Przed kilkoma dniami napisałem notkę pt. „Panie Andrzeju! Negowania „In vitro” nie da się obronić”, zaczynającą się od słów, cytuję:
„Zwracam się do dra Andrzeja Dudy.
Panie Andrzeju! Nie wnikam w aspekty etyczno-biologiczno-religijne za i przeciw „In vitro”.
Natomiast chcę Panu coś powiedzieć zwyczajnie, po ludzku.
Moi Przyjaciele mają córkę poczętą dzięki „In vitro”. Jest wspaniałą, zdolną i piękną dwudziestodwuletnią dziewczyną. Rówieśniczką mojej jedynaczki, którą kocham nad życie.
Ale zaręczam Pana, że Marysię, bo tak ma na imię córka moich Przyjaciół, jej rodzice kochają tak samo jak ja, moją naturalnie poczętą Julkę…”, koniec cytatu.
Notkę opatrzyłem zdjęciem dwu kilkuletnich dziewczynek, a pod zdjęciem zadałem pytanie, cytuję:
„Czy ma znaczenie, która z tych dwu szczęśliwych dziewczynek była poczęta "In vitro"?
Niestety większość czytelników przeoczyło zaznaczone na czerwono zdanie, cytuję:
"Nie wnikam w aspekty etyczno-biologiczno religijne za i przeciw „In vitro”...", koniec cytatu.
A nie wnikam dlatego, że za mało wiem na ten temat i nie chcę się wymądrzać nie czując do końca problemu.
Niestety notka ta wywołała zażartą dyskusję, z której wynikało, iż komentujący wyciągnęli z mojej notki błędny wniosek, że ja jestem bezkrytycznym zwolennikiem metody „In vitro”.
Więc wyjaśniam, że rzeczoną notkę napisałem dlatego, iż chciałem zasygnalizować, że pan Andrzej Duda nieopatrznie podparł się zdaniem episkopatu w sprawie metody „In vitro”, w efekcie czego media mainstreamowe będą mu chciały przyprawić gębę „katolickiego oszołoma”, który stanowisko episkopatu przedkłada ponad konstytucję Rzeczpospolitej, co ma nota bene właśnie miejsce w dyskursie publicznym.
Ale widzę, że pan Andrzej połapał się, że dziennikarze wciągnęli go w podstępną pułapkę, bo dziś rano zapytany przez nich, czy zgadza się na "in vitro" bardzo mądrze odpowiedział, że ustawa o "in vitro" przygotowana przez Platformę jest ułomna, zawiera wiele błędów i on tej ustawy w takiej formie nie podpisze.
Gdyby pan Andrzej tak mówił od początku, nie byłoby tej całej wrzawy.
I dlatego właśnie napisałem moją "ostrzegawczą" notkę.
Natomiast wszystkim Gościom mojego blogu oświadczam, że w nadchodzących wyborach prezydenckich zagłosuję na Andrzeja Dudę, choćby tylko po to, żeby tych wyborów nie wygrał Bronisław Komorowski, bo to byłby koniec Polski moich marzeń.
Krzysztof Pasierbiewicz (nauczyciel akademicki)


Komentarze
Pokaż komentarze (48)