echo24 echo24
3461
BLOG

Popłoch w Kancelarii Prezydenta Nawrockiego

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 22
Co będzie, jeśli za oceanem zmieni się polityczny wiatr?

Motto: Sens działalności blogerskiej upatruję między innymi w tym, że bloger może wyartykułować głośno to, czego politykowi powiedzieć nie wolno, bądź nie wypada.

Przyznam Państwu, że chciałbym teraz zajrzeć za kulisy Pałacu Prezydenckiego. Nie po to, żeby podsłuchiwać, lecz żeby zobaczyć miny ludzi, którzy jeszcze niedawno mogli wierzyć, że Donald Trump będzie wiecznym patronem ich politycznego świata.

A tu masz babo placek!

Według przytoczonych doniesień poparcie dla Trumpa spadło do 31–33 procent, a w ogólnokrajowym sondażu dotyczącym wyborów do Kongresu Demokraci wyprzedzają Republikanów o 12 punktów procentowych. Oczywiście sondaż sondażem, a wynik wyborów wynikiem wyborów. Ale politycy, którzy jeszcze wczoraj grzali się w blasku amerykańskiego prezydenta, dziś mogą mieć powody, by nerwowo zerkać na kalendarz.

Bo co będzie, jeśli za oceanem zmieni się polityczny wiatr?

I tu dochodzimy do Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. Nie twierdzę, że w Kancelarii Karola Nawrockiego zapanował a panika. Nie siedzę przecież pod biurkiem prezydenckich doradców. Ale nietrudno sobie wyobrazić, że ludzie, którzy tak chętnie fotografowali się na tle amerykańskiej potęgi, zaczynają dziś uważniej śledzić amerykańskie sondaże.

Bo polityczny patron, który jeszcze wczoraj wydawał się niezniszczalny, jutro może mieć własne kłopoty. A wtedy trzeba będzie sobie radzić bez jego uśmiechu, poklepywania po plecach i uroczystych deklaracji o przyjaźni.

Przypomnę więc, że już w lutym 2025 roku napisałem na Salonie24 tekst zatytułowany „Od kilku lat ostrzegałem, że wcześniej czy później Stany Zjednoczone Europę wykolegują”. Wcześniej, bo już w latach 2019–2023, przestrzegałem przed dziecinną wiarą w bezinteresowność amerykańskiego sojusznika.

Pisałem o kosztownych zakupach uzbrojenia, o ustawie 447, o dyplomatycznych reprymendach i o tym, że w polityce międzynarodowej sentymenty ustępują miejsca interesom. Przypominałem również, że polscy politycy mogą sobie opowiadać o szczególnych stosunkach z Waszyngtonem, ale nie powinni mylić przyjacielskiego uśmiechu z gwarancją, że w godzinie próby ktoś za nas nadstawi karku.

Za te ostrzeżenia obrywałem od pisowców, którzy okrzyknęli mnie defetystą i niemal zdrajcą narodowym. Platformersi natomiast woleli nie zaprzątać sobie nimi głowy.

No i proszę! Historia znów przypomina, że w polityce nie należy brać folderów reklamowych za polisę ubezpieczeniową.

Nie chodzi mi przy tym o to, że spadek popularności Trumpa automatycznie oznacza koniec amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Stany Zjednoczone mają swoje strategiczne interesy w Europie, a sojusz NATO nie jest prywatnym klubem jednego prezydenta. Rzecz w czymś innym: Polska nie może budować swojego poczucia bezpieczeństwa na wierze, że w Białym Domu zawsze będzie siedział ktoś, kto nas lubi.

A jeśli chodzi o Pałac Prezydencki, mam dla jego lokatorów radę nader prostą: mniej wiary w polityczne osobowości, więcej myślenia o trwałych interesach państwa. Mniej fotografii z możnymi tego świata, więcej poważnej pracy nad bezpieczeństwem Polski.

Bo może się przecież zdarzyć, że amerykański prezydent będzie miał na głowie własny Kongres, własnych wyborców i własne problemy. I wtedy Polska, choćby nie wiem jak pięknie oprawiała portrety sojuszników, będzie musiała przede wszystkim liczyć na własną mądrość, własną dyplomację i własną zdolność do obrony.

A na koniec pozwolę sobie na szpilkę, jak przystało na krakowskiego felietonistę.

Otóż chciałbym zobaczyć miny tych wszystkich politycznych admiratorów Donalda Trumpa, którzy jeszcze niedawno patrzyli na niego jak na amerykańskiego króla Słońce, przekonani, że wystarczy ogrzać się w blasku jego majestatu, by samemu nabrać politycznego splendoru.

Szczególnie ciekaw jestem, jak tę zmianę pogody za oceanem objaśni prezydencki doradca społeczny, profesor Andrzej Nowak. O Bielanie, Cenckiewiczu i Przydaczu nie wspominam, - bo się wstydzę. Czy doczekamy się kolejnej historycznej analogii, z której wyniknie, że nawet gdy Trump traci poparcie Amerykanów, to i tak jest to jakiś podstęp historii wymierzony w odwiecznych wrogów Polski? Panie Profesorze, historia historią, ale sondaże mają tę nieznośną właściwość, że nie zawsze czytają podręczniki napisane przez historyków!

A jeśli nasz amerykański idol rzeczywiście straci polityczny blask, pozostanie pytanie, czy pałacowi entuzjaści Trumpa odkryją nagle uroki europejskiej solidarności, czy też zaczną gorączkowo szukać nowego patrona.

A tu, proszę Państwa, Ameryka zaczyna zmieniać dekoracje, orkiestra fałszuje, a złote fotele mogą się okazać zwykłymi krzesłami z poczekalni.

I co wtedy zrobią nasi trumpolodzy z Pałacu Prezydenckiego? Czy będą udawać, że od początku cenili przede wszystkim europejską solidarność? Czy może ogłoszą, że Donald Trump zawsze był nieprzewidywalny, tylko oni — w swej niepojętej przenikliwości — nie chcieli tego wcześniej mówić?

W Krakowie powiedzielibyśmy krótko: z wielkiej chmury mały deszcz, a z wielkiego sojusznika — kłopotliwy telefon, na który nikt już nie oddzwania.

I jeszcze jedno. W polityce, podobnie jak w życiu, niebezpiecznie jest zakochać się w kimś, kto traktuje uczucia jak transakcję handlową. 

Zwłaszcza gdy narzeczony mieszka za oceanem, ma własne interesy, a rachunek za kolację przysyła do Warszawy.

Morał? Zanim nasi pałacowi romantycy znów zaczną śpiewać serenady pod oknem Białego Domu, niech sprawdzą, czy gospodarz jeszcze jest w domu. Bo może już pakuje walizki — a oni zostaną na ganku z gitarą, rachunkiem i patriotycznym wzruszeniem.

Powiem więcej. Tego felietonu nie opublikują ani media prawicowe, ani liberalne. Dlaczego? Na to pytanie sami już sobie Państwo odpowiedzcie.

Krzysztof Pasierbiewicz

Emerytowany nauczyciel akademicki, niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa. 

Wiadomość z ostatniej chwili (!!!) 

Dzisiaj prawica przegrała wybory w Serbii i Brazylii

Najtrafniejszy komentarz:

@Piotr L [ 26 października 2026, 20:38]

Tymczasem prof. Norman Davies mówi tak:

"I to jest oczywiście katastrofalne dla świata. Katastrofalne, jeśli do tego dojdzie (współpraca Trumpa z Putinem). Trump ma tak ograniczoną inteligencję, że nie widzi niebezpieczeństwa takiej współpracy. Myśli w kategoriach transakcji handlowych, pieniędzy przede wszystkim. On i jego rodzina robią miliardy dolarów z tej prezydentury."

Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (22)

Inne tematy w dziale Polityka