W materiale Osiem tez o Rzeczpospolitej Jan Filip Staniłko napisał, że „Rzetelność intelektualna i maksymalny możliwy obiektywizm dziennikarza jako esencja służby wobec odbiorców-współobywateli to ostatnio raczej tylko histeryczna retoryka establishmentu dziennikarzy (...), niż prawdziwa misja.”
W tym obszernym materiale jest osiem tez. Zajmę się jednak tylko jednym z poruszanym problemów — jakim są postawy oraz poglądy dziennikarzy. Poniżej podaję dane z badań prowadzonych w USA. I choć są one sprzed paru lat — to jednak sygnalizują pewne problemy aktualne w także Polsce.
Na przykład, 89 proc. dziennikarzy było zwolennikami i głosowało na Clintona. Powstaje więc pytanie: „Czy ich materiały pisane w trakcie kampanii wyborczej były obiektywne?“ Poniżej trochę danych na temat postaw dziennikarskich. Media staly się i są już wszędzie istotnym graczem w czasie kampanii wyborczych. Co gorsza, niektórzy dziennikarze nawet mylą dziennikarstwo z populizmem i politykierstwem — stając się czym w rodzaju clownów zawodu dziennikarskiego.
Tak więc całkowicie zgadzam się z tezą ósmą, która brzmi: "polska polityka osuwa się w spektakl, a media grają w nim często rolę suflerów ułatwiając politykom intryganctwo i politykierstwo". W dodatku wielu dziennikarzy z ochotą bierze udział w tych przedstawieniach. Czy można w jakiś sposób można ten upadek dziennikarstwa powstrzymać?
Prasa a opinia publiczna
W czasie kampanii wyborczej w 1992 roku pozytywne opinie o Bushu, Clintonie i Perocie były wyrażone tylko w około 40 proc. artykułów.
Przełom nastapił w 1980 roku, w którym 55 proc. artykułów było negatywnych (bad news). O ile w roku 1984 ponownie materiały pozytywne przeważały nad negatywnymi (niewiele ponad 50 proc.), o tyle w latach 1988 i 1992 negatywne opinie wyrażono już w około 60 proc. materiałów. Tak duża ilość krytycznych opinii o kandydatach wpłynęla na to, że wszyscy trzej kandydaci mieli bardzo duży procent elektoratu negatywnego, a ponad 40 proc. osób zbadanych przez ankieterow New York Times i CBS News twierdziło, iż chcieliby mieć możliwosc wyboru jakiegoś innego kandydata.
Z danych tych wynika wyraźnie, że negatywny sposób przedstawiania przez prasę kandydatów ma duży wpływ na opinię publiczną, wyborcy są zdegustowani oraz z góry zniechęceni do kandydatów, na których mają głosować. Można wyciągnąć także wniosek, że w każdych wyborach jednym z najpowazniejszych zadań zwłaszcza mniejszych partii oraz ich kandydatów będzie dążenie do zbudowania sobie dobrego "image'u" wśród wyborców.
W ten sposób media stały się istotnym graczem w czasie kampanii wyborczych, do czego nie są jednak przystosowane. Podkreśla to prof. Patterson, stwierdzając, iż "media są zależne od przyciągnięcia i utrzymywania uwagi możliwie dużej liczby odbiorców, dlatego próbują doręczać informacje w formie, która im to umożliwi". Wyciąga on stąd słuszny wniosek, że "kampania wyborcza musi być zorganizowana dla prasy, a nie przez prasę".
Jednym z najważniejszych dla kandydatów czynników jest oddanie im z powrotem ich głosu przez komentatorów telewizyjnych. Tymczasem z roku na rok maleje ilość czasu, w którym kandydaci mowią własnym głosem. W 1968 roku, w 84 proc. przypadków obrazowi przemawiającego kandydata towarzyszył jego własny głos, a średni czas nieprzerwanego wystąpienia wynosił 42 sekundy. W 1988 roku ten czas zmniejszył się do poniżej 10 sekund, ta sama sytuacja powtórzyła się w 1992 roku. Jak to podkreślil prof. Patterson - głos przejęli dziennikarze i w latach 1988 oraz 1992 na każdą minutę wystąpienia kandydata wypadało ponad sześć minut komentarza dziennikarskiego.
Takie dziennikarstwo, mimo teoretycznych korzyści, w praktyce przynosi więcej złego niż dobrego, ponieważ w przypadku braku nośnych konfliktowych historii zmusza dziennikarzy do wyszukiwania nawet drobnych pomyłek, które mogą wzbudzić zainteresowanie widzów czy czytelników.
Podobna sytuacja miała miejsce w ostatnich wyborach w 1996 roku. Z tym jednak, że tym razem - w przeciwieństwie do poprzendnich kampanii wyborczych, w których silnie krytykowano kandydata - urzędujacego prezydenta - znacznie większa część materiałów negatywnych była publikowana o senatorze Dole'u. Alicja Sheppard (2) podaje, że zwłaszcza nocne dzienniki stacji telewizyjnych sprzyjały prezydentowi Clintonowi. Były to NBC, w której programach było 56 proc. materiałów pozytywnych o Clintonie, a tylko 36 proc. o Dole'u; ABS z 51 proc. dla Clintona i 29 proc. dla Dole'a oraz CBS, która miała 45 proc. przychylnych materialów o Clintonie i tylko 36 proc,. o Dole'u.
Zdaniem Brenta Bozella, przewodniczącego konserwatywnego Media Research Center, wynika to z wyraźnego faworyzowania Clintona przez dziennikarzy, wśród których ma znajdować się 89 proc. jego zwolenników. Dane te potwierdzają wyniki ankiety Freedom Forum, rozesłanej w 1995 roku do 323 szefów i dziennikarzy akredytowanych przy Kongresie USA. Ze zwróconych 139 kwestionariuszy wynika, że w 1992 roku tylko 7 proc. z tych dziennikarzy głosowało na Busha, a 89 proc. na Clintona. Natomiast 50 proc. z nich jest zarejestrowanych jako demokraci, 37 proc. jako niezależni, a tylko 4 proc. zarejestrowało się jako republikanie. W tym samym artykule potwierdzona jest obserwacja prof. Pattersona, że mass media koncentrują się przede wszystkim na strategii kandydatów.
___________
Więcej na ten temat na moim blogu: Rola mediów w wyborach


Komentarze
Pokaż komentarze