170 obserwujących
2195 notek
5151k odsłon
529 odsłon

On był stały, tylko polityczne partie się zmieniały. Słowo do red. Jerzego Iwaszkiewicza

Wykop Skomentuj14

UWAGA! Niniejsza notka traktuje o niegdyś ze sobą zaprzyjaźnionych Polakach, których podzieliła polityka, a więc niniejszy tekst nie dotyczy kwestii osobistych, lecz jest jest wręcz modelowym tekstem dotyczącym problemów ogólnospołecznej natury

Wielce Szanowny Panie Redaktorze!

Zadzwonił dziś do mnie z Warszawy ojciec duchowy legendarnej helskiej GRUPY Jan Dunin Mieczyński z wiadomością, żebym kupił najnowszy numer dwutygodnika VIVA!, bo Iwaszko znów pisze o naszej „epopei helskiej balangi”. Niewtajemniczonym wyjaśniam, iż marzeniem aspirantów do wejścia w krąg tak zwanego eleganckiego towarzystwa jest bodaj najdrobniejsza wzmianka na ich temat w nobilitującej do krajowych elit szpalcie dwutygodnika VIVA! zatytułowanej „SALONY Jerzego Iwaszkiewicza ”, którą można znaleźć na przedostatniej stronie każdego numeru tego poczytnego magazynu. 

Zakupiłem tedy rzeczony numer VIVY!, gdzie Pan Redaktor napisał między innymi, cytuję:

Istniała kiedyś w Juracie tak zwana grupa krakowsko warszawska prowadzona przez Jana Dunina Mieczyńskiego inżyniera elektryka od wysokich napięć. Wspólne imprezy odbywały się na tarasie Domu Zdrojowego w Jastarni, ale szybko się to jakoś rozleciało, zestarzało albo podzieliło. Kiedyś wszyscy siedzieli razem w jednym grajdole, a teraz każdy ma swój oddzielny dołek. Krzysztof Pasierbiewicz nie odzywa się do nikogo z Warszawy ze względów ideowych, a szkoda, bo napisał kiedyś piękną książkę o Juracie i swojej córce…”, koniec cytatu.

Miło było przeczytać kilka słów o naszej GRUPIE, ale jako rzetelny bloger i publicysta społecznościowy muszę nieco skorygować fakty opisane przez Pana Redaktora. 

Bo wspomniana przez Pana książka mojego autorstwa pt. „Epopeja helskiej balangi – GRUPA ”, traktuje o kultowej Grupie, która istniała od zawsze w Jastarni, a nie Juracie, jak Pan omyłkowo podaje, zaś rzeczona książka nie opowiada: „o mojej córce”, lecz jest jej zadedykowana, by mogła przeczytać, jak pięknie niegdyś balował jej tata. 

Nie jest także zgodne z prawdą, iż jak Pan pisze: „nie odzywam się do warszawiaków ze względów ideowych ". Jest bowiem wręcz odwrotnie, Panie Redaktorze, gdyż to rzeczeni warszawiacy wydali na mnie środowiskowy wyrok śmierci obkładając mnie klątwą ostracyzmu i zmowy milczenia, po tym, jak pewien utytułowany naukowo samoprzylepny krakowski filozof i terroretyk prawdy objawionej zdołał przekonać warszawskich salonowców, i Pana również Pani Redaktorze, iż jestem oszołomionym pisowcem, którym jako człowiek z natury bezpartyjny nigdy nie byłem i tak już do końca pozostanie. Łatkę pisowca łatwo mi było wtedy przypiąć, bo w tamtym czasie krytykowałem zawzięcie na blogu Platformę Obywatelską, a każdy kto się wtedy na taką krytykę ośmielił, był niejako z automatu okrzyknięty pisowskim oszołomem.

Mam wszakże nadzieję Panie Redaktorze, iż obserwując przez ostatnie pięć lat kompromitująco ciamciaramciowate poczynania Platformy Obywatelskiej będącej sztandarem strusiowato nielotnej opozycji, którą Jarosław Kaczyński ogrywa z dziecinną łatwością, - zgodzi się Pan ze mną, iż moja ówczesna krytyka Platformy była ze wszech miar słuszna i uzasadniona. 

Powiem więcej. Gdyby Pan Redaktor wiedział, że po przejęciu przez PiS władzy jesienią 2015 zacząłem krytykować na blogu partię Jarosława Kaczyńskiego równie bezlitośnie, jak wcześniej Platformę Obywatelską, w związku z czym ludzie zmurszałka Terleckiego widząc mnie na ulicy czerwienieją na mój widok i wybałuszając gały, aż im żyły wyłażą na skroniach złorzecząc mi pod nosem, jak to mają zwyczaj czynić wiejskie baby na widok odmieńca, co to łazi po wsi, to burknie to purknie, to język pokaże, - to znając okazywaną w Szkle Kontaktowym Pańską miłość do prezesa Jarosława oraz toruńskiego Ojca Dyrektora jestem pewien, że miast kilku zdań poświęciłby mi Pan w VIVIE całą szpaltę.

Jak Pan widzi, Panie Redaktorze, w Polsce posierpniowej nie jest łatwo być blogerem niezależnym politycznie, bo pisząc uczciwie i sprawiedliwie człowiek musi się śmiertelnie narazić zarówno platformersom, jak pisowcom. Lecz ja się tym Panie Redaktorze kompletnie nie przejmuję i jak śpiewał Wojtek Młynarski robię swoje, co parafrazując pewną fraszkę Sztaudyngera można wyrazić słowami: „On był stały, tylko partie polityczne się zmieniały ”.

Nie mniej jednak, podobnie jak Panu, jest mi niezmiernie przykro, iż, jak Pan Redaktor pisze o naszych „Dorocznych Spotkaniach z Helską Balangą w Hotelu SPA DOM ZDROJOWY w Jastarni ”: „szybko się to jakoś rozleciało, zestarzało albo podzieliło. Kiedyś wszyscy siedzieli razem w jednym grajdole, a teraz każdy ma swój oddzielny dołek...”.

Wierzę jednak, iż Pan Redaktor się ze mną zgodzi, że ta nasza „epopeja helskiej balangi” stworzyła nieśmiertelną wartość kulturową. Bowiem nasze "spotkania z helską balangą" na przepięknych tarasach widokowych nowego DOMU ZDROJOWEGO w Jastarni stojącego w tym samym miejscu, gdzie w latach dwudziestych ubiegłego wieku bawili Mościcki, Beck, Kossak, Bodo, Halama, Smosarska…, - ściągały w to magiczne miejsce starannie oddestylowaną czołówkę najznamienitszych gwiazd scen polskich drugiej połowy ubiegłego wieku, pośród których znalazły się takie ikony, jak Gustaw Holoubek, Zbigniew Zapasiewicz i Kuba Morgenstern - wymieniam tylko te trzy nazwiska, gdyż los sprawił, że już od nas odeszli.

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości