19 obserwujących
50 notek
95k odsłon
  2191   3

Chiny -Japonia- Zachodnie Wybrzeże Ameryki Południowej

Private Loobook

    CCNI Busan

Aug.10th 2005 – Dec.30th 2005

Shanghai (1/615), 15 sierpnia 2005 (Święto Wojska Polskiego)

9 sierpnia wstałem o 4 rano, zostawiłem żonę, dziecko i dom i pojechałem na lotnisko. Strasznie mi było smutno, ale są gorsze tragedie, niż jazda na statek. W Hamburgu biuro wyraziło swoje życzenia pod moim adresem i 10 sierpnia 2005 wylądowałem w Hong Kongu w hotelu. Hong Kong jak Hong Kong milion ludzi i biznesów na metr kwadratowy, wesoło i środek świata. CCNI Busan (primo voto Hamburgo), jako dubler pojechałem z kpt. Andrzejem Chojnackim do Shanghaju, gdzie 14 sierpnia 2005, o 1700 przejąłem statek i obowiązki dowódcy.

Po południu do Ningbo, które podobno od paru dni jest portem zaprzyjaźnionym z Gdańskiem (ciekawe, czy ktoś z Gdańska o tym wie). Zresztą Ningbo ma chyba 5 mln mieszkańców. Potem mam jechać do Busan i przez Pacyfik do Meksyku. Statek jak statek 2 000 TEU, 23 tysiące KM i jest pomalowany na niebiesko. Zbudowany został we Flensburgu w 1996 roku. Zupełnie inna konstrukcja niż statki, na których do tej pory pływałem. Ma 8 ładowni i właśnie w tej ósmej ładowni jak mi meldują wyciekł z kontenera fish oil. Złapano 23 tony tego śmierdzacego rybą oleju do zbiornikow, a że kontener był do Szanghaju wyładowaliśmy go wczoraj. Przyszlo kilku surveyerów ze strony charteru, shippera i armatora sprawdzić przyczyny wycieku i obciążyć winnego kosztami. Kontener nie był uszkodzony, więc wina charteru – albo pęknięty zbiornik w kontenerze, albo otwarty zawór.

Znalazłem w roczniku Browna, że w przypadku olejów wzrost o 24C powoduje wzrost objętości o 1%. Ładowano kontener w Callao przy 18C, a statek był w temperaturze 35C już w Manzanillo MX.

Po Ningbo (2/616), 16 sierpnia 2005

W drodze z Szanghaju do Ningbo stałem cały czas na mostku, widzialność była na 1 milę. Podchodziłem do Ningbo z otwartego oceanu, nie jak na „Xin Tongu”, od strony Szanghaju. Dużo łatwiej.

17 sierpnia 2005, na dojściu do Busan

Mam mieć pilota dopiero o 2300, a będę dużo wcześniej, Powoli szykuję się do przelotu oceanicznego. Jestem w kontakcie z instytucją, która ma mnie prowadzić po optymalnej pogodowo trasie. Na razie przysłali mi trzy mapy z prawie ortodromą Busan – Manzanillo. Ostatni raz linię zmiany daty przechodziłem w roku 1994. W takim przelocie przynajmniej się wyśpię.

W Busan (3/617), 18 sierpnia 2005

Oj to nie to samo, co Busan na „New Oriencie”, oj nie! Tamta keja nr 44/45 , 10 minut na piechotę od Texas Street, tutaj pół godziny taksówką, z resztą w ogóle nie schodziłem na ląd. Masa roboty i na dokładkę miała być inspekcja z Hamburga ISM i ISPS. Miała być , ale nie było, bo na następnej kei cumował Statek siostrzany CCNI Vancouver z kapitanem, który był u mnie chiefem officerem na „Mabel Rickmers” i inspektor postanowił (bardzo słusznie), że nie będzie robił dwóch inspekcji w jeden dzień. Postanowili przeegzaminować CCNI Vancouver i na mnie już nie starczyło czasu.

19 sierpnia 2005, sobota

Jestem w „jolly mood” – Jadę 15 dni przez Ocean Spokojny i w związku z tym święty spokój z lądowymi problemami. Obecnie zmierzam do cieśniny między Honshu i Hokkaido. Tędy moja droga do Manzanilo wyniesie 6500 mil, podczas gdy na południe od Japonii wynosilaby 6800 mil i na dokładkę jeszcze z większym prawdopodobieństwem spotkania tajfunu.

Ta cieśnina między Honshu i Hokkaideo nazywa się Tsugaru Kaikyo. Żona moja skarżyła się, że nic nie piszę o miłości więc proszę:


Bo moja miłość pędzi tam w przestworzach

Trafia na satelitę, satelita skromnie

Chwyta ją tam dyskretnie z łupinki na morzach

Odbija ją do ciebie, a od ciebie do mnie


Pędzi miłość gorąca przez ciemność i pustkę

A taka jest gorąca, że się poci z żaru

Wysłana przez me serce, wątrobę i trzustkę

Ze statku , co przechodzi Kaikyo Tsugaru

                                                  Kaikyo Tsugaru, 20 sierpnia 2005

Oto mój schedule:

Manzanillo (Meksyk), Guayaquil (Ekwador), Callao (Peru), Iqueque (Chile), Antofagasta (Chile), Valparaiso (Chile), Lirquen (Chile), Callao (Peru), Paita (Peru), Manzanillo, Yokohama, Hong Kong, Shanghai Ningbo i Busan.

Mijałem japoński przylądek o nazwie Ataki Saki. Wstawić tylko „r” między „s” i „a” i bedzie śmiesznie.

Moja załoga to Syngalezi ze Sri Lanki, czyli dawnego Ceylonu. Są to ludzie o bardzo ciemnej karnacji, ale europejskich rysach i bujnym zaroście, większość jest szczupla, żeby nie powiedzieć chuda, ale zdarzają i tężsi o bananowo-ryżowej nadwadze.

Mój trzeci oficer ma portugalskie nazwisko De Silva i codziennie na wachtę przychodzi w mundurze. Ciekawe jak długo wytrzyma. Cook jest niezły. Poinformowalem go, że tym razem jestem wegetarianinem i natychmiast nabrałem ochoty na kiełbasę. A on przyrządził już wspaniałe krewetki z warzywami. Wieczorem kolo 22 wyglądam przez bulaj, a tam widno, że czytać można. Kalmarowce na łowach. Wywijałem między nimi ze dwie godziny potem kieliszek Gato Negro i do koi.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości