193 obserwujących
2622 notki
5792k odsłony
  1543   0

Magia namiętności - odcinek (8)

Władza

W kraju ster rządów przejął Edward Gierek zapowiadając liberalizację swobód demokratycznych. Był piękny lipcowy dzień roku 1971. Ewa krzątała się w kuchni, a Krzysztof zamknięty w salonie i wkuwał do egzaminu. Jasiu, który jak zwykle w drodze na uczelnię wpadł do nich na chwilę, brzdąkał na gitarze popychając nogą huśtawkę, co Marynka nagradzała radosnym śmiechem.

– Ktoś puka! Nie słyszycie? – zawołała Ewa zajęta odcedzaniem ziemniaków. – Już otwieram! – odkrzyknął Krzysztof.

Przed drzwiami, w służbowym mundurze i paskiem pod brodą stał sąsiad, funkcjonariusz milicji w stopniu porucznika, niejaki Zdzisław Gurdziel.

– A cóż Pana do nas sprowadza? – spytał Krzysztof.

– Będzie pan dziś jeździł samochodem? – burknął porucznik urzędowym tonem.

– Chyba nie. A dlaczego…?

Milicjant nie pozwolił mu dokończyć zdania i przeszedł do rzeczy: – No to pożycz mi pan tego volkswagena, bo muszę zawieźć siostrę na wieś.

– No, wie pan, wolałbym nie, bo to nowe auto – tłumaczył się nieporadnie Krzysztof.

Porucznik Gurdziel obciągnął mundur, poprawił pasek pod brodą, zrobił służbową minę i wziąwszy się pod boki zasyczał przeciągając głoski:

– Cooo?! Z Milicją Obywatelską chcesz walczyć? Z władzą chcesz wojować?

Rozsierdzony do żywego Krzysztof odbił piłeczkę:

– Z milicją nie, ale z takim cwaniakiem jak pan to i owszem.

– No to zobaczymy! – wycedził przez zęby sąsiad. – Jeszcze pożałujesz!

Co za kawał chama! Już zdążył ciołek zapomnieć, jak mu pisałem wypracowania z polskiego, gdy robił zaoczną maturę – mruknął pod nosem Krzysztof.

– Kto to był?! – wołała z kuchni Ewa.

– Wyobraź sobie, że ten sąsiad z lewej chciał na mnie wymusić, żebym mu pożyczył mojego garbusa. – I co? – pytała, skupiona na siekaniu koperku.

– Odmówiłem, bo w przeciwnym razie stale by przyłaził.

– To dobrze! Bo nie wiem, czy pamiętasz, że mamy dziś z Marynką jechać do lekarza.

Po obiedzie troskliwa matka ubrała podziębione dziecko.

– Biegnijmy szybko do auta, bo strasznie dziś wieje! – ponaglała. Gdy dobiegli do samochodu, Krzysztof zaskowyczał:

– A to skurwysyny!!!

– Jak ty się wyrażasz przy dziecku! – oburzyła się Ewa. 

– No to popatrz! – warknął.

Zaparkowany pod domem garbus stał na felgach.

– Kurwa! Wszystkie cztery gumy pocięte na amen! – zapienił się Krzysztof.

– Opanuj się! Proszę! Bo przestraszysz dziecko! – napominała Ewa osłaniając płaszczem Marynkę.

Raptem rozległ się hałaśliwy rechot. W oknach ubeckiego bloku sąsiadki zanosiły się szyderczym śmiechem. – Nie bedzie se już dupy woził inteligent pierdolony! Ha!, Ha!, Ha! – zaśmiewała się żona ubeka z parteru. – Zmajstrowali bachora, to niech siedzą w domu! – wtórowała połowica milicjanta z pierwszego piętra.

– Trzeba wezwać milicję! – jęknęła Ewa.

– Jaką milicję?! Co ty wygadujesz? Przecież to ich kumple! – ofuknął ją Krzysztof.

Marynka zaczęła płakać.

– Wracamy do domu! – warknął.

Gdy odchodzili od auta z okien rozległo się tryumfalne wycie.

– Trzeba ją szybko położyć do łóżka, bo czuję, że ma coraz wyższą remperaturę – ponaglała Ewa wspinając się na czwarte piętro z Marynką na ręku.

– Pobiegnę przodem i rozścielę łóżeczko! – rzucił przez ramię.

Paroma susami dopadł drzwi mieszkania. Niestety klucz nie wchodził do zamka.

– Co jest, do cholery!?

I znów poczuł tętnienie krwi w skroniach. W zamku tkwił ułamany gwóźdź.

– A to sukinsyny! – przestał panować nad sobą.

– Prosiłam, byś nie klął przy dziecku – skarciła go zasapana Ewa.

– Przepraszam! Ale tylko popatrz! Ta ubecka swołocz ułamała nam gwóźdź w zamku! Zrozpaczona matka usiadła na schodach i tuląc gorączkującą Marynkę rozbeczała się, jak mała dziewczynka.

Nie płacz! Proszę! Nie dawaj bydlakom satysfakcji! – syknął. Posiedźcie tu, a ja skoczę do najbliższej budki.

Zziajany wykręcił numer do Adasia.

– Cześć stary! Musisz mi jakoś pomóc! Ci ubeccy szubrawcy poprzecinali mi wszystkie opony! A jeszcze do tego zablokowali nam gwoździem zamek i nie możemy się dostać do domu! Marynka jest chora i nie wiem, co robić! Wymyśl coś, kurwa, bo nie ręczę za siebie i pozabijam tych bydlaków!!! Gdzie ja teraz dostanę opony? Pewno w Peweksie też nie mają?

– Uspokój się! Szkoda zdrowia! Pożyczę od kuzyna syrenkę! Poradzimy sobie! – pocieszał kolegę Adaś. – Zaraz do was przyjadę! Wezmę z sobą wiertarkę i jakoś otworzymy ten zamek.

– Dzięki! – odsapnął z ulgą Krzysztof.

– Nie ma sprawy – odpowiedział kolega. – A tak na marginesie, to już tyle razy ci radziłem, żebyś się zapisał do partii i dadzą ci spokój.

– Chyba nie mówisz poważnie!? – zjeżył się Krzysztof. – Ojciec by się w grobie przewrócił! Nie rozumiesz tego?

– Jak zwykle przesadzasz – ciągnął wątek Adaś.

– Stary! Proszę! Przestań pieprzyć! Co ty kurwa wygadujesz? Mam się wysługiwać komuchom, którzy mi ojca wykończyli? Gdzie ty masz człowieku honor!? Skurwili ludzi, oddali nas pod sowieckiego buta i na każdym kroku niszczą przyzwoitych ludzi! – pienił się Krzysztof.

– Pierdolisz kolego – odgryzł się Adaś, przełykając ślinę. – Nasłuchałeś się w domu tych wszystkich andronów o patriotyzmie, nadrzędnych wartościach i temu podobnych banialukach. A mnie to gówno obchodzi. A tobie dobrze radzę, żebyś patrzył, gdzie i z czego żyjesz. Pamiętaj! Najważniejsze to dobrze się ustawić.

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale