Co roku tysiące wyznawców Boga Najbardziej Sprawiedliwego Najbardziej Miłosiernego udają się do świętej Mekki z doroczną pielgrzymką Hajj. Drugiego dnia po kontemplacji na górze Arafat wieczorem udają się do Miny by w rytualny sposób odrzucić zło i ukamieniować Szatana - po czym wracają z pielgrzymki do domu z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku i nabycia nimbu swietosci, którego przecież żaden grzech, żaden występek nie jest w stanie zatrzeć. Jednym słowem PO można grzeszyć jak zawsze, z tymże wyjątkiem że teraz grzeszy się z czystym sumieniem - Szatan został przecież ukamieniowany!
Zanim potępimy muzułmańskich "barbarzyńców" za ich dzikie praktyki zastanówmy się nad znaczeniem antropologicznym całego rytuału. Pielgrzymka ma promować Dobro a zwalczać Zło. Pielgrzym ma się opowiedzieć po której stronie w wielkim sporze chce stać. Tu nie ma miejsca na deliberacje, na myslenie na krytycyzm. Odwołujemy sie wprost do emocji z silnym naciskiem na instynkt stadny. Nie stawiamy też wymagań. Wymagania mogłyby wzbudzić wątpliwości, a te wiadomo prowadzą na manowce logicznego myślenia. By zostać więc bojownikiem Dobra, wcale a wcale nie musimy byc dobrymi ludźmi - wystarczy, że założymy białe szaty pielgrzyma - wybór został dokonany i obwieszczony! Teraz możemy się w spokoju oddać walce z Złem. Proszę zauważyć przy pomocy jakich narzędzi z tymże Złem walczymy! Szatana mordujemy w wyjątkowo okrutny i brutalny sposób! Mordujemy, a jakże stadnie- grupowo poprzez uczestnictwo w zbrodni cementujemy "krwią" integralność stada - wspólnoty. W stadzie nie liczy sie bowiem indywidualizm i jego pochodna myślenie. Stado jest zbiorowością kierowaną wyłącznie poprzez wypadkową emocji. Kto kieruje emocjami kieruje stadem - ludzka sforą. Proste, prymitywne - zgoda, ale jakie skuteczne! Członkowi stada daje spokój emocjonalny, zadowolenie, spełnienie poczucie dobrze wykonanego obowiązku, a co za tym idzie dowartościowuje sprawia że czujemy sie potrzebni stadu i przez stado doceniani. Psychicznie więc czujemy się jakbyśmy wykonali ogromna prace i to prace z skutkami więcej niz pozytywnymi. W końcu zabilismy Szatana! I nie ma najmniejszego znaczenia, że w toku walki z Złem w swoim otoczeniu tak naprawdę nie zrobilismy niczego, że tak naprawde zło dalej istnieje i ma się dobrze. Sumienie zostało oszukane i juz nie niepokoi, siła autosugestii zadziałała. Skutecznie zalaliśmy Robaka przynoszącego niepokój szaremu człowiekowi.
Pieknie powie ktoś. Ale po co ten wykład? Otóż po to by pokazać, że nie tylko w Mekce kamieniuje się Szatana. Także w krajach chrześcijańskich podobny rytuał się odbywa, nawet zdecydowanie na większą skalę. Prawie cała Polska Szatana kamieniowała przez ostatni weekend, w związku z wyjątkowo nikczemną szatańską zbrodnią - śmiercią Bogu ducha winnych - pielgrzymów pod Grenoble. Przez kraj przetoczyła sie fala medialnej histerii. Pojawiło się gromkie wezwanie do powszechnej żałoby. Kto nie płacze okryty czarnym całunem ala red. Pohanke ten nie jest Polakiem! W końcu Tragedia Narodowa! I żałoba NARODOWA też! Lud polski, katolicki w modlitwie pogrążony, konieczność przynależenia do stada wymaga by - jak zaapelował Pan Prezydent - wszyscy Polacy się modlili. Wszyscy! Ateistów nie wyłączając! W końcu wiadomo że Polacy to katolicka wspólnota etniczna jest!
Zaraz potem zaczęło się szybkie poszukiwanie kozła ofiarnego. Wiadomo w kogoś kamieniami rzucać należy by rytuału dopełnić. I kozła znaleziono. Zmarłego kierowcę, młodego chłopaka, któremu pierwszy poważny kurs się nie powiódł i który - co ważne - ponieważ nie zyje, bronić się nie bedzie, więc do roli kozła w zupełnosci świetnie się nadaje. A jeżeli Lud Bozy krwi zarząda nie zadawalając się takim symbolicznym kamieniowaniem to jest jeszcze wciąż zywa pilotka, drugi kierowca, właściciel autokaru, własciciel firmy turystycznej (i tutaj musimy zaprzestać dalszych poszukiwań bo pozostają wyłącznie księżą, a oni wiadomo - jako słudzy Boży mają immunitet)
Tam gdzie nie ma winnych muszą być przynajmniej ukarani! A w tym konkretnym wypadku trudno o winę jednostkową. Księża organizując pielgrzymkę żądają jak największych atrakcji za jak najniższą cenę, bo wiadomo Ludowi Bożemu coś się należy. Właściciel biura podróży godzą się na taka cenę zgadza się na ryzyko. Właściciel autokaru musi się zgodzić na warunki organizatora bo z tego żyje. Pielgrzymi w drodze powrotnej zmęczeni dwoma tygodniami podróży przez upalna Europę, chcą jak najszybciej wrócić do domu - droga jak najkrótszą przy okazji obejrzeć malowniczą Trasę Napoleońską. Młody chłopak posadzony za kierownicą nie zna możliwości technicznych autobusu, ani drogi. Jedzie on bo jego pensja jest najniższa - za bardziej doświadczonego kierowcę trzeba więcej zapłacić. GPS w końcu - zgodnie z swoją funkcja - pokazuje najkrótszą droge do domu. Pielgrzymi jadą po śmierć. Kto zawinił? Wszyscy zawinili! Ale ukamieniowac wszystkich nie mozna - nie mozna nienawidzić wszystkich - Ludowi Bozemu trzeba wskazać konkretną jednostkę by mógł nienawidzieć i kamieniować w imię - a jakże - samego Dobra.
Czemu słuzy to kamieniowanie? Temu co zawsze. Ukryciu rzeczywistości, ukryciu prawdy, która fundamentalnie rozmija się z deklaracjami.
1. Smierć pielgrzymów w tragedii budzi zawsze pytania gdzie był Bóg Wszechmogący? Innymi słowami stawia problem wiary wśród rzekomo katolickiego polskiego społeczeństwa. Przejeta tragedią armia moherowych beretów zaczyna mieć wątpliwości- o zgrozo religijne! A to juz jest szalenie niebezpieczne dla władzy. Zarówno tej obecnej jak i tej która szykuje się do przejecia władzy. Prosze zauwazyć, że media zawsze unikają - jak diabeł święconej wody - tematyki wiary (a właściwie jej braku) polskiego społeczeństwa.
2. Wypadki autobusów są konsekwencją fatalnej sytuacji polskich firm transportowych, fatalnej sytuacji na polskich nieremontowanych drogach. Problemy te istnieją od lat. Jedna władza dziedziczy je po innej i mimo deklaracji absolutnie nic nie czyni w celu realnego poprawienia tej sytuacji. Zamiast debaty nad gorącym kartoflem mamy jak zawsze rytual trybalny.
Na zakończenie post scriptum
Tego samego dnia na polskich drogach zgineło 55 osób. Dwa razy wiecej niż w feralnym autobusie. Nad ich grobami przedstawiciele państwa polskiego nie zapłakali. Naród im żałoby narodowej nie urządził. Ubranym w czarne kiry, z poświęceniem produkującym łzy ostatnie powiadam - zaprawdę zaprawdę nim minie ten tydzień na polskich drogach zginie następne 26 osób (jak nie więcej). Problem jak był pozostanie. Zwyczajnie przy następnej okazji znowu odbędzie się stadny rytuał i znajdzie się Szatana by go ukamieniować.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)