Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
3385
BLOG

Oberwali preppersi, czyli o patologii polskiej regulacji

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Sejm i Senat Obserwuj temat Obserwuj notkę 55
Dlaczego nagle uchwalono zmianę w kodeksie wykroczeń, radykalnie zaostrzającą kary za złamanie również zaostrzonych zasady korzystania z ognia? Nie wiadomo. Ale wiadomo, że to przykład patologii polskiej regulacji. Tym razem oberwali preppersi czy bushcraftowcy.

Staram się śledzić naszą legislację, a już zwłaszcza patologie, jakie z siebie co chwila wydaje. To jednak w całości nie jest możliwe dla pojedynczej osoby. A nie dorobiłem się niestety grona asystentów, którzy analizowaliby dla mnie produkty tuzów intelektu, zapełniających gmach przy Wiejskiej.

Stąd czasami coś mi umyka. Jednak często dobrzy ludzie podrzucają tropy w mediach społecznościowych. We środę trafiłem na cytat z facebookowego wpisu na profilu @PreppersPoland – grupy pasjonującej się survivalem (nie muszę chyba tłumaczyć, kim są „preppersi” – nie ma na to niestety dobrej, krótkiej polskiej nazwy). Cytuję w obszernej części (zachowuję oryginalną pisownię). Kto chce się zapoznać z całością wpisu, znajdzie go tutaj.

Polityka nie ma nic wspólnego z preppingiem i bushcraftem?

Wczoraj Prezydent podpisał przedłożoną Sejmowi przez Premiera nowelizację Kodeksu wykroczeń, która w istotny sposób zmienia zasady dotyczące ognia i bezpieczeństwa pożarowego. Oznacza to, że nowe przepisy są już przesądzone i wejdą w życie po 14 dniach od ich ogłoszenia. To nie jest zapowiedź ani projekt, to obowiązujące prawo, które będzie miało realne konsekwencje w terenie.

Z mojej wiedzy wynika, że na etapie prac nad tą nowelizacją nie pojawił się żaden wyraźny sprzeciw ani próba realnej korekty przepisów z perspektywy środowisk outdoorowych. Osobiście żałuję, że dowiedziałem się o sprawie dopiero wczoraj, już po złożeniu podpisu przez Prezydenta. Mam też poczucie, że temat został oddany praktycznie bez walki, bez publicznej dyskusji i bez próby wypracowania rozsądnych wyjątków dla działań survivalowych, bushcraftowych czy szkoleniowych.

Nowelizacja wprowadza znacznie bardziej restrykcyjne podejście do używania ognia. Rozniecanie ognia na obszarach leśnych, śródleśnych, na łąkach, torfowiskach i wrzosowiskach, a także w odległości do 100 metrów od nich, jest dozwolone wyłącznie w miejscach wyznaczonych. Przepisy nie rozróżniają ogniska od palnika turystycznego, kuchenki gazowej czy spirytusowej. Z punktu widzenia prawa każdy otwarty płomień użyty poza miejscem wyznaczonym może zostać potraktowany jako wykroczenie.

Jednocześnie znacząco podniesiono kary. Maksymalna grzywna za wykroczenia związane z bezpieczeństwem pożarowym może sięgnąć 30 000 PLN, a mandat nakładany na miejscu nawet 5 000 PLN, a w przypadku ponownego naruszenia przepisów 6 000 PLN. Oznacza to, że działania, które wcześniej często kończyły się pouczeniem, teraz będą wiązać się z bardzo dotkliwymi konsekwencjami finansowymi.

Zmiany obejmują również kwestie przechowywania gazu, paliw i zapasów. Butle LPG, paliwo do agregatów, benzyna, nafta czy inne materiały łatwopalne będą oceniane ostrzej pod kątem zagrożenia pożarowego, zwłaszcza w garażach, piwnicach i przy budynkach mieszkalnych. Dla osób przygotowujących się na sytuacje kryzysowe oznacza to konieczność większej ostrożności i dbałości o zgodność z przepisami.

Dla środowiska preppersów, survivalowców i bushcrafterów skutki są jednoznaczne: biwakowanie z użyciem ognia poza miejscami wyznaczonymi staje się formalnie wykroczeniem, a szkolenia i działania w terenie bez zgody zarządcy terenu wiążą się z realnym ryzykiem mandatu lub grzywny. Ogień pozostaje legalny wyłącznie w miejscach oficjalnie wyznaczonych albo na podstawie odpowiedniej zgody, na przykład nadleśnictwa. […]

Równolegle warto zacząć poważną, merytoryczną dyskusję o rozwiązaniach systemowych, takich jak roboczo nazywana „Karta bushcraftowa”, nie jako przywilej dla wybranych, ale jako narzędzie potwierdzające kompetencje, znajomość zasad bezpieczeństwa pożarowego i odpowiedzialne podejście do ognia, które jednocześnie dawałoby uprawnienia do korzystania z lasów w sposób swobodny, w tym do rozpalania ognia w celach biwakowych i edukacyjnych w sposób bezpieczny i kontrolowany. Jeżeli państwo oczekuje maksymalnej prewencji, to rozsądną odpowiedzią nie są wyłącznie zakazy i kary, ale także edukacja, certyfikacja i jasne reguły gry.

Nie zagłębiam się w merytoryczną zawartość nowelizacji, ale i bez tego widzę jasno, że mamy do czynienia z typowym przejawem patologii regulacyjnej (właśnie: regulacyjnej, nawet nie legislacyjnej – to poziom wyżej).

Po pierwsze – uchwalone zostaje rozwiązanie, które dotyczy być może niewielkich, ale jednak też nie tak znów małych grup ludzi, a potencjalnie może dotyczyć i dotknąć każdego. Zostaje uchwalone praktycznie całkowicie po cichu – i to jest standard polskiej legislacji. Interesując się niektórymi bardziej hermetycznymi dziedzinami życia, widzę, że trzeba naprawdę mieć oczy dookoła głowy, gdyż osoby poselskie mogą w każdej chwili wziąć na warsztat jakąś dziedzinę i zrobić tam kompletny przewrót, a wszystko odbędzie się w całkowitej ciszy. Raz dlatego, że media są zajęte pompowaniem emocji na innych frontach. Dwa, bo w tej ciszy nierzadko bardzo chętnie pożywiają się lobbyści. Później ludzie w takiej dziedzinie działający nagle stają przed faktem dokonanym: nikt ich nie zawiadomił, nikt ich nie ostrzegł, a tym bardziej nikt nie zaprosił ich na konsultacje. A przecież trudno, żeby osoby niezrzeszone w jakimś branżowym związku miały w parlamencie swoje płatne czujki. Poza tym posłowie nierzadko sami nie rozumieją, jakie konsekwencje ma prawo, które uchwalają oraz kogo będzie dotyczyło.

Znakomitym tego przykładem była poprzednia, rozbudowana wersja ustawy łańcuchowej, projekt obywatelski. Jedyne, co z niego wyciągano w publicznych rozważaniach, to kwestia trzymania psów na uwięzi, podczas gdy za tym fasadowym rozwiązaniem krył się pieczołowicie skonstruowany i dostrojony system mafijny, w którym prozwierzęce organizacje w majestacie prawa zyskiwały w zasadzie prawo rekietu, a jego ofiarami mogły być samorządy oraz w zasadzie każdy posiadacz zwierząt.

Po drugie – można w ciemno założyć, że na 10 uchwalonych ustaw 9 będzie zawierało kolejne zakazy, nakazy i w jakiś sposób będzie ograniczało naszą wolność. Tu też tak przecież jest. Dzieje się to pod pretekstem bezpieczeństwa, zdrowia, zagrożenia wojennego i tak dalej. Te kolejne ograniczenia wolności są często niewielkie albo dotyczą spraw interesujących relatywnie małe grupy. Ale są. Jeśli będziemy kiełbasę skrawać po bardzo cienkim plasterku, to w którymś momencie nic z niej nie zostanie. Choćby plasterki miały po milimetrze grubości.

Po trzecie – nie wiadomo właściwie, z czego to rozwiązanie wynika. Cóż takiego się wydarzyło, że konieczne było nie tylko zaostrzenie zasad posługiwania się ogniem, ale jeszcze stworzenie kolejnej odrębnej dla wysokości grzywny za złamanie przepisów? Tu wyjaśnienie: generalnie kodeks wykroczeń w art. 24 przewiduje grzywnę w wysokości od 20 do 5 tys. zł. Jednak dla różnych czynów – a jest ich coraz więcej – ustawodawca przewiduje grzywnę w wyższym wymiarze. I tak właśnie stało się tutaj – zamiast 5 tys. mamy 30 tys. zł. Dlaczego? Czym to jest uzasadnione? Nie wiadomo.

To znaczy – z pewnością coś tam zapisano w uzasadnieniu do projektu ustawy, ale nie warto tego nawet sprawdzać. Z doświadczenia wiem, że w polskich warunkach w większości przypadków uzasadnienia projektów ustaw są na dramatycznym poziomie. Składają się zwykle z tego samego: wzmianki, że istnieje „społeczna potrzeba” lub „społeczna akceptacja” dla danego rozwiązania; wybiórczo przytaczanych i nierzadko zmanipulowanych zagranicznych przykładów podobnych rozwiązań (a przecież powszechność jakiegoś rozwiązania lub jego obecność gdzieś indziej nie oznacza, że jest ono dobre i słuszne), opisu wprowadzanych zmian (to jest kompletnie absurdalne, bo od uzasadnienia oczekujemy uzasadnienia, a nie referowania tego, co jest w samej ustawie) i wreszcie sakramentalnego stwierdzenia, że rzekomego problemu nie da się rozwiązać w inny sposób. Choć jako żywo nikt tego innego sposobu nie próbował szukać i nie znajdziemy w uzasadnieniu żadnych wzmianek, że nad nim w ogóle myślano.

Po czwarte – mnożenie zakazów i nakazów ma kilka skutków. Przede wszystkim wiele z nich jest całkowicie martwym prawem. Mamy na ten przykład w kodeksie drogowym przepis, obowiązujący od 2021 r., mówiący o minimalnym dystansie pomiędzy pojazdami na drogach szybkiego ruchu, który ma być równy w metrach połowie prędkości pojazdu. Czyli 50 metrów przy prędkości 100 km/h. Oczywiście przepis jest całkowicie martwy poza bardzo okazjonalnymi akcjami policji, która napina się i nadyma i przez dzień lub dwa w ramach kolejnego zrywu uruchamia helikopter czy drona i coś tam mierzy. Dzieje się to raz czy dwa do roku.

Co za tym idzie, państwo staje się pośmiewiskiem. Obywatele wiedzą, że co chwila powstają jakieś idiotyczne regulacje, ale wiedzą też, że to pic na wodę fotomontaż i że nic z tego nie wyniknie. To sprzyja postrzeganiu swojego państwa jako słabego i niepoważnego.

Po piąte – takie przepisy pozostają martwe, jako się rzekło, w 99 procentach przypadków. Ale jest ten jeden procent, kiedy albo służby muszą się wykazać, albo przychodzi nakaz z góry, żeby nadrobić statystykę albo zasilić budżet. Wtedy po głowie dostają jacyś pechowcy, na których akurat służby czy urzędnicy trafią. To powoduje dalszą erozję relacji państwo-obywatel, ponieważ ci pechowcy mają całkowicie słuszne poczucie, że zostali potraktowani z gruntu niesprawiedliwie. Wszak 99 procentom innych, popełniających to samo wykroczenie czy łamiących ten sam przepis, nie działo się nic. I nagle akurat oni dostają po głowie. Państwo, które tak postępuje, widzi się jako wroga.

Ktoś mógłby powiedzieć, że preppersi i bushcraftowcy to jakieś maleńkie grupki, a poza tym mogli pilnować sprawy. Otóż – z głębokim przekonaniem stwierdzam, że nie mogli, bo musieliby mieć w Sejmie swoją stałą reprezentację, śledzącą nieustannie legislację i wychwytującą przepisy, które mogą w nich uderzyć. Zwykłych hobbystów i pasjonatów na to nie stać i w ogóle obywatele nie powinni musieć o czymś takim myśleć. A czy jest ich wielu czy niewielu – nie ma to znaczenia. Ważne jest, że uderza w nich patologia, która uderza ostatecznie w nas wszystkich.


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj55 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (55)

Inne tematy w dziale Polityka