Portal internetowy Salon24, vide: https://www.salon24.pl/newsroom/1214709,ekspert-podzial-sceny-politycznej-w-zwiazku-z-wojna-nie-zniknie-ale-jeszcze-sie-umocni informuje:
„Ekspert: Podział sceny politycznej w związku z wojną nie zniknie, ale jeszcze się umocni. Obecny podział bipolarny nie tylko się utrzyma, ale jeszcze wzmocni. Widać to już po retoryce poszczególnych polityków. Oczywiście – jedni i drudzy solidarnie oskarżają Rosję. Ale wobec siebie formułują zarzuty o to, kto bardziej Rosję wcześniej wspierał. Różnią się też w propozycji terapii. Jedna strona uważa, że w tej sytuacji konieczne jest mocniejsze zaangażowanie się w projekt Unii Europejskiej. Druga, że Unia nie zdała egzaminu, że w jakimś stopniu przyczyniła się do sytuacji – mówi Salonowi 24 prof. Rafał Chwedoruk, politolog Uniwersytetu Warszawskiego…”
Mój komentarz:
Dlaczego uważam, że prof. Chwedoruk Ameryki nie odkrywa?
Już wyjaśniam:
Niezależnie od toczącej się obecnie wojny w Ukrainie należy się zastanowić, dlaczego przez kilka dekad, - na polskiej scenie politycznej nie wykształtowała się żadna nowa jakość polityczna, która położyłaby kres bratobójczej wojnie polsko polskiej między partiami Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego?
I czas otwarcie powiedzieć, iż jest to pokłosie genialnej w swej prostocie komunistycznej sztuczki socjotechnicznej, o czym za chwilę, - polegającej na okresowo przemiennym utwierdzaniu raz jednych, raz drugich w poczuciu awansu społecznego, a co za tym idzie umacnianiu ich w przeświadczeniu, że przynależą do narodowej elity narodu, która jest lepsza od gorszej reszty społeczeństwa.
A teraz, celem historycznego uzasadnienia powyższego wniosku powtórzę wybrane fragmenty tego, co pisałem na Salonie24 już w styczniu 2011 w eseju pt. „Nabrani przez redaktora ”, – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/271686,nabrani-przez-redaktora , - będąc wszakże wówczas, jak dziś widzę błędnie przekonany, iż problem ten dotyczy tylko orędowników Platformy Obywatelskiej, bo jak po roku 2015 pokazało życie, w psuciu naszego państwa Prawo i Sprawiedliwość partię Tuska o kilka długości przegoniło.
Oto te fragmenty wspomnianego eseju, cytuję:
„Jak starsi pamiętają, a młodsi niestety już nie, gdyż nie mieli się skąd o tym dowiedzieć, w latach powojennych (lata 40/50) komuniści dokonali bardzo sprytnej socjotechnicznej sztuczki. Z zacofanej i zabiedzonej prowincji przerzucono wtedy do miast rzesze prostych i niewykształconych ludzi. W miastach, zazwyczaj w pobliżu zakładów przemysłowych, pobudowano dla nich nowe dzielnice, a w nich bloki, które im się zdały pałacami. Potem im umożliwiono zrobienie zaocznej matury, co oni uznali za awans społeczny. To ci właśnie ludzie, z grubsza okrzesani w hotelach robotniczych i temu podobnych ośrodkach krzewienia kultury masowej, przepoczwarzyli się z czasem w coś w rodzaju „przyzakładowych wierchuszek”. Słowem ni pies, ni wydra, albo, jak kto woli bezideowy twór bez rodowodu.
W następnym pokoleniu (lata 60/70), ich dzieci pokończyły już częściowo studia tworząc grupę „nowej inteligencji”. Tu skłaniałbym się ku zastąpieniu terminu „nowa inteligencja” określeniem „klasa ludzi wykształconych w pierwszym pokoleniu”.
Po upadku komuny wydawało się przez moment, że nastąpi odrodzenie prawdach polskich elit, ale proces ten skutecznie storpedowali zbałamuceni przez Adama Michnika i jego Gazetę wnukowie tych, których w latach 40/50 przesiedlono do miast.
Mechanizm tej sztuczki był identyczny jak w okresie powojennym i polegał na utwierdzeniu ludzi w poczuciu społecznego awansu.
O ile sztuczka z „awansem społecznym prim” (tata 40/50) polegała na utwierdzeniu prostych i niewykształconych ludzi w przekonaniu, że przynależą do lepszej od reszty społeczeństwa awangardy władzy ludowej, to trik z „awansem społecznym bis” (po upadku komuny) polegał na utwierdzeniu ich już z grubsza okrzesanych i lepiej wykształconych wnuków w poczuciu, iż przynależą do grupy światlejszych i bardziej od reszty społeczeństwa postępowych elit. W pierwszym przypadku wykorzystano ciemnotę i niedouczenie, w drugim zaś próżność, pychę i kompleksy ludzi, których na swój prywatny użytek nazywam „intelektualnie nowobogackimi”.
Bezsprzecznie sprytny redaktor Gazety Wyborczej doskonale znał odbierającą rozum magiczną moc utwierdzenia „nowobogackiego inteligenta” w przekonaniu o przynależności do krajowej elity. Pan redaktor Michnik wiedział, że jak takiemu powie, że przynależy do crême de la crême Trzeciej RP, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, to jeszcze będzie owego społecznego awansu (bis) bezkrytycznie bronił do ostatniej kropli krwi. Więcej, w obawie przed utratą nowego statusu wyróżniającego go ponad resztę „ciemnego” społeczeństwa, taki delikwent zrobi dosłownie wszystko, byle się świat nie dowiedział, co sobą reprezentuje naprawdę.
Dokładnie taką samą sztuczkę zastosował Jarosław Kaczyński po wygranych wyborach 2015, gdy zaczął Czwartą RP budować, a tajemnica irracjonalnie wysokich notowań jego partii leżała i nadal leży w popieraniu jej przez podobnie ogłupionych ludzi popierających PiS bezkrytycznie, w obawie, że ewentualny upadek tej partii grozi weryfikacją elit, co dla nich oznaczałoby możliwość utraty ich awansu społecznego, jak nie gorzej, - mam nadzieję łamanie konstytucji i niszczenie struktur państwowych.
A prawda jest taka, że należałoby wytłumaczyć jednym i drugim, że choć są jako tako obyci i nieźle wykształceni, stanowią jednakże grupę inteligencji szeregowej, której daleko do prawdziwych elit.
Powiem więcej. Należałoby przekonać jednych i drugich, że utrata bądź wyrzeczenie się ich nieuprawnionego statusu lepszych od gorszych to nie żadna klęska, ale wręcz przeciwnie, powrót na sprawiedliwie im przynależny szczebel w hierarchii społecznej. Że jeśli się z tym pogodzą, staną się bardziej autentyczni, a co za tym idzie bardziej wiarygodni. Że nie będą się musieli już bać o utratę nienależnego statusu. Że nie będą już musieli brnąć w zakłamanie. No i co najważniejsze, będzie im wtedy łatwiej się porozumieć z resztą społeczeństwa, że staną się znowu częścią narodowej wspólnoty….”, koniec cytatu.
Niestety do dnia dzisiejszego nie udało się o tym przekonać, ani jednych, ani drugich.
Dlaczego o tym przypominam?
Bo gdy patrzę, jaką ciemnotę wciskają do głowy zagorzałym miłośnikom Platformy podszczuwacze z antypisowskiej telewizji TVN24, ale także, gdy widzę, jakie dyrdymały i z jak dziecinną łatwością przekazuje „ludowi pisowskiemu” nie mniej zakłamana TVP Info, - odnoszę nieodparte wrażenie, iż mieszkam w kraju, gdzie media należące raz do jednych raz do drugich zamieniły Polskę w jeden wielki dom wariatów, a moja ojczyzna weszła już w ostatnie stadium paranoidalnej schizofrenii zrodzonej z maniakalnej nienawiści platformersów do pisowców, - i odwrotnie.
Powiem więcej. PiS i Platforma po prostu muszą ze sobą nieustannie wojować, gdyż ostateczna wygrana jednej z tych partii byłaby jednoznaczna z jej śmiercią polityczną, - gdyż ci definitywni zwycięzcy nie mieliby, na kogo winy zwalać i mamić ludzi, jacy źli są ci drudzy, którzy w każdej chwili mogą powrócić do władzy, - a jeszcze do tego na polską scenę polityczną mogłaby się nie daj Boże wedrzeć jakaś nowa jakość polityczna.
Więc dla zmyły, żeby obywatele myśleli, iż jest praworządnie i sprawiedliwie, obie te „wojujące ze sobą” partiokracje od czasu do czasu spektakularnie wymieniają się władzą w systemie wahadłowym. Po każdej takiej zmianie warty ludzie przez jakiś czas żyją w złudnym przeświadczeniu, że teraz już na zawsze będzie dobrze i uczciwie, a winni dostaną za swoje. A, gdy po jakimś czasie okazuje się, iż znowu jest jak było, zaś żadnemu przestępcy włos nie spadł z głowy, - następuje kolejna zmiana warty.
I czas najwyższy powiedzieć, że po wyborach 2015, rolę Gazety Wyborczej przejęła Gazeta Polska i internetowy portal „wPolityce”, - zaś jak obecnie słucham wypowiedzi niektórych działaczy PiS-u, że tylko oni mają monopol na prawdziwą polskość, bo to oni raz na zawsze Polskę zdekomunizują, - a jednocześnie widzę ilu byłych prominentnych pezetpeerowców piastuje w Prawie i Sprawiedliwości ważne funkcje partyjno-państwowe, zaś twarzą pisowskiej reformy sądowniczej zrobiono (Sic!) byłego funkcyjnego pezetpeerowskiego prokuratora to nie mogę się opędzić od myśli, że to nie tylko Donald Tusk, lecz także Jarosław Kaczyński „odgapił” od powojennych komunistów niezawodny i wypróbowany za komuny trick polegający na utwierdzeniu tym razem „ludu pisowskiego” w przeświadczeniu ich awansu społecznego, co w tym przypadku skutkuje przekonaniem wyborców PiS, że partia Kaczyńskiego będzie rządziła zawsze i jeden dzień dłużej, bo pisowcy są „lepszymi Polakami.
Sęk wszakże w tym, że choć napędzane siłą bezwładności PO-PIS-owskie „wojenne” perpetuum mobile pracuje nadal, - to Polska znajdująca się w stanie permanentnej wojny Polaków z Polakami wciąż drepcze w miejscu w pogoni za Europą pierwszej prędkości. Bo tak to już jest, że żadna władza nie może być silna i na dłuższy dystans sprawnie rządzić, - mając za sobą jedynie połowę obywateli.
Dlatego właśnie, od kilku dekad, co jakiś czas w trybie wahadłowym PiS i PO wymieniają się władzą, - i aż strach pomyśleć, iż być może właśnie o to chodzi.
I tak, niezależnie od tego, co się w Ukrainie wydarzy, wojna polsko polska będzie trwała nadal, a nienawiść jednych do drugich jeszcze się pogłębi, bo platformersi będą pisowcom tę fotkę pokazywać, - vide: https://m.salon24.pl/5f35d7546aa6c14456aac7d4abeca7db,860,0,0,0.jpg , a pisowcy będą im się tą fotografią rewanżować, - vide: https://cdn.prod.www.spiegel.de/images/bb68d36c-0001-0004-0000-000000009784_w948_r1.778_fpx68.7_fpy44.99.jpg .
Zaś „kropkę nad i” stawia fakt, że dzisiaj w programie Piaseckiego „Kawa na ławę”, dyskutujący o wojnie ukraińskiej i jej konsekwencjach dla nas, - posłanki i posłowie opozycji oraz partii rządzącej skoczyli sobie do gardeł z taką furią, iż przez chwilę się wydawało, że się wzajemnie pozagryzają.
Przemyślcie Państwo na spokojnie to, co napisałem i nie mówcie proszę, że znów jątrzę, - bo ja naprawdę chcę dobrze dla Polski, jako emerytowany nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa.
Krzysztof Pasierbiewicz (Echo24)
Post Scriptum
Muszę się Państwu pochwalić, że obchodzę dziś swoisty jubileusz, - bo to już dziesiąta z rzędu notka, którą mi Admini Salonu24 zamietli pod dywan nie nadając jej drugiego członu tagu klasyfikacji tematycznej.
Pozdrawiam tedy panią Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP Andrzeja Dudy pełniącą merytoryczny nadzór nad Biurem Dialogu i Korespondencji.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)