Blog
Salonowcy
echo24
echo24 dr Krzysztof Pasierbiewicz
132 obserwujących 1311 notek 2550092 odsłony
echo24, 3 czerwca 2017 r.

Czy Jarosław Kaczyński powinien na mecze chodzić?

1342 90 1 A A A


Na portalu „TVN24 Fakty” przeczytałem prześmiewczą pod adresem pana Prezesa notkę pt. „Kaczyński nie chodzi na mecze. Piątki nikomu nie przybije” – vide: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/kaczynski-nie-chodzi-na-mecze-piatki-nikomu-nie-przybije,280926.html, cytuję fragmenty:

Jeżeli będziemy z faktu, że ktoś siedzi obok kogoś - na jakiejś imprezie publicznej - wywodzili wnioski, to za moment ludzie publiczni będą bali się chodzić na mecze, bale i uczestniczyć w spotkaniach - powiedział w "Faktach po Faktach" w TVN24 były wicepremier, a dziś adwokat Roman Giertych. I podkreślił, że na takiej sytuacji "może zyskać jedynie Jarosław Kaczyński". Giertych odniósł się w ten sposób do działań posłów PiS, którzy pokazali nagranie z jednego z meczów Lechii Gdańsk i Arki Gdynia, na którym wspólnie na trybunach kibicowali premier Donald Tusk i były prezes Sądu Okręgowego w Gdański Ryszard Milewski. Zdaniem Giertycha "jedyną osobą, która może na tym zyskać jest Jarosław Kaczyński", który nie chodzi na bale, na mecze i inne imprezy, i jest otoczony dwunastoma ochroniarzami i jeszcze dorzucił szyderczo, że nikt nie może Kaczyńskiemu piątki przybić, bo on nikomu żadnej piątki z radości nie przybije…”, koniec cytatu.

Rodzi się tedy pytanie, czy z powodów wizerunkowych pan Prezes nie powinien jednak od czasu do czasu się na meczach piłkarskich pokazać?

Pan chyba oszalał! – słyszę głosy polityków PiS-u i publicystów z Gazety Polskiej mówiących z dumą, że Jarosław Kaczyński to mąż stanu, który ma wyłącznie dobro Polski w głowie, zaś w jego duszy i sercu grają wyłącznie wartości wysokie i nasze tradycje chrześcijańsko narodowe, - a nie jakaś tam piłka nożna! Zaś pan Prezes ma w nosie, że się z niego jakiś tam Giertych naśmiewa.

Więc, choć Giertycha nie cierpię muszę mu przyznać trochę racji. Dlaczego? Myślę, że to Państwu wyjaśni ta oto krótka opowieść. Otóż, w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku chodziłem do podstawówki na krakowskich Dębnikach, gdzie także pobierał nauki Robert Gadocha, późniejszy słynny reprezentant Polski grający w niezapomnianej jedenastce kultowego Kazimierza Górskiego, która na Mistrzostwach w RFN i Berlinie Zachodnim zdobyła wicemistrzostwo świata, a cała Polska ze szczęście oszalała. W piłkę grywaliśmy na szkolnym podwórku i już wtedy ujawnił się piłkarski talent Gadochy, który w nauce orłem nie był, a mimo to z powodu swego kunsztu piłkarskiego stał się uwielbianym bożyszczem całej szkoły. A ja już wtenczas zrozumiałem, w czym leży mogłoby się zdawać bagatelna magia futbolu, a także zakorzeniony w polskich duszach stereotyp myślowy, że nielubiący piłki nożnej to gorszy sort Polaków rodzaju męskiego. Bo w naszej szkole tym, którzy w piłkę nie grali i nie interesowali się futbolem nadawano zabójczą ksywkę „laluś”, co takiego delikwenta praktycznie wyłączało z życia szkoły, gdyż „laluś”, choćby był najmądrzejszym prymusem zbierającym wszelkie możliwe nagrody od nauczycieli był przez uczniów bezlitośnie wydrwiwany, co odbierało mu całkowicie mir i poważanie społeczności szkolnej. Powiem więcej. Ten stereotyp myślowy na całe życie zapadł w podświadomość moich i nie tylko moich szkolnych kolegów, a futbol stał się dla nich swoistą świętością. I choć nie twierdzę, że to dobrze, iż popkultura i sport winny dla nas stanowić wzorce intelektualno kulturowe, to jednak prawda jest taka, że discopolo pomogło panu Kwaśniewskiemu zostać prezydentem, a miłość Polaków do futbolu przez osiem lat trzymała Donalda Tuska u władzy.

Więc zaryzykuję tezę, iż ta opowieść skłania do wniosku, że nawet, jeśli Jarosław Kaczyński nie przepada za piłką nożną i nie ma ochoty na mecze chodzić, co ewentualnie mogę zrozumieć, to jednak dla dobra dobrej zmiany w żadnym razie nie powinien się tym szczycić demonstrując swoje przeświadczenie, że nie kręcą go takie banały. Tu dodatkowo przypominam, że Piłkarskie Mistrzostwa Świata odbędą się niedługo przed następnymi wyborami i nie byłoby takie głupie, by z przyczyn czysto wizerunkowych pan Prezes się nie tylko na miesięcznicach pokazywał, lecz równie często wysyłał sygnały, że jest całym sercem nie tylko z ofiarami tragedii smoleńskiej, lecz także z naszą jedenastką narodową.

Bo, co tu dużo gadać. W ogromnej mierze właśnie siła magii futbolu doprowadziła umiejącego ją wykorzystać Donalda Tuska na szczyty politycznej kariery, więc może warto  także od takich spryciarzy nauczyć się czegoś użytecznego w walce politycznej.

A jeśli pan Prezes uważa, że piłka nożna niewiele ma wspólnego z patriotyzmem i narodowymi wartościami, to z tego jakże błędnego przekonania powinna go wyprowadzić moja druga opowieść. Otóż, jak w roku 1952 bezpieka wykańczała naszego Ojca Akowca nasze życie zmieniło się w jeden wielki mroczny koszmar. Bezustanne zgarnianie ojca na przesłuchania, ciągłe rewizje w domu, dokwaterowany ubek, strach, płacz i upokorzenie. Po śmierci ojca matka wpadła w czarną rozpacz, a żeby nas z bratem utrzymać pisała całymi nocami na maszynie i sprzedawała po kolei biżuterię, obrazy, srebrne sztućce, a w końcu jej ukochany fortepian. Nigdy nie widziałem matki uśmiechniętej.

Opublikowano: 03.06.2017 16:43. Ostatnia aktualizacja: 04.06.2017 00:29.
Autor: echo24
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik,

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Armaniak " W tym wypadku już nie ma żartów, jedna błędna decyzja ,może zniszczyć...
  • @detoxic Na obecną chwilę niewiele wymyślimy i trzeba czekać na rozwój wypadków.
  • @Armaniak "Zmiany muszą być radykalne. Żadne tam lelum polelum , bo tego oczekuje...

Tematy w dziale Sport