echo24 echo24
383
BLOG

Czemu wciąż musi trwać wyniszczająca Polskę wojna między Kaczyńskim i Tuskiem?

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 37
PiS - PO, jedno zło!

Motto: „Jesteśmy żadnym społeczeństwem. Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym. Może powieszą mię kiedyś ludzie serdeczni za te prawdy, których istotę powtarzam lat około dwanaście, ale gdybym miał dziś na szyi powróz, to jeszcze gardłem przywartym hrypiałbym, że Polska jest ostatnie na ziemi społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród. Kto zaś jedną nogę ma długą jak oś globowa, a drugiej wcale nie ma, ten - o! jakże ułomny kaleka jest.
Gdyby Ojczyzna nasza była tak dzielnym społeczeństwem we wszystkich człowieka obowiązkach, jak znakomitym jest narodem we wszystkich Polaka poczuciach, tedy bylibyśmy na nogach dwóch, osoby całe i poważne - monumentalnie znakomite. Ale tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł - i jesteśmy karykatury, i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi ... Słońce nad Polakiem wstawa, ale zasłania swe oczy nad człowiekiem...”
(Z listu Cypriana Kamila Norwida do Michaliny Dziekońskiej z 14 listopada 1862 roku)...
"

A teraz do rzeczy.

Od wielu lat męczy mnie postawione w tytule pytanie. Zastanawiałem się, dlaczego przez te wszystkie lata na polskiej scenie politycznej nie wykształtowała się żadna nowa jakość polityczna, która położyłaby kres bratobójczej wojnie polsko polskiej między partiami Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska? Widzicie Państwo przecież, co wygadują w czasie już rozpoczętej kampanii wyborczej objeżdżający Polskę patogennie się nienawidzący Donald i Jarosław.

I niestety dochodzę do wniosku, iż jest to pokłosie genialnej w swej prostocie komunistycznej sztuczki socjotechnicznej, o czym za chwilę, - polegającej na okresowo przemiennym utwierdzaniu raz jednych, raz drugich Polaków w poczuciu awansu społecznego, a co za tym idzie umacnianiu ich w przeświadczeniu, że przynależą do narodowej elity narodu, która jest lepsza od gorszej reszty społeczeństwa.

A teraz, celem historycznego uzasadnienia powyższego wniosku powtórzę wybrane fragmenty tego, co napisałem w styczniu 2011 w obszernym eseju pt. „Nabrani przez redaktora” – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/271686,nabrani-przez-redaktora będąc wszakże wówczas, jak dziś widzę błędnie przekonany, iż problem ten dotyczy tylko orędowników Platformy Obywatelskiej.  Oto te fragmenty, cytuję:

Jak starsi pamiętają, a młodsi niestety już nie, gdyż nie mieli się skąd o tym dowiedzieć, w latach powojennych (lata 40/50) komuniści dokonali bardzo sprytnej socjologicznej sztuczki. Z zacofanej i zabiedzonej prowincji przerzucono wtedy do miast rzesze prostych i niewykształconych ludzi. W miastach, zazwyczaj w pobliżu zakładów przemysłowych, pobudowano dla nich nowe dzielnice, a w nich bloki, które im się zdały pałacami. Potem im umożliwiono zrobienie zaocznej matury, co oni uznali za awans społeczny. To ci właśnie ludzie, z grubsza okrzesani w hotelach robotniczych i temu podobnych ośrodkach krzewienia kultury masowej, przepoczwarzyli się z czasem w coś w rodzaju „przyzakładowych wierchuszek”. Słowem ni pies, ni wydra, albo, jak kto woli bezideowy twór bez rodowodu.

W następnym pokoleniu (lata 60/70), ich dzieci pokończyły już częściowo studia tworząc grupę „nowej inteligencji”. Tu skłaniałbym się ku zastąpieniu terminu „nowa inteligencja” określeniem „klasa ludzi wykształconych w pierwszym pokoleniu”.

Po upadku komuny wydawało się przez moment, że nastąpi odrodzenie prawdziwych polskich elit, ale proces ten skutecznie storpedowali zbałamuceni przez pewnego redaktora wnukowie tych, których w latach 40/50 przesiedlono do miast. W tym przypadku, ten materiał ludzki został wykorzystany, trzeba przyznać sprytnie przez owego redaktora Gazety Wyborczej. Mechanizm był identyczny jak w okresie powojennym, czyli utwierdzenie ludzi w poczuciu społecznego awansu.

O ile sztuczka z „awansem społecznym prim” (tata 40/50) polegała na utwierdzeniu prostych i niewykształconych ludzi w przekonaniu, że przynależą do lepszej od reszty społeczeństwa awangardy władzy ludowej, to trik z „awansem społecznym bis” (po upadku komuny) polegał na utwierdzeniu ich już z grubsza okrzesanych i lepiej wykształconych wnuków w poczuciu, iż przynależą do grupy światlejszych i bardziej od reszty społeczeństwa postępowych elit III RP. W pierwszym przypadku wykorzystano ciemnotę i niedouczenie, w drugim próżność, pychę i kompleksy ludzi, których na swój prywatny użytek nazywam „intelektualnie nowobogackimi”.

Bezsprzecznie sprytny redaktor Gazety Wyborczej doskonale znał odbierającą rozum magiczną moc utwierdzenia „nowobogackiego inteligenta” w przekonaniu o przynależności do krajowej elity. Pan redaktor Michnik wiedział, że jak takiemu powie, że przynależy do crême de la crême III Rzeczypospolitej, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, to jeszcze będzie owego społecznego awansu (bis) bezkrytycznie bronił do ostatniej kropli krwi. Więcej, w obawie przed utratą nowego statusu wyróżniającego go ponad resztę „ciemnego” społeczeństwa, taki delikwent zrobi dosłownie wszystko, byle się świat nie dowiedział, co sobą reprezentuje naprawdę. I tu moim zdaniem leży tajemnica irracjonalnie wysokich notowań obecnie rządzącej partii Donalda Tuska, popieranej w znakomitej większości przez takich właśnie ludzi. Popierających bezkrytycznie, w obawie, że ewentualny upadek tej partii grozi weryfikacją elit, co dla nich oznaczałoby możliwość utraty ich awansu społecznego (bis).

A więc ważną rolą dziennikarzy jest wytłumaczenie im, że choć w większości przypadków kulturalni i całkiem nieźle wykształceni, stanowią jednakże grupę inteligencji szeregowej, której daleko do krajowych elit. Więcej, trzeba ich przekonać, że utrata bądź wyrzeczenie się ich nieuprawnionego statusu (przynależności do elity) to nie żadna klęska, ale wręcz przeciwnie, powrót na sprawiedliwie im przynależny szczebel w hierarchii społecznej. Że jeśli się z tym pogodzą, staną się bardziej autentyczni, a co za tym idzie bardziej wiarygodni. Że nie będą się musieli już bać o utratę nienależnego statusu. Że nie będą już musieli brnąć w zakłamanie. No i co najważniejsze, będzie im wtedy łatwiej się porozumieć z resztą społeczeństwa, że staną się znowu częścią narodowej wspólnoty….”, koniec cytatu.

Zdradzę Państwu także, iż ten tekst zauważył wtenczas Jarosław Kaczyński, o czym mnie poinformował listem urzędowym, w którym odniósł się do poszczególnych akapitów mojego eseju.

Dlaczego ten tekst przypomniałem?

Bo gdy patrzę, jaką ciemnotę wciskają do głowy zagorzałym miłośnikom Platformy podszczuwacze z antypisowskiej telewizji TVN24, ale także, gdy widzę, jakie bzdety i z jak dziecinną łatwością przekazuje „ludowi pisowskiemu” nie mniej zakłamana TVP Info, - odnoszę nieodparte wrażenie, iż mieszkam w kraju, gdzie media należące raz do jednych raz do drugich zamieniły Polskę w jeden wielki dom wariatów, a moja ojczyzna weszła już w ostatnie stadium paranoidalnej schizofrenii zrodzonej z maniakalnej nienawiści platformersów do pisowców, - i odwrotnie.

Powiem więcej. PiS i Platforma po prostu muszą ze sobą nieustannie wojować, gdyż ostateczna wygrana jednej z tych partii byłaby jednoznaczna z jej śmiercią polityczną, - gdyż ci definitywni zwycięzcy nie mieliby, na kogo winy zwalać i mamić ludzi, jacy źli są ci drudzy, którzy w każdej chwili mogą powrócić do władzy, - a jeszcze do tego na polską scenę polityczną mogłaby się nie daj Boże wedrzeć jakaś nowa jakość polityczna.

Więc dla zmyły, żeby obywatele myśleli, iż jest praworządnie i sprawiedliwie, obie te „wojujące ze sobą” partiokracje od czasu do czasu spektakularnie wymieniają się władzą w systemie wahadłowym. Po każdej takiej zmianie warty, ciemny lud przez jakiś czas żyje w złudnym przeświadczeniu, że teraz już na zawsze będzie dobrze i uczciwie, a winni dostaną za swoje. A, gdy po jakimś czasie okazuje się, iż znowu jest jak było, zaś żadnemu przestępcy włos nie spadł z głowy, - następuje kolejna zmiana warty.

I trzeba powiedzieć otwarcie, że po wygranych przez PiS wyborach 2015, rolę Gazety Wyborczej przejęła Gazeta Polska i internetowy portal „wPolityce”, - zaś jak obecnie słucham wypowiedzi niektórych działaczy PiS-u, że tylko oni mają monopol na prawdziwą polskość, bo to oni raz na zawsze Polskę zdekomunizują, - a jednocześnie widzę ilu byłych prominentnych pezetpeerowców piastuje w Prawie i Sprawiedliwości ważne funkcje partyjno-państwowe, zaś twarzą pisowskiej reformy sądowniczej zrobiono (Sic!) byłego funkcyjnego pezetpeerowskiego prokuratora, - widać już jak na dłoni, że zarówno Donald Tusk, a po nim także Jarosław Kaczyński „odgapili” od powojennych komunistów, niezawodny trick polegający na utwierdzeniu tym razem „ludu pisowskiego” w przeświadczeniu jego awansu społecznego, co skutkuje tym, że obecnie orędownicy partii Jarosława Kaczyńskiego uważają się za „lepszych Polaków”, którzy mają jedynie słuszną receptę na szczęśliwą Polskę. 

I tak, od kilku dekad, co jakiś czas w trybie wahadłowym PiS i PO wymieniają się władzą.

Obecnie rządząca partia Jarosława Kaczyńskiego doprowadziła już Polskę do krawędzi przepaści zarówno gospodarczej, jak moralno etycznej, - zanosi się tedy na kolejną zmianę warty, czyli przejęcie władzy przez partię Donalda Tuska.

Sęk wszakże w tym, że choć napędzane siłą bezwładności pisowsko peowskie wojenne perpetuum mobile pracuje nadal, - to Polska znajdująca się w stanie permanentnej wojny Polaków z Polakami wciąż buksuje w miejscu w pogoni za Europą pierwszej prędkości. Bo prawda jest taka, że żadna władza nie może być silna i na dłuższy dystans sprawnie rządzić mając za sobą jedynie połowę obywateli.

Powiem więcej. od parunastu tygodni panowie Tusk i Kaczyński objeżdżają Polskę w ramach już rozpoczętej kampanii wyborczej, ja zaś bacznie obserwuję te spotkania i wyraźnie widzę, że Polacy już nie kochają ani pana Kaczyńskiego, ani pana Tuska.

W jednym i drugim przypadku, czy u Kaczyńskiego, czy u Tuska, na sali siedzą posępni i zrezygnowani ludzie ze smutnymi minami, którzy od czasu do czasu zaklaszczą, na komendę klakiera. Słowem ludzie już Tuska i Kaczyńskiego nie słuchają tak jak kiedyś. W jednym i drugim przypadku uleciał gdzieś bezpowrotnie dawny entuzjazm ich potencjalnych wyborców. I ludzie to widzą, stąd ich pogłębiający się brak entuzjazmu.

Zarówno Tusk, Jak Kaczyński, jako wytrawni politycy widzą i czują, że nie ma już chemii między nimi, a ich niegdysiejszymi miłośnikami. Świadomość tej porażki zarówno u Kaczyńskiego, jak u Tuska skutkuje tym, że ci panowie za wszelką cenę i w desperacki sposób chcą czymś poderwać i zaskoczyć swoich sympatyków. Niestety u jednego i u drugiego sala milczy i od czasu do czasu grzecznościowo klaszcze. To z kolei skutkuje tym że przyzwyczajeni do owacji panowie Tusk i Kaczyński, choć starają się maskować, tracą kontrolę nad emocjami i dlatego jeden i drugi wygadują takie głupstwa, jakich jesteśmy świadkami, że tylko przypomnę, jak pan Tusk się odgrażał, że będzie siłą usuwał pisowców ze spółek skarbu państwa, a Pan Kaczyński dziś tak dotkliwie obraził miliony kobiet polskich.

Tak. Tak. Panowie Tusk i Kaczyński już się sami pogrążają, a te ich spotkania wyborcze to przysłowiowe ostatnie podrygi konającej ostrygi. To już są ogarnięci manią wielkości, całkowicie bezradni i wypaleni politycy, których Polacy już nie chcą.

Co zatem należy zrobić?

Moim zdaniem trzeba już raz na zawsze podziękować sypiącym sobie od lat piasek w szprychy i nienawidzącym się wzajemnie partiom: zarówno Jarosława Kaczyńskiego, jak Donalda Tuska, - i rozejrzeć się za jakąś całkowicie nowym ugrupowaniem politycznym, najlepiej ogniskującym nieuwikłanych w historyczne zaszłości i jeżdżących po świecie młodych Polaków, którzy już będą wiedzieli, jak sobie urządzić sprawnie zarządzaną oraz rzeczywiście nowoczesną Polskę. 

Jest jeszcze trochę czasu do wyborów 2023.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (37)

Inne tematy w dziale Polityka