echo24 echo24
200
BLOG

Dlaczego raz na zawsze trzeba skończyć z PO-PIS-em

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 28
Przebrała się miarka!

Czy ktoś potrafi mi jeszcze powiedzieć, czym – poza nazwą, kolorem partyjnych sztandarów i twarzami liderów – różnią się od siebie PO i PiS?

Pytam całkiem serio.

Bo im dłużej, jako bloger niezależny, obserwuję polską politykę, tym częściej odnoszę wrażenie, że przypomina ona teatr objazdowy.

Zmieniają się tylko dekoracje, a aktorzy zamieniają się rolami.

Publiczność raz bije brawo jednym, raz drugim. Ale scenariusz od dwudziestu lat pozostaje ten sam.

Oto właśnie umorzono śledztwo w sprawie „dwóch wież”.

Jeszcze zanim opadł kurz po tej decyzji, rozległ się polityczny lament. Roman Giertych uznał, że decyzja jest błędna. Ma do tego pełne prawo. Każdy obywatel może krytykować decyzje organów państwa.

Ale niemal równocześnie prof. Marcin Matczak – prawnik, którego trudno podejrzewać o sympatie wobec dawnej władzy – stwierdził, że jeśli materiał dowodowy nie dawał podstaw do wniesienia aktu oskarżenia, to prokuratorka postąpiła zgodnie z zasadami praworządności. Innymi słowy: zrobiła dokładnie to, co do niej należało.

I tu zaczyna się rzecz najciekawsza.

Jeżeli przez lata słyszeliśmy, że prokurator ma być niezależny od polityków, to czy ta zasada obowiązuje tylko wtedy, gdy wydaje decyzję zgodną z naszymi oczekiwaniami? Czy niezależny prokurator jest niezależny tylko wtedy, kiedy przyznaje rację „naszym”? A kiedy jej nie przyznaje, natychmiast staje się podejrzany?

Przecież dokładnie taki sposób myślenia krytykowano przez lata u Zbigniewa Ziobry. Zarzucano mu, że polityka próbuje podporządkować sobie wymiar sprawiedliwości, zaś politycy komentują decyzje procesowe tak, jakby to oni byli prokuratorami.

Jeżeli dziś identyczny mechanizm stosują politycy drugiej strony barykady, to powiedzmy to uczciwie: zmieniły się nazwiska, ale nie sposób myślenia.

I właśnie dlatego od lat twierdzę, że największym problemem Polski nie jest ani Platforma, ani PiS. Największym problemem jest PO-PiS.

To nie są dwie przeciwstawne filozofie państwa. To jest polityczny układ naczyń połączonych.

Jedni żywią się drugimi. Jedni straszą drugimi. Jedni potrzebują drugich jak ognia i tlenu.

Bez PiS-u Platforma nie miałaby swojego największego straszaka. Bez Platformy PiS straciłby połowę politycznego paliwa.

To nie jest wojna. To jest polityczny biznes oparty na wzajemnym podtrzymywaniu konfliktu.

A obywatel?

Obywatel odgrywa rolę kibica, któremu co cztery lata sprzedaje się ten sam mecz. Raz w koszulkach biało-czerwonych, raz niebiesko-pomarańczowych. Emocje są autentyczne. Wynik bywa różny. Ale właściciel stadionu pozostaje ten sam.

Dlatego nie pytam już, kto wygra następne wybory. Pytam, kiedy wreszcie skończy się ten spektakl.

Bo państwa nie da się naprawić wyłącznie przez wymianę lokatorów w ministerialnych gabinetach.

Jeżeli każda kolejna ekipa przejmuje po poprzedniej nie tylko biurka, ale również metody działania, to nie mamy do czynienia ze zmianą. Mamy do czynienia z recyklingiem władzy.

Rodzi się tedy pytanie, co zatem zrobić?

Po pierwsze – raz na zawsze odpolitycznić prokuraturę. Niech prokurator odpowiada wyłącznie przed prawem i własnym sumieniem, a nie przed politycznym zapotrzebowaniem dnia.

Po drugie – ograniczyć wszechwładzę partyjnych central. Poseł ma reprezentować obywateli, a nie prezesa swojej partii.

Po trzecie – stworzyć takie reguły wyborcze, które dadzą realną szansę nowym środowiskom politycznym. Demokracja nie może przypominać meczu rozgrywanego wyłącznie przez dwie drużyny, które od lat mają zarezerwowane miejsce na boisku.

Po czwarte – przywrócić jedną prostą zasadę: identyczne czyny powinny być oceniane identycznie, niezależnie od tego, kto ich się dopuszcza. Jeżeli coś było skandalem za jednych rządów, nie może stawać się cnotą po zmianie władzy.

I wreszcie po piąte – najwyższy czas, abyśmy jako wyborcy przestali głosować z nienawiści. Demokracja nie polega na tym, żeby wybrać „naszych” przeciwko „tamtym”. Demokracja polega na tym, żeby wybierać najlepszych.

Czy to łatwe? Nie.

Czy możliwe? Tak. Ale pod jednym warunkiem.

Musimy wreszcie przestać zachowywać się jak kibice dwóch zwaśnionych klubów i zacząć zachowywać się jak właściciele państwa.

Bo państwo nie należy ani do Platformy, ani do PiS-u.

Państwo należy do obywateli.

A jeśli obywatele nadal będą pozwalali dwóm wielkim partiom odgrywać ten sam spektakl z niezmiennym scenariuszem, to za kilka lat znów będziemy oburzeni na dokładnie te same zjawiska.

Zmieni się jedynie obsada.

I wtedy pozostanie już tylko zadać pytanie, które od dawna nie daje mi spokoju:

Czy naprawdę rządzą nami politycy, czy może od dwudziestu lat rządzi nami ten sam mechanizm PO-PiS-u?

Bo jeśli to drugie, to najwyższy czas przestać zmieniać aktorów.

Najwyższy czas zmienić sztukę.

Ktoś zaprzeczy?

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki AGH, bloger niezależny)

P.S. Ilustracje felietonu wykonała sztuczna inteligencja, którą poprosiłem o zilustrowanie tekstu.


Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Polityka