwać niezbędnikiem inteligenckim na poziomie: „kto ty jesteś? – Polak mały”. Na tryptyk składają się następujące tytuły: Wartości a przemoc, Głowy hydry, O narodowej tożsamości oraz niewielki aneks noszącym tytuł: Ścieżkami nadziei. Kolejne pozycje książkowe, takie jak: Koniec kresowego świata, Dary losu, Koni żal oraz książka życia – Czas człowieka, są intelektualnym dopełnieniem całej twórczości prof. Anny Pawełczyńskiej.

Dlaczego Pawełczyńska jest tak ważna w intelektualnym i codziennym życiu? Dlatego, że Autorka przeżyła to, o czym bezkarnie zapomnieliśmy; dlatego, że w swoich książkach, w swojej postawie życiowej i poczuciu odpowiedzialności za polską kulturę, za naród i państwo pokazuje tę postawę społeczną, ten patriotyzm który wypracowany został w okresie trwania pełnej niepodległości oraz dlatego, że pokazuje prawdziwie polską twarz i prawdziwie polskie wartości. Obraz Pawełczyńskiej, choć opisuje czasy powojenne, nosi w sobie przedwojenną kindersztubę, która została ukształtowana pomiędzy wielkim zwycięstwem w 1920 r. a wielką klęską w II wojnie światowej. Nie ma w nim koniunkturalizmu, „puszczania oka”, sztuczności zdarzeń, jest natomiast ładunek prawdy, który w PRL i III RP niemal umknął naszej uwadze i naszej narracji kulturowej. Znika więc z pola widzenia ten niepodległy i typowo inteligencki świat, bez zbędnych kompromisów i z tradycyjnym sposobem myślenia. Pawełczyńska zatrzymuje go dla potomnych, nie w oparciu o literacką fikcję, lecz poprzez narrację uczestniczącą. I ta narracja uczestnicząca jest tu najważniejsza, bo to język prawdy, język który przemawia polskim doświadczeniem i tą po ludzku rozumiana mądrością. Jej Książki są prawdziwe, jak chleb.

Możemy się zastanawiać, co zadecydowało o takiej bezkompromisowej postawie Autorki? Odpowiedź wydaje się banalnie prosta – jej przeszłość. Na pozór typowa, bo wychowana przez rodzinny dom i przedwojenny świat. Nietypowość zaczęła się we wrześniu 1939 r., kiedy świat II RP zostaje poddany najbardziej brutalnej weryfikacji. Zaczęły sprawdzać się wartości wyniesione z domu, z harcerstwa; najpierw w szpitalu polowym, gdzie jako sanitariuszka młodziutka Anna przechodzi chrzest, nie wodą, lecz – krwią. Potem rozwój sytuacji zaczyna kompensować swoją moc: przychodzi świat konspiracji, podziemia i niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Kończy się wojna i zaczyna trudna powojenna „wolność”, w której każdy kto przeżył wojnę pragnął zgubić to, co było nie do zniesienia i złapać to, co dawało nadzieję. Nadzieja przychodziła, ale miała już inną twarz, stawiała nowe warunki. Kiedyś Profesor powiedziała: gdy skończyłam „Wartości a przemoc” i książkę odłożyłam na półkę, wszystkie lęki i nocne koszmary odeszły. Dzięki temu mogłam pisać dalej. Ta niby typowa przeszłość Pawełczyńskiej została zapamiętana i zsyntetyzowana, a sama Autorka potrafiła się wznieść tak wysoko, że swoje życie określiła „darem losu”. I to jest ta nieprawdopodobna skromność Żołnierza Niezłomnego, który wytrzymał do końca.

Książki Pawełczyńskiej są powszechnie chwalone, ale też powszechnie nieczytane. Ba, można powiedzieć, że są niezrozumiałe, ale nie ze względu na styl, bo ten jest bardzo przystępny, lecz ze względu na sztuczne doświadczenie powojennych pokoleń. Wraz ze śmiercią naszej tradycyjnej inteligencji rozmowy o Polsce poszły w niepamięć. Owszem, jest nam dobrze, ale staliśmy się bardziej prości, pospolici i oderwani od rzeczywistości. A tymczasem, mimo zmiany granic, w naszym geopolitycznym położeniu niewiele się zmieniło. Rozmów brakuje, brakuje orientacji i tej inteligenckiej czujności, która wytworzyła ten specyficzny nakaz niezłomnej postawy, pomimo braku państwa, wolności, niezbędnej dla obrony własnej własności, i często zaniku nadziei.

Kiedyś nasze położenie zamykało się w kleszczach pomiędzy Niemcami a Rosją, dziś powstał drugi krąg zależności: USA – Chiny. Poszerzyła się perspektywa polityczna, której do dziś dnia jakoś ogólnie nie potrafimy przyjąć do wiadomości i przestawić się na adekwatny sposób myślenia. I właśnie to „zagapienie kulturowe” powoduje, że twórczość Pawełczyńskiej jest dla nas jednocześnie: tak istotna i tak niezrozumiała. I doprecyzujmy – istotna dlatego, że w PRL nasza świadomość kulturowa została zdeformowana, zniszczona i sztucznie zawieszona pomiędzy nieistnieniem II RP a utopijnym marksizmem; to musimy to zmienić. Niezrozumiała dlatego, ponieważ przestaliśmy rozumieć własną kulturę. I w taki sposób staliśmy się w niej nieobecni. Ale to nie koniec, jest gorzej, bo wydaje nam się, że to nasze nowe szczęśliwe życie możemy ułożyć sobie bez przeszłości, bez idei, bez historii oraz bez odwołań do Boga.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura