Portal internetowy Salon24, - vide: https://www.salon24.pl/newsroom/1204596,morawiecki-zapowiada-podwyzki-emerytur-w-skali-bezprecedensowej informuje:
„Morawiecki zapowiada podwyżki emerytur. "W skali bezprecedensowej". Od 1 marca świadczenia emerytalne wzrosną o 7 proc. Najniższa emerytura wyniesie 1200 złotych - ogłosił premier Mateusz Morawiecki, - Przypomnijmy sobie drodzy emeryci, czy pan Tusk cokolwiek robił, by załagodzić kryzys w czasach swoich rządów? - pytał…”
Mój komentarz:
Pan premier kpi, czy o drogę pyta?
Skąd to moje cierpkie pytanie?
Pan premier się bez przerwy chwali, że rząd ma mnóstwo pieniędzy, nasza gospodarka się rozwija najszybciej w całej Europie, a pan Glapiński mówi, że najbogatsze kraje UE będą od nas pieniądze pożyczały.
No to coś Państwu przypomnę.
W roku 2017 pan Saryusz Wolski opublikował imponującą listę spraw zrealizowanych przez rząd Beaty Szydło, więc ktoś mógłby się poczuć zafascynowany dokonaniami „rządu dobrej zmiany”, a szczególnie niezwyczajnie wysokimi wskaźnikami rozwoju gospodarczego państwa.
Ale, choć na tej liście była pozycja „podniesienie minimalnej emerytury” to jednak zabrakło mi punktu dotyczącego przyszłościowej wizji przywrócenia polskim emerytom godności wieku sędziwego, jaką się cieszą ich zachodni rówieśnicy. Już tłumaczę, o co mi konkretnie chodzi.
Codziennie chodzę na kawę na krakowski Rynek i obserwuję zachodnich turystów, których znakomitą większość stanowią starsi ludzie. Są to sędziwe małżeństwa, a dokładniej mówiąc elegancko odziane senioralne pary, pogodne, beztrosko uśmiechnięte, przechadzające się nieśpiesznie krakowskimi uliczkami, by po zwiedzeniu miasta zasiąść w obiadowej porze w rozsianych wokół krakowskiego Rynku restauracjach, gdzie obiad kosztuje mniej więcej tyle ile polski emeryt wydaje na tydzień. I nie są to bynajmniej jacyś milionerzy, lecz szeregowi zachodni emeryci, których stać na wycieczkę do Krakowa, gdzie mogą spędził miło czas niczego sobie nie odmawiając.
Zaś krakowscy emeryci na swój Rynek nie chodzą, a ci, którzy się tam zabłąkają, onieśmieleni, przygarbieni, w siebie wklęśnięci, do ściany przyciśnięci i upokorzeni swym ubóstwem, przymykając chyłkiem opodal suto zastawionych stołów bądź to klną pod nosem, bądź udają, że nie widzą swoich beztrosko rozszczebiotanych równolatków z Zachodu zajadających frykasy, których oni nigdy nawet nie pokosztowali.
Oczywiście rozumiem, że 50 lat komuny zrobiło swoje, że stosunkowo od niedawna wolnym rynkiem się cieszymy, a gospodarka polska ma wciąż ogromnie wiele do odrobienia, że nie da się od razu dorównać Zachodowi, tak, jak nie od razu Kraków zbudowano.
Ale jak czytam w prasie prawicowej i oglądam w telewizji wypowiedzi prominentów nowej władzy dotyczące emerytów to przebija z nich swojego rodzaju uwłaczający godności ludzi starych głodowy minimalizm, a mnie się przypomina pewne zdarzenie z początku lat 60., a więc z czasu apogeum siermiężnej komuny, - które teraz Państwu opowiem.
W mojej kamienicy na parterze dostał w nagrodę mieszkanie z krwi i kości komunista, budowniczy Nowej Huty, o nazwisku nomen omen Gierek. Ponieważ miał w domu całą furę narzędzi zachodziłem czasem do niego, jak mi się coś w mieszkaniu popsuło, żeby pożyczyć śrubokręt, imadło, bądź majzel. Takiej wołającej o pomstę do Boga nędzy, jaka panowała w jego mieszkaniu trudno sobie wyobrazić, ale pan Gierek wydawał się być człowiekiem zadowolonym. Aż pewnego razu zapytałem pana Gierka, jak on to robi, że żyjąc w takiej biedzie nigdy na nic nie psioczy? A on mi na to odpowiedział, cytuję słowo w słowo, bo do śmierci tego nie zapomnę: „Panie Krzyśku! Zapamiętaj Pan sobie! Że jak tylko można sobie kromkę chleba cukrem posypać, to znaczy, że jest dobrze ”, koniec cytatu.
Słowem pan Gierek, jak na szeregowego komunistę przystało był z dziada pradziada patologicznym minimalistą, człowiekiem bez większych wymagań życiowych i potrzeb natury duchowej. Ale przecież nie wszyscy są tacy. Więc, jak zoczyłem pozycję „podniesienie minimalnej emerytury” to niejako z automatu przypomniała mi się mentalność pana Gierka, którą na swój prywatny użytek nazywam "mentalnością kromki chleba cukrem posypanej ”, bo najprawdopodobniej to obiecane przez rząd podniesienie emerytury będzie wynosiło tyle, by dopadnięty przez starość obywatel mógł do pierwszego przeżyć, a nie godnie żyć, jak jego zachodni koledzy.
A przecież kulturę państwa poznaje się po standardzie życia pokolenia sędziwego, więc może już czas najwyższy by władza dobrej zmiany podziękowała zapatrzonym wstecz prominentom zainfekowanym jeszcze w okresie komuny właśnie ową patogennie minimalistyczną polityką zasadzającą się na rzeczonej mentalności "kromki chleba cukrem posypanej”, która powinna emerytom wystarczyć?
Może sobie zbyt dużo wyobrażam, ale mam nadzieję, że być może moja notka dotrze, gdzie trzeba i uświadomi rządzącym, że należy raz na zawsze skończyć z minimalistycznym podejściem do potrzeb leciwych obywateli czyniącym ich życie niegodnym mieszkańca Europy Środkowej. Bo czas pełniących swoje państwowe funkcje na zasadzie zasiedzenia Terleckich, Lipińskich, Kuchcińskich et consortes już przeminął.
Na koniec powiem, że w tym miejscu aż się prosi przypomnieć, że premier Szydło już nie ma, a jest za to młody premier Morawiecki, ze szczętem uległy Jarosławowi Kaczyńskiemu fantasmagoryczny bajkopisarz o ksywie Pinokio, skazany kilkukrotnie przez sąd z kłamstwa, który najpierw opowiadał Polakom dyrdymały o wielkiej Polsce będącej sercem Europy, od której najmożniejsi tego świata będą pożyczali pieniądze, - a dzisiaj razem prezesem Glapińskim drenuje ile wlezie kieszenie Polaków, którzy jeszcze trochę i cytuję za panem Premierem: „Odpowiednio dopieszczani, będą za miskę ryżu zapie*dalać ”. A żeby było jeszcze śmieszniej, w tym miejscu należy zaznaczyć, że obecny pisowski premier Mateusz Morawiecki był doradcą Donalda Tuska w czasie kiedy rządziła Platforma Obywatelska.
Więc niech się pan premier Morawiecki rzucając emerytom de facto ochłap pozwalający im przeżyć do pierwszego, - Donaldem Tuskiem nie zasłania.
Tak. Tak. Panie Premierze. Ponoć mamy tyle pieniędzy, że możemy zrezygnować z unijnego funduszu pomocowego. Rzekomo jesteśmy najlepiej rozwijającym się krajem Unii Europejskiej, - ale małżeństwo polskich emerytów jeszcze długo, a po prawdzie za Waszych rządów nigdy nie będzie mogło sobie pozwolić na beztroski weekend w Londynie, bądź Paryżu. O samotnych emerytach nawet nie wspominam. Mamy dosyć tego dziadowania, Panie Premierze. I Pańskiego zakłamanego mamienia polskich emerytów, że wszystkiemu jest winna Unia Europejska. My już Panu dziękujemy!
Nie z nami takie numery, Brunner!
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)


Komentarze
Pokaż komentarze (44)