196 obserwujących
2504 notki
5634k odsłony
  5518   1

W Jastarni rozpanoszyła się nowogrodzko pcimska subkultura

Obraz pędzla Antoniego Wawrzyniaka - "Czarna Madonna" czuwająca nad helską Jastarnią
Obraz pędzla Antoniego Wawrzyniaka - "Czarna Madonna" czuwająca nad helską Jastarnią

                           Dedykowane blogerowi @Siukum Balala

A teraz do rzeczy.

Pewien stary rybak z mojej ukochanej Jastarni powiedział mi kiedyś, że Pan Bóg sypiąc helską mierzeję ze złotego piasku musiał być w szampańskim humorze. I wiedział, co mówi, gdyż ta od wieków zmagająca się z morzem piaszczysta kosa ulepiona z uśpionych bałtyckich wydm porosłych garbatymi od wiatru sosnami to dla mnie najpiękniejsze miejsce na ziemi, dokąd od ponad pięćdziesięciu lat każdego roku ciągnę skądkolwiek bym był i choćbym nie wiem, co ważnego miał do załatwienia.
Genialny architekt tego osobliwego pomnika natury był, jak na Stwórcę przystało nieśpieszny, bowiem gęsim piórem wykreślane średniowieczne mapy pokazują, że dzisiejszy Półwysep Helski był niegdyś archipelagiem podłużnych wysepek, które na przestrzeni wieków morskie prądy złączyły ze sobą w dziewiczą mierzeję, gdzie osiedli helscy Kaszubi Błotni żyjący od wieków w idealnej harmonii z tamtejszą naturą.

Nielekko się żyło na tej bałtyckiej riwierze Północy, a antenaci tubylczych rodów wypływając w karmiące ich morze nigdy nie wiedzieli, czy powrócą szczęśliwie do domu. Ukochali jednak nad życie ów wykradziony Neptunowi, jak pajęcze nitka cienki i wdzierający się hen na otwarte morze skrawek lądu, którego odwiecznie bronili przed naporem sztormowych fal. Niestrudzeni tubylcy całymi latami umacniali wiklinową faszyną brzeg od strony otwartego morza, nasadzali krzewy chroniące martwe wydmy od sztormowych wichrów, z dębowych pali budowali przybrzeżne ostrogi, a ostatnimi laty przesypywali piach z zatoki na od-morską stronę.

Więc, żeby im ten znojny żywot, choć trochę umilić, mieszkająca u nasady mierzei Matka Boska Swarzewska utkała im na rybackich krosnach ciągnące się kilometrami wzdłuż Półwyspu bajecznie kolorowe kobierce z dzikich róż od wiatru „pomarszczonych” - https://m.salon24.pl/0761977e46c78744634fc6c5cd89c241,860,0,0,0.jpg , a owe „helskie arrasy” przydały mierzei niepowtarzalnego piękna, którego słowami opisać nie sposób.

Nie dziwi zatem, że odkąd odkryto niezwykłe uroki Półwyspu Helskiego z wszechobecnym w tamtejszym powietrzu jodowym aerozolem, który ulecza kaca nim jeszcze ośmieli się zrodzić, - wypoczywała tam latem krajowa śmietanka.

Przed wojną, na owej riwierze północy letniskowały zamożne elity II RP spędzając wakacje podług sielankowego rytuału: po plażowej rewii mód - https://m.salon24.pl/c7e82a94ccd8b5039e2496f1e3d9e430,860,0,0,0.jpg i poobiednim spacerze na molo towarzystwo udawało się bryczkami do portu w Jastarni na legendarny dancing - https://m.salon24.pl/622d30852239d86559ac8379562d2b3a,860,0,0,0.jpg , gdzie przygrywały z fasonem okrzyczane big bandy Golda i Petersburskiego, a panowie i panie, obowiązkowo w białych smokingach i sukniach oddawali się magii tańca, by wieczorem, w atmosferze frywolnej, wakacyjnej plotki ruszyć stylowym parostatkiem na otwarte morze w tajemny „rejs powitania słońca” - https://m.salon24.pl/497be612e41dff8cebb5bc0b69b51193,860,0,0,0.jpg .

Niestety wojna przerwała brutalnie tę sielankę, a kiedy nas w Jałcie odsprzedano Moskwie wszystko, co było na Półwyspie piękne zmyła na wiele lat fala pełzającej pandemii „wczasów pracowniczych”.

Mimo tego, potomkowie przedwojennej socjety mający w genach miłość do helskich plaż, jak ptaki do swych gdniazd każdego lata powracali na ów wykradziony Neptunowi skrawek piaszczystego lądu.

I choć pomieszkiwało się wtedy dosłownie pod jednym dachem z helskimi Kaszubami w ich zgrzebnych obejściach z wychodkiem na podwórzu i odbijającym na zmianę pogody wiecznie przelanym szambem - https://m.salon24.pl/36ce5d1f60ac4784d656cd0ddc9a2514,860,0,0,0.jpg , a za łazienkę musiały wystarczyć miednica, dzbanek i cynowy kubeł z lodowatą wodą, przez kilka dekad drugiej połowy ubiegłego wieku bawił na Helu inteligencki kwiat mrocznego czasu komuny, swoisty konglomerat gwiazd teatru, filmu, świata nauki, a także niebieskich ptaków i ubeków, którzy byli wszędzie.

Zaś, gdy upał już nieco zelżał, przed rybackimi chatami wystawiano na wykoślawionych zydlach, tace mieniących się srebrem rolmopsów z gorczycą i pachnące jałowcem patery przesypanych kryształami soli świeżo wędzonych fląder połyskujących w blasku gasnącego słońca miodową barwą bursztynu. Pod wieczór zaś zaczynał się snuć po Półwyspie aromat „świętego dymu” starych kaszubskich wędzarni, wabiący najwybredniejszych smakoszy do owych zaczarowanych miejsc, gdzie jak w cynamonowych sklepach na ręcznie kutym ruszcie zwisały ciężko szkarłatno brunatne płaty bałtyckich łososi i grona węgorzy wędzonych z maestrią na czereśniowym drewnie, iście boskie cymesy o smaku, który podlany kieliszeczkiem „czystej” przywracał wątpiącym pewność, iż życie potrafi być piękne.

Lubię to! Skomentuj189 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości