195 obserwujących
2575 notek
5731k odsłon
  2002   0

„Kto się urodził leszczem, szczupakiem nie skończy”

Motto filmowe: https://www.youtube.com/watch?v=awCEkYfJgTc

Prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej opróżnili szafę Kiszczaka i znaleźli kwity na Lecha Wałęsę, a w kraju rozgorzała zażarta dyskusja, czy Wałęsa to cwaniak i wyzuty z sumienia arogant, czy też skażony małoznaczącym incydentem współpracy z SB bohater narodowy, który wywalczył nam wolność.

Zacznę od tego, że moja dwudziestotrzyletnia letnia córka zadała mi niedawno kłopotliwe pytanie, dlaczego jako człowiek z doktoratem i znajomością języków obcych nie mam kupy pieniędzy i luksusowego domu z basenem, jak niektórzy rodzice jej rówieśników. A jak jej odpowiedziałem skrótowo, że dlatego, iż nigdy się nie zapisałem do PZPR-u i odmówiłem współpracy z bezpieką, bo się za żadne pieniądze nie sprzedam - moja córka po dłuższym namyśle zapytała mnie: „no to, czy warto było tato?”.

Odpowiedziałem jej, że nie mogłem się skundlić, bo przewróciłby się w grobie mój Ojciec, a ona jest jeszcze za młoda, żeby to w pełni zrozumieć. I opowiedziałem córce, jak na pierwszym roku studiów pierwszy sekretarz PZPR mojej Almae Matris Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie zaproponował mi wstąpienie do partii, a ja dałem mu stanowczą rekuzę. Że postąpiłem tak, dlatego, bo jak mnie chciano do PZPR-u skaperować przypomniałem sobie pogrzeb mojego zamęczonego przez ubecję Taty i moment, kiedy, jak ksiądz rozpoczął modlitwę nad grobem, choć cały krakowski Cmentarz Rakowicki był obstawiony tajniakami, raptem wśród żałobników zrobiło się jakieś dziwne zamieszanie i rozległy się zaaferowane szepty. To przyjaciele Taty z konspiracji wkroczyli do akcji i nie wiedzieć, jakim cudem na trumnie pojawiła się wiązanka biało czerwonych goździków z szarfą, na której widniał napis: „Naszemu kochanemu dowódcy przyjaciele z piątki Armii Krajowej”. Powiedziałem córce, że choć jako sześcioletni chłopiec nie mogłem wtedy rozumieć w pełni, co się dzieje, to jednak w mojej polskiej duszy na całe życie zakodował się wtenczas kanon, że pewnych zasad za żadną cenę nie wolno zdradzić.

Opowiedziałem też córce, jak tę samą scenę z pogrzebu jej dziadka przypomniałem sobie po raz wtóry, gdy na początku lat siedemdziesiątych, kiedy pracowałem już na uczelni, ubecja zaproponowała mi współpracę, gdyż los zrządził, że miałem kilku przyjaciół w sferach ówczesnej dyplomacji zachodniej w Warszawie. Pokusa była przeogromna, bo przedstawiono mi wizję nader intratnej posady i luksusowego mieszkania w samym centrum stolicy. A jednak, ani mi do głowy nie przyszło by się zgodzić na splugawienie zasad, które przekazał mi Ojciec, choć go prawie nie znałem.

I tak się złożyło, że w tym samym czasie, kiedy jako młody asystent AGH odmawiałem ubecji współpracy, równie młody robotnik ze Stoczni Gdańskiej o nazwisku Lech Wałęsa taką współpracę podjął, co najgorsze dla pieniędzy, czego dowody niestety właśnie znaleziono i już chyba nikt nie ma wątpliwości, dlaczego ów słynny elektryk był takim zawziętym przeciwnikiem lustracji.

Ktoś może teraz powiedzieć, że Wałęsa wyszedł z prostego domu i przecież wszędzie są ludzie i ludziska.

Oczywiście, i dlatego jestem skłonny przyznać rację tym, którzy uważają, że choćby z przyczyn wizerunkowych, Polacy nie powinni odmawiać Wałęsie zasług, jakie ma przy swoim większym, bądź mniejszym udziale w procesie obalenia komunizmu w Polsce.

Lecz wybaczcie Państwo, ale mój szacunek dla Wałęsy skończył się w tę noc, kiedy między innymi przy udziale Tuska i Pawlaka obalano rząd Jana Olszewskiego. Nigdy nie zapomnę odmalowanego na twarzy Wałęsy wyrazu nienawistnie wynaturzonej prostackiej satysfakcji w momencie ogłoszenia przez Sejm upadku pierwszego po wojnie prawicowego polskiego rządu. Zrozumiałem wtedy, że w sejmowej loży prezydenckiej siedzi urodzony wielki Szu, który bezobciachowym blefem i znaczonymi kartami ograł w finałowej partii dziesięciomilionową Solidarność. Że to wyzuty z sumienia mały człowiek, dla którego dylematy moralno etyczne znaczą mniej niż niegdysiejsze śniegi.

Zaś ja głupi z jego imieniem na ustach biłem się za niego z ZOMO w Nowej Hucie narażając życie, a potem na niego głosowałem w wyborach prezydenckich. A on mnie po prostu zdradził i przez całe lata trzymał sztamę z post komuszą sitwą tworzącą na sępa obłudne pryncypia Trzeciej Rzeczpospolitej. I teraz już wiem, że to człowiek z plasteliny nie marmuru.

Być może Wałęsa rzeczywiście przechytrzył komunistów, powtarzam „być może”, bo nie wykluczam także możliwości dogadania się rzeczonego z komunistami, którzy już wiedzieli, że nie utrzymają władzy i postanowili przekazać kontrolę nad państwem post-komunistycznym beneficjentom okrągłego stołu, co jak życie właśnie pokazuje wcale nie musi być teorią spiskową, jak nam przez lata wmawiano. I ja w każdym razie nigdy mojej córce nie postawię Wałęsy za wzorzec.

Ale na litość Boską, nie róbcie męża stanu i narodowego bohatera  z zachłannego na szmal cwanego prostaka z Matką Boską Częstochowską w klapie garnituru za cholerę niechcącego na nim leżeć, który z premedytacją wykorzystał szansę, jaką przypadkiem dała mu historia państwa z wielowiekowym dziedzictwem kultury wysokiej i korzeniach narodowo chrześcijańskich.

Dlaczego napisałem tę przyznaję kontrowersyjną notkę?

Bo chcę przestrzec, szczególnie ludzi młodych, którzy nie mają pojęcia, jak to kiedyś było, że choć wybory wygrała szeroko pojęta prawica, post-komusza sitwa jeszcze nie zginęła i wciąż łby podnosi - vide pupilkowie Wałęsy na odległość cuchnący lewactwem Petru i Schetyna.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)

Post Scriptum

Myślę, także, iż nadeszła pora by nowe polskie władze zwróciły honor jednemu z najlepszych polskich pisarzy i historyków zarazem Waldemarowi Łysiakowi, który znacznie wcześniej niż Piotr Gontarczyk i Sławomir Cenckiewicz został obłożony klątwą ostracyzmu i zmowy milczenia właśnie za to, że jako pierwszy w książce pt. „Rzeczpospolita kłamców, SALON” zdemaskował prawdziwy rodowód i władzotwórczo-opiniotwórczy terror poprawności politycznej RÓŻOWEGO SALONU mazowieckiej Warszawki i podwawelskiego Krakówka, - owych bezkarnych do dnia dzisiejszego dystrybutorów kłamstwa, którzy z łasego na pochlebstwa "elity" Lecha Wałęsy zrobili sobie posłuszną swej woli pacynkę.

Zobacz galerię zdjęć:

Lubię to! Skomentuj72 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale