W niezapomnianych latach 60.
Jastarnia
prócz uroków niezwykłej urody Półwyspu
ofiarowała również letnikom za półdarmo
bogactwo owoców Bałtyku
Obiady
jadało się wtedy
u Wawrzyniaka
gdzie smażony na blasze
rozpływający się w ustach
puchaty dorszowy filet
smakował jak pokarm bogów
zaś u wrót tej legendarnej garkuchni
oczekiwały w pokorze
tasiemcowe kolejki
najbardziej znanych person
tamtych lat
Gdy upał już nieco zelżał
przed rybackimi chatami
na koślawych zydlach
wystawiano tace
mieniących się srebrem rolmopsów z gorczycą
i pachnące jałowcem patery
przesypywanych kryształami soli
świeżo wędzonych fląder
połyskujących w blasku gasnącego słońca
miodową barwą jantaru
Pod wieczór zaś
zaczynał się snuć po Jastarni
niezapomniany aromat
„świętego dymu”
starych kaszubskich wędzarni
wabiący
najwybredniejszych z wybrednych smakoszy
do tych zaczarowanych miejsc
gdzie jak w cynamonowych sklepach
na osmalonym, kutym ręcznie ruszcie
zwisały ciężko
ociekające jeszcze ciepłym sokiem
szkarłatno brunatne płaty
szlachetnego łososia
i
płaczące przekłutymi na przestrzał oczami
grona opasłych węgorzy
wędzonych z tajemną maestrią
na czereśniowym drewnie
owych
nieziemskich cymesów
o smaku
który podlany kieliszeczkiem „czystej”
przywracał wątpiącym pewność
że życie potrafi być piękne…
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)



Komentarze
Pokaż komentarze (42)