Wychodząc rano do pracy w telewizji usłyszałem o nowym rewolucyjnym pomyśle partii rządzącej, który wychodzi na przeciw ogromnemu zapotrzebowaniu społecznemu. Z zaciekawieniem przystanąłem ryzykując gonienie czasu w drodze do pracy by dowiedzieć się cóż to za pomysł. Nadzieja wielokrotnie niszczona odżyła ponownie - pomyślałem sobie wreszcie PiS realizować będzie swoje postulaty gospodarcze. Rozbudzony nadzieją wyobrażałem sobie, że za chwilę min. Gilowska oznajmi, że po tylu latach rząd zgodnie z zapowiedziami zlikwiduje podatek od zysków kapitałowych, lub chociażby wprowadzi moratorium (pamięta ktoś takie obietnice Premiera i Wodza IV RP?).
Ech, naiwności ludzka. Realia znowu rozczarowały. Nie budownictwo społeczne, nie emigracja młodych, nie deficyt budżetowy i rosnący dług publiczny, nie trudna sytuacja ZUSu grożąca zapaścią okazały się być tymi palącymi problemami, ale tradycyjnie problem dekomunizacji - dekomunizacji już nie tylko ludzi, ale i placów, ulic.
Zawiedziony i zniesmaczony udałem sie do pracy. Zawiedziony i zniesmaczony, ale nie zdziwiony. Pomysł bowiem nowy nie jest. Ba, co więcej był już testowany w praktyce!! Skutki tegoż testu są frapujące i warto poinformować o nich opinie publiczną oraz rozentuzjazmowanych hunwejbinów rewolucji moralnej, by oni również nie padli ofiara gorzkiego rozczarowania -tym bardziej gorzkiego, że nadzieje i entuzjazm związany z nową ustawą są tak wysoko uplasowane.
Praktyczny test rewolucyjnego pomysłu został przeprowadzony kilka lat temu w moim rodzinnym Poznaniu, przez - jakże by inaczej - radnych z Przewodniej Siły Narodu (PiS). Polem walki była południowa, podmiejska, willowa dzielnica Świerczewo (nie, nie - uprzedzam nazwa dużo starsza niż gen. Świerczewski). Dzielnica rozległa z mnóstwem małych uliczek, jak to przy niskiej jednorodzinnej zabudowie, a towarzystwo na tych ulicach wołające o szybka dekomunizację.
Państwo "prawoskrętni" kogo tam nie ma! I M. Krajewski, i Bohuszewiczówna, i Kunicki, Okrzeja, Janek Krasicki, a nawet (o zgrozo!!) P. Lumumba i Róża Luksemburg!! Wiem, wiem - zgroza odebrała Państwu głos. To porażające, by w konserwatywnym mieszczańskim Poznaniu takie towarzystwo mogło być widoczne na ulicach. Dzielni radni PiSu z inspiracji posła Libickiego od razu wkroczyli do akcji i uchwała dokonali radykalnej dekomunizacji. Janka Krasickiego zastąpiono gen Okulickim, Róże Luksemburg min. Kwiatkowskim. Chciano także zlikwidować Lumumbę (pewnie dlatego bo to wstyd by w Narodowo - katolickim kraju Murzyn był patronem ulicy), ale stał sie rzecz zupełnie niepojęta! Mieszkańcy tej malutkiej uliczki wystąpili w obronie kongijskiego agenta wiadomych sił! Nie tylko zresztą oni. Lud Świerczewa ciemny i klasowo nieuświadomiony nie pojął wagi konieczności walki w sferze symbolicznej i przystąpił do szeregu czynów bezprawnych. Każdej nocy komunistyczna partyzantka (czy lepiej nazwijmy komunistyczne bandy zaplutych karłów III RP) dokonywały przestępstw polegających na kradzieżach nazw ulic z nowymi - jakże zasłużonymi dla kraju patronami. Do zbuntowanej dzielnicy skierowano znaczne środki straży miejskiej. Ustanowiono patrole nocne pilnujące nowych tabliczek. Nic nie pomagało. Tabliczki i tak ginęły. Radni PiSu byli zdegustowani postawą obywatelską mieszkańców Świerczewa, którzy w otwarty sposób odmówili wymiany dokumentów na nowe i sabotowali prawo (i sprawiedliwość dziejową), argumentując - jak to poznaniacy, czyli Szkoci na emigracji - że nie stać ich na takie luksusa jak wymiana dokumentów i ich nie wymienią!
Walki trwały ponad pół roku. W końcu radni PiSu wobec braku środków przymusu (czołgów, artylerii, zmotoryzowanej piechoty koniecznej do pacyfikacji) skapitulowali. Tak Szanowni Państwo prawicowcy, mimo najszczerszych chęci wielkiego dzieła nie udało się zrealizować do końca. Przetrwał Okrzeja, Lelewel (liberał) a nawet Lumumba! Biedni mieszkańcy Świerczewa skażeni propagandą tzw. autorytetów nadal żyją w towarzystwie swych "czerwonych" i "różowych" patronów ulic, ale jak dodają za to z tysiącem złotych w kieszeni. Jakże trudno robić rewolucje moralne, gdy lud taki nieuświadomiony, zwłaszcza co do konieczności ponoszenia kosztów dla Wielkiej Idei.
Jak cała awantura skończyła się dla radnych PiSu ? W sposób wiadomy. Świerczewo, dzielnica zamieszkana przez drobnych właścicieli zakładów rzemieślniczych i sklepów, tradycjonalistów i katolików, w następnych wyborach poparła PO i SLD, a sam PiS w Poznaniu od tego czasu jest w nieprzerwanej opozycji bez jakiś szans na ponowne dojście do władzy w dającej się przewidzieć przyszłości. Cóż, tak to już bywa że największe koszty Rewolucji Moralnych ponoszą zawsze sami rewolucjoniści moralni.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)