192 obserwujących
2837 notek
6077k odsłon
  1574   0

Trybunałki, ministranci i jagielloński klan Zollów

UWAGA! Trudny przekaz tylko dla kumatych!

Motto muzyczne:https://www.youtube.com/watch?v=4pOitHlghW0

Wczoraj miałem zaszczyt bycia świadkiem tegorocznej edycji Święta Prawników, imprezy już po raz 13. odbywającej się w Krakowie, której uczestnicy wzięli udział w seminarium nt. „Jaki Trybunał?”, które odbyło się w Auli Jagiellońskiej Collegium Maius UJ.

Dyskusja miała dotyczyć prawnej analizy historii i funkcji sądów konstytucyjnych w krajach europejskich oraz trwającego kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Miały być też przedstawione i przedyskutowane propozycje reform TK, które w zamierzeniu miały stanowić rozwiązanie kompromisowe i zakończyć przedłużający się impas.

W roli ekspertów rzeczonej debaty wystąpili:

prof. dr hab. Mirosław Granat - sędzia TK w stanie spoczynku
prof. dr hab. Andrzej Dziadzio
dr Arkadiusz Radwan - Instytut Allerhanda (prezes, moderator seminarium)
dr Jacek Sokołowski - Instytut Allerhanda

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że nie jestem prawnikiem, więc nie będę się silił na merytoryczną ocenę debaty, co by mi nawet nie przyszło do głowy, a na to sympozjum poszedłem na sępa, jako szeregowy obywatel żywo zainteresowany aferą wokół Trybunału Konstytucyjnego i ze wstydem przyznaję także cichą nadzieją, że „będzie się działo”.

Jak wszedłem na obrosły mchem sławy dziedziniec Collegium Maius zoczyłem gromadkę, jak się okazało starannie wyselekcjonowanych seminarzystów kornie oczekujących aż zostaną wprowadzeni do prastarej Mekki wszech nauk. Kiedy w końcu zaczęto wpuszczać, na bramce skrupulatnie sprawdzano, kto zacz, ale wszedłem bez większego problemu, gdyż mam swoje sposoby, których jednak nie zdradzę, bo to moja tajemnica „śledczego blogera”.  

Aula Jagiellońska może rzeczywiście powalić na kolana. To uświęcone w polskiej tradycji uniwersyteckiej miejsce, gdzie obecnie nadaje się tytuły doktora honoris causa oraz inauguruje, co ważniejsze międzynarodowe konferencje naukowe muszę przyznać robi powalające wrażenie. Przy ścianie od wejścia są stalle (ławy) dla publiczności, naprzeciw stalle członków Senatu, w środku bogato zdobiona złotem Katedra Rektora i Prorektorów. Na ścianach zaś puszy się galeria niezwyczajnie ciasno upakowanych portretów królów polskich, biskupów krakowskich, a przede wszystkim rektorów i profesorów Uniwersytetu.  

Jeszcze przed rozpoczęciem sympozjum przystąpił do pracy rój kamerzystów, których nota bene przez moment było więcej niż zebranych w Auli. A wszystko po to, by ludzie sobie nie myśleli, że na Uniwersytecie Jagiellońskim nic się nie dzieje. Z rozbawieniem patrzyłem jak odpowiednio wytresowani operatorzy filmowali naukowych tuzów Wszechnicy Jagiellońskiej we wszystkich możliwych profesorskich pozach i profilach bacząc jednak pilnie by w tle obowiązkowo się znalazły wiszące na ścianach portrety prastarych luminarzy nauk.

Jakbym miał jednym zdaniem określić atmosferę panującą wczoraj w Auli Jagiellońskiej powiem, że przypominała jakieś dziejowe nabożeństwo żałobne. Bowiem wszyscy byli śmiertelnie poważni, skupieni, uduchowieni i próżno było szukać choćby grama luzu i śladu uśmiechu, - słowem emfatyczny majestat aż do granic bólu, i choć mamy już XXI wiek wszyscy spięci i nadęci jeszcze bardziej niż Ci spoglądający na nich z portretów wiszących na ścianach. Tylko zapachu kadzidła brakowało. A wszystko tonęło we wzajemnych ukłonach oraz wypowiadanych półgłosem grzecznościach i komplementach w formule, że się tak wyrażę pinpongowej.  

I choć w stallach dla uniwersyteckiej elity przeświecały pustki, młody uczelniany narybek legalistyczny usadzono na dostawkach, żeby póki co znali swoje miejsce w szeregu. Czuło się średniowieczną ascezę i galicyjski porządek w myśl maksymy Franca Jozefa „ordnung muss sein”.

Po auli z nieskrywanym lękiem w oczach krzątali się młodzi pracownicy naukowi Wydziału Prawa i Administracji usadzający przybyłych na debatę gości na miejscach stosownych do rangi naukowej.  Ci aspirujący do ewentualnej kariery „wolontariusze”, jak ich nazywał moderator prowadzący seminarium, jako żywo przypominali mi służących do mszy ministrantów, bo za każdym razem przemykając chyłkiem przed katedrą rektora, gdzie zasiedli dostojni paneliści, z nabożną atencją pochylali głowy, jakby chcieli przyklęknąć przed ołtarzem.

Oczekiwałem, że będzie burzliwa debata. Tymczasem byłem świadkiem krasomówczych popisów panów profesorów bacznie pilnujących by młodzi doktorzy, a szczególnie na moje oko dobrze rokujący, acz na standardy jagiellońskie zbyt wyzwolony dr Jacek Sokołowski, któremu nieopacznie się wyrwało, że Trybunał Konstytucyjny utracił legitymizację - broń Boże czegoś więcej niepoprawnego politycznie nie chlapnęli. Panowie profesorowie przebijali się znajomością rzeczy szermując nazwiskami znanych europejskich konstytucjonalistów i oraz ich teorii prawnych grzęznąc w coraz mniej istotnych szczegółach odnośnie meritum, jakim miała być odpowiedź na pytanie „Jaki Trybunał?”. Lecz mimo tego fundamentalnego uchybienia na ich twarzach malowało się chyba jednak trochę zbyt poufałe przeświadczenie, ze to, co robią ma cokolwiek wspólnego z rzeczywistym, a nie tylko naukowym zgłębianiem problemu, jak wyjść z pata związanego z działalnością Trybunału Konstytucyjnego. I prawdę mówiąc wymierna, powtarzam wymierna sprawność rzeczonych konstytucjonalistów z tytułami profesora trochę mnie rozczarowała, gdyż uważam, że gładkomówne dyskusje akademickie wyjścia z zapętlenia legalistycznego, w jakim znalazł się spór konstytucyjny z pewnością nie wskażą.

Lubię to! Skomentuj58 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale