18 obserwujących
50 notek
98k odsłon
  1647   4

Z pomocą dla Haiti po trzęsieniu ziemi

Private Logbook

Paul Rickmers

Nov.6th – Mar.25th 2011

6 listopada 2010

Podróżuję od dwóch dni - hotel w Warszawie-potem Monachium, Miami , a od wczoraj w hotelu “Royal Islander” we Freeport na Grand Bahama. Statek ma być jutro w porcie.

USA jak USA-najpierw kilkusetosobowa kolejka pasażerów mojego Airbusa została sprawdzona przez urzedników Immigration-sprawnie sortowana przez małego, grubego bruneta w policyjnym mundurze z pasem, na którym zawieszone było kilkanaście skórzanych pokrowców, z krórych rzeczony policjant był najwyraźniej szalenie dumny. W dwóch większych pokrowcach rozpoznałem rewolwer i komórę, natomiast w pozostałych około 10 mogło być wszystko od dezodorantu do czopków na hemoroidy.

Potem samolot American Eagle i po 50 minutach lądowanie na Grand Bahama, gdzie wszyscy urzędnicy byli tłustymi, czarnymi kobietami w wielkich okularach. Okazało sie, że z mojej agencji dostałem “guarantee letter” na nazwisko filipińskiego marynarza Mela Francisa, urodzonego 1979, przez pomyłkę. I musiałem czekać, aż wszyscy przejdą, żeby mnie sprawdziła.

No i siedzę od wczoraj w hotelu.

Jedzenie skromne i drogie jak to na Bahamach. Wszystko importowane.

image

                                        Freeport (1/924) 7 listopada 2010

No i zostałem sam na sam z Paulem. Zanim przypomnę sobie co jest gdzie upłynie trochę czasu, a już dzisiaj ma mnie odwiedzić jakis GL surveyor z Miami. Niech go psy.

Na drugi dzień……………..

Jadę Florida Strait do Old Bahama Channel. Jest to do Port au Prince 50 mil dalej niż naokoło przez Ocean, ale za to uniknę spotkania z tajfunem Tomas, które lokalnie zwie się tutaj huraganami.

Jest on nad Cap Haitian i wybiera się na północny wschód, jak zwykle robią huragany w takich okolicznościach.

Mój zmiennik Polak, po szkole szczecińskiej pragnął widocznie zrobić na mnie wrażenie jako kulturysta, bo mnie przyjął ubrany w strój gimnastyczny, ale dał spokój, bo byłem od niego i wyższy i potężniejszy.

Był to osobnik ze 20 lat ode mnie młodszy Opanował kilka prostych funkcji na exelu, co pozwoliło mu uznać, że jest geniuszem komputerowym i poozdabiał wszystkie oficjalne formy jak hinduski kierowca swoją ciężarówkę światełkami na choinkę. Oto przykład :

image

Natomiast moi surwejerzy-jeden Holender mieszkajacy w Everglades, a drugi Amerykanin z Miami wymęczyli mnie i siebie do granic.

O niczym już nie marzyłem tylko, żeby sobie poszli i dali mi przypomnieć sobie statek, przed manewrami wyjściowymi.

W końcu przedłużyli postój o godzinę i w końcu wyszedłem w morze i rzuciłem się w bety.

Port au Prince (2/925) 10 listopada 2010

No i jak to zwykle-wprawdzie poszedłem przez Old Bahama Channel, ale kiedy skręciłem na south omijając wschodni cypel Kuby z maszyny zameldowali mi, że pękła rura na bojlerze i musimy stanąć. Nie zgodziłem się, bo NNE wind zdryfowałby mnie na skały - zredukowałem obroty i po przejściu przez kanał ograniczony strefą separacyjną w 12 mil od brzegu zastopowałem maszynę.

Ostatecznie skończyło się na 3.5 godzinnej naprawie.

Nie powiadomiłem chartereu (MSC) i 2230 wziąłem pilota PAP (Port Au Prince). Nie ma off-hire mam nadzieje, że się nie wyda.

Po zacumowaniu (znowu się uczyłem manewrować na śrubie nastawnej i krótkiej odprawie poszedłem do koi, a rano poszedłem na mostek zobaczyć co tam widać po tym słynnym trzęsieniu ziemi, kiedy zginęło 300 tysięcy ludzi.

Na dokładkę mają tu cholerę, na szczęście zaszczepiłem się w ostatniej chwili na Grand Bahama. Ale i tak załoga nie ma wyjścia.

image

Zdjęcie jest zrobione ze skrzydła.Ten rozwalony magazyn portowy i zapadnięta keja, to miejsce gdzie cumowałem ostatnio jak tu byłem na Paulu w 2004 roku. Teraz cumujemy do ogromnego pontonu, którego kawał widać, a który według napisu na jego rufie przyholowano z San Francisco.

11 listopada 2010

Dziś obudziłem się ze strasznego sennego koszmaru.

W tym śnie wracałem z Basią i Jagienką z Poznania do Gdyni, przez Warszawę. Kiedy jechaliśmy w Warszawie ulicą Traugutta na chodniku stała plastikowa wanienka, w której postanowiłem się wykąpać.Wlazłem więc do wanienki, a Basia odjechała.

Zostałem goły w wanience. Zasłaniając się rękami, zapukałem do domu przy ulicy Traugutta 1 –mieszkała tam skromna rodzina w trzypokojowym mieszkaniu. Nie zdziwili się wcale i mnie wpuścili. Chciałem telefon komórkowy, żeby zadzwonić do Basi. Przynieśli mi kilka, ale wszystkie miały jakieś dziwne klawiatury. Klawisze były różnej wielkości i w różnych miejscach, tak że się nie dodzwoniłem. Byłem w rozpaczy, chociaż mi dali jakiś ciemnoniebieski szlafrok.

Okazało się, że na balkonie stał tam mój kolega ze szkoły morskiej Franek Lisowski. Stał na balkonie, na sznurkach porozwieszał swój rozłożony na kawałki telefon komórkowy. Dał mi go, więc z niego udało mi się zadzwonić.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości