samentu samentu
170
BLOG

Proroctwo dla Polski (na lata 2007 -2010)

samentu samentu Polityka Obserwuj notkę 16

Krajową opinię publiczna poruszyła dyskusja w/s pierwiastkowego liczenia głosów. Nie tyle nawet sama dyskusja nad pierwiastkiem, co bardziej ton dyskusji wokół niego. Ton żywcem wyjęty z lat 50. i 60., kiedy to ludowa władza walczyła z wrogiem wewnętrznym, a następnie uniesiona internacjonalizmem promowała nacjonalizm by zwalczać te same wiadome elementy.

Ton debaty (znacznie złagodzony trzeba przyznać) Pan Prezydent przeniósł na grunt brukselski zupełnie odzwyczajony od tego rodzaju retoryki. Szok był ogromny. Prasa zagraniczna nie posiadała się z oburzenia i obrzydzenia. W kraju - to jednak dopiero się działo. Komentatorzy związani z obozem rządzącym korzystając z nieznajomości powszechnej polskiego w Europie nie miarkowali sobie epitetów. Zdrajcy, Targowiczanie, kapitulanci jurgieltnicy lecieli pod adresem wszystkich tych, którzy bez należytego entuzjazmu nie chcieli ginąć za pierwiastek. Można by powiedzieć, że kaczystowskie oszołomstwo sięgnęło zenitu gdyby nie...

Gdyby nie znane polskie przysłowie mówiące, że nigdy nie jest tak źle aby nie mogło być gorzej. I z przykrością komunikuje Państwu że gorzej - dużo gorzej - będzie już wkrótce. Dlaczego?

Wynika to z kalendarza wyborczego, oraz dzisiejszego podziału elektoratów, który moim zdaniem utrzyma się do jesieni 2009 roku. Wiadomym jest, że obecna koalicja wyborów tych nie wygra. Wiedza ta - jakkolwiek nie dociera jeszcze do najzatwardzialszych kaczystów w typie zadziornego mietka (co poniekąd wynika z faktu przebywania tychże w bardzo odległych sferach odmiennej świadomości) - już dawno dotarła do umysłu Najlepszego z Polaków. Wiadomo, że wybory wygra PO i Donald Tusk, który zapewne na rok zostanie premierem.Prawdziwa wojna na śmierć i życie pomiędzy Obozem III RP a Obozem IV RP rozegra się rok później w walce o Prezydenturę. Dlaczego bój ten będzie taki ważny? Bo będzie to bój o być albo nie być braci. Bój o ostateczną kanapizację grupy żoliborskiej.

Kadencja prezydenta trwająca 5 la jest kluczem do spokojnego funkcjonowania w polityce i rozdawania kart w grze politycznej. Przegrana Lecha Kaczyńskiego jesienią 2010 roku oznacza dla braci powrót w czeluści politycznego niebytu, z których to czeluści wiele lat temu wydobył ich Jerzy Buzek na nieszczęście dla Narodu Polskiego. Stawka wojny jest więc najwyższa. Tymczasem na przedpolu źle się dzieje. Lech Kaczyński jest jaki jest. Przez pięć lat Naród go dobrze poznał i żadne zabiegi speców od PR z marnej szkapy nie zrobią już rączego rumaka. Możność zwycięstwa zależeć więc będzie od zdolności mobilizacyjnej elektoratów. A ta z kolei zależeć będzie od posiadania sprawnego aparatu partyjnego w terenie. I tutaj dochodzimy do największego zagrożenia dla IV RP.

Pozornie nie jest źle. Po dwóch latach rządzenia notowania PiSu są na poziomie 25% tuż za liderującą Platformą. Z dala powoli powoli liderów goni LiD, ale nie wiadomo czy jest w stanie dogonić ich w dwa lata. Peleton skupiony wokół i poniżej 5% ma własne problemy i właściwie nie liczy się już w wyścigu. No właśnie. Czyżby zupełnie się nie liczył?

Jak wspomniałem - cytując za Stalinem - kadry decydują o wszystkim. Kadry zaś są zadowolone gdy widzą że procenty poparcia pozwolą członkom kadr załapać sie do parlamentu (do rad samorządowych) gdzie samemu można się utuczyć i rodzinie nie pozwolić umrzeć z głodu. Gorzej jest - znacznie gorzej - gdy notowania zaczynają spadać. Ordynacja do parlamentu i system przeliczania głosów promują uciekinierów w stosunku do peletonu. W momencie w którym poparcie spada, a partia liderująca niebezpiecznie zbliża się do peletonu gwałtownie spadają szanse na elekcje i dostęp do konfitur. Aktyw partyjny jest tego świadom i zawczasu głosuje nogami. W Polsce, w której z wiadomego powodu szyldy partyjnie nie są jeszcze silnymi markami dużo łatwiej jest zmienić opakowanie i markę niż sam produkt. W momencie w którym notowania spadają poniżej 20% zaniepokojony aktyw niższego szczebla przejmuje sprawy w własne ręce.Dochodzi do porozumienia pretendentów do władzy z szerokim aktywem lokalnym i najpierw powstaje frakcja w ramach partii, która zaraz potem dokonuje secesji i powołuje nowy byt z nową marką. Nowy byt z starym połączony jest zasadą naczyń połączonych. W miarę spadku notowań w starym bycie rosną notowania w nowym. Za notowaniami przechodzi również aparat partyjny. Nowy byt staje się partią wiodącą, a stary byt umiera powoli po powrocie do stadium kanapowego. Tak z AWSu powstał PiS a z PiSu? Tak, tak. Nowy organizm już powstał. To Prawica RP!

Jarosław Kaczyński w pełni sobie z tego zdaje sprawę. Dla PiSu być albo nie być to utrzymanie się powyżej 20% poparcia w sondażach. Poniżej tego poziomu prawo naczyń połączonych zaczyna działać nieubłaganie. I tutaj właśnie jest pewien haczyk. Otóż PiS doszło do władzy z nieco innym elektoratem, niż elektorat jaki go popiera dziś. Jesienią 2005 roku partię braci Kaczyńskich w znaczniej mierze poparła wielkomiejska inteligencja, zatrudniona w sferze budżetowej, która nie odnajdywała się w skrajnie neoliberalnej PO. Koalicja która powstała po wyborach odrzuciła ten elektorat od PiSu z powodów kulturowo - estetyczno -etycznych. Zaś słowa wypowiedziane przez te 2 lata (wykształciuchy itp) całkowicie przekreśliło szanse na powrót tegoż elektoratu do PiSu.
Partia rządząca nie upadła bo znalazła substytut w postaci elektoratu swoich koalicjantów. Elektoratu - nazwijmy go umownie radiomaryjnego. Małomiasteczkowego, wiejskiego, zahukanego, niewykształconego, ubogiego, ksenofobicznego itd itp. Oba elektoraty (wielkomiejsko budżetowy i radiomaryjny) są liczebnie do siebie podobne, lecz nie podobne pod względem siły mobilizacyjnej. Elektorat radiomaryjny jest znacznie bardziej zdyscyplinowany i nie oczekuje koncesji w sferze materialnej, co bardziej spodziewa sie aktów w sferze symbolicznej. Można by powiedzieć zamiana rewelacyjna gdyby nie pewne minusy.

Po pierwsze jest to elektorat wymierający, a po drugie na tym rynku jest spora konkurencja bo PiS wcale to a wcale nie jest sam. Dla LPRu kontrola nad tym elektoratem to tez być w polityce albo na kanapie (i to raczej na wieki wieków bo kto by podał pomocna rękę Romanowi G.?). A wiadomo - cytując klasyka - im dłużej trwa rewolucja (zbliżają się wybory) tym walka klasowa (o elektorat) narasta. Elektorat zaś domaga sie efektów w sferze symboliki przede wszystkim. Zaczniemy oglądać więc wyścig takowych wyścig na prawicowość, na nacjonalizm na radykalizm. Wrogowie elektoratu radiomaryjnego są znani (Żydzi, masoni Niemcy). Ci pierwsi z oczywistych powodów nie są do ruszenia. Reszta już jak najbardziej. Jeżeli czytelniku szokowały Cię wystąpienia antyniemieckie związane z szczytem to naprawdę przygotuj się na to co dopiero nadejdzie. A nadejść może sporo. Blokada ambasady niemieckiej, mostów granicznych, okupacja konsulatów Niemiec, a nawet pojawienie sie listy płac rzekomo sporządzonej przez ambasadę RFN na której to widnieć będzie stały zestaw nazwisk (a jakże Michnik, Kwaśniewski, Geremek et consortes). Nie muszę mówić jak na takie ekscesy zareaguje opinia publiczna w krajach UE.

Przepraszam wszystkich za taki czarny scenariusz w piękny niedzielny wieczór, ale lepiej zapobiegać niż leczyć. Niestety mam dziwna pewność, że scenariusz powyższy spełni się na szkodę Polski I Narodu Polskiego (czego sobie i inym zdecydowanie NIE życzę).

samentu
O mnie samentu

"Dziś tak łatwo kłamać się nie da, Trzeba szukać innych metod!" premier Jarosław Kaczyński do posłów PiS "Władza jest najważniejsza" Jarosław Kaczyński http://pl.youtube.com/watch?v=F_Oxtn000L8

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka