191 obserwujących
2724 notki
5925k odsłon
  1077   1

Koniec patriarchatu w krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej!

Studencka praktyka robotnicza w kopalni Ludwik-Concordia. Nasza doborowa kompania miłośników wód wyskokowych po Sylwestrze 1962/63
Studencka praktyka robotnicza w kopalni Ludwik-Concordia. Nasza doborowa kompania miłośników wód wyskokowych po Sylwestrze 1962/63
AGH wychodzi naprzeciw równouprawnieniu płci

Oprawa muzyczna: https://www.youtube.com/watch?v=WkdAvj4M66I

Portal internetowy Radio Kraków, vide: https://www.radiokrakow.pl/aktualnosci/krakow/akademia-gorniczo-hutnicza-w-krakowie-wprowadza-plan-rownouprawnienia-plci-rozmowa?fbclid=IwAR1uIIQXSW88L9ieeDjkf84J4TsTyijliwBDxg-CSsJO0li6odqIe8qrXKg informuje:

Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie wprowadza Plan Równouprawnienia Płci [ROZMOWA]

Naukowcy Wydziału Humanistycznego AGH opracowali specjalny dokument, który zakłada m.in. przeciwdziałanie przejawom seksizmu czy zwiększenie udziału kobiet na istotnych stanowiskach. O dążeniach uczelni do równości i wolności od uprzedzeń nasza reporterka Magdalena Zbylut-Wiśniewska rozmawia z rzeczniczką AGH - Anną Żmudą-Muszyńską.

"To jest dla nas taki trochę drogowskaz na najbliższe lata, który ma mówić o tym, że w AGH jest miejsce dla wszystkich. Bardzo nam na tym zależy, żeby wszystkie osoby studiujące w murach naszej uczelni czuły się tutaj swobodnie, mogły w sposób otwarty i swobodny prezentować swoją różnorodność" - mówi Żmuda-Muszyńska…

Mój komentarz:

Jak napisałem w tytule notki, w latach 50/60., w mojej Almae Matris Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie faktycznie panował swoisty patriarchat. A ponieważ rzeczniczka AGH pani Anna Żmuda Muszyńska jest osobą bardzo młodą, - vide: http://www.proto.pl/sites/default/files/styles/whoiswho_lista/public/whoiswho/images/anna_zmuda-muszynska_.jpg?itok=fq-0Re-- , myślę, że nie będzie od rzeczy, jak Jej, co nieco opowiem, jak to bywało na AGH na przełomie lat 50/60, kiedy miałem zaszczyt być studentem naszej AGHowskiej Wszechnicy.

Choć w Polsce toczyło się wtenczas szarobure życie Peerelu, prawdziwy wysyp studenckich zabaw nieznających jutra przeżyłem w trakcie moich studiów w mojej Almae Matris Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie, gdzie, co tu dużo ukrywać, znalazłem się trochę przez przypadek. Zawsze, bowiem marzyłem o studiach humanistycznych, lecz owe marzenia rozwiała skutecznie Mama, która po śmierci Taty kategorycznie orzekła, iż jako mężczyzna i przyszła głowa rodziny nie mogę być jakimś „srakotłuką” i muszę mieć zawód konkretny, czyli, tak jak Tata, mam być inżynierem. A jakim? Wszystko jedno! Żeby więc Mamie nie robić przykrości, wybrałem Akademię Górniczo Hutniczą, ponieważ miałem do niej stosunkowo blisko, a na geologię poszedłem, dlatego, że było tam mało matmy, której nie znosiłem.

Szczęśliwym trafem, na tych jak się miało okazać przeuroczych studiach, w temacie studenckich birbantek trafiłem na rocznik iście wyjątkowy, gdzie rej wodziły dwie grupy urodzonych wagantów. Pierwszą z nich była kompania zwana bankietową, złożona w zasadzie z samych wybitnych sztabowców, którzy na studia na AGH zjechali z całej Polski, - drugą zaś tworzyła niestrudzona, doborowa ferajna gorących miłośników wód wyskokowych uformowana w całości z kolegów ze Śląska. Tu muszę z żalem wyznać, że tym zawodowcom, jako amator z Galicji, choć robiłem, co mogłem, nie dorównałem ni razu przez dziesięć semestrów.

Zaś o tym, że właściwie pojęta zabawa w niczym nauce nie szkodzi, a wręcz przeciwnie wyzwala w ludziach ochotę do życia i działania najlepiej świadczy paradoks, że z naszego wydawać by się mogło straconego roku, zostało na uczelni aż trzynaście osób, z których wyrosło grono uwielbianych przez studentów profesorów.

Jak się łatwo domyśleć, ilości naszych studenckich birbantek policzyć nie sposób, a mimo to, jako student zdyscyplinowany ani jednej z nich nie opuściłem. Zasady tej zresztą przestrzegałem także w dorosłym życiu i jak zdrowie pozwoli, postaram się od niej do samego końca nie odstąpić.

Jako że cała Polska żyła wówczas z węgla, Akademia Górniczo-Hutnicza była wśród uczelni prawdziwym krezusem szczególnie, że jej zaocznym studentem był towarzysz Edward Gierek, który jak starsi pamiętają umiał i lubił wydawać pieniądze. W tym miejscu muszę napomknąć, że niektórzy złośliwcy nie bez podstaw twierdzą, iż ten sławny Pierwszy Sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej przyszedł na zajęcia jedynie raz w życiu, - po odbiór dyplomu.

W tamtych miodowych czasach na naszej Uczelni, co roku, czwartego grudnia na Świętej Barbary odbywały się, bez cienia przesady, wręcz apokaliptyczne bachanalia. Były to tak zwane Bale Barbórkowe, a tak naprawdę królewskie uczty, jakich sam Franc Josef by się nie powstydził. Tradycyjnie, dwanaście orkiestr w holach i westybulach tej ogromnej szkoły przygrywało do tańca kilku tysiącom rozbawionych ludzi biesiadujących pośród stołów uginających się od smakowitych potraw i drogich napitków. A wszystko na rachunek towarzysza Gierka i podległych mu dyrektorów zjednoczeń węglowych. I tylko pomyśleć, że było to w czasie słynnej epoki octu, kiedy w sklepach mięsnych świeciły puste haki, zaś do spożywczych rzucano mąkę i cukier od wielkiego dzwonu.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo