Nie dalej jak miesiąc temu odbyła sie trzydniowa wizyta Pana Prezydenta u naszych drogich przyjaciół i strategicznych partnerów w Stanach Zjednoczonych. Cele wizyty te same co zawsze: umacnianie sojuszu militarnego i przegląd wzajemnych stosunków. Także wyjaśnianie zadrażnień w stosunkach, do których niewątpliwie należy polityka wizowa USA wobec Wielkiego i Dumnego Narodu w Europie Środkowej. Po nieudanych zabiegach prezydenta Kwaśniewskiego nowej władzy zależało na sukcesie.
I trzeba przyznać, że urzędnicy MSZ przygotowali się do walki o zniesienie wiz profesjonalnie. Przeprowadzono kampanie medialną w prasie amerykańskiej, wynajęto firmę lobbystyczną na Kapitolu. Zmieniono argumentację z patetyczno patriotycznej na gospodarczą (pokazując że USA nie muszą sę bać polskich gastarbaiterów bo ci wolą bliższe Wyspy).
Także w Kongresie sytuacja zdawała się klarować. Krytyczni wobec prezydenta Busha demokraci wskazywali na niesprawiedliwe traktowanie państw Nowej Europy przychylnych USA wobec łagodnego traktowania państw Starej Europy krytycznych wobec polityki amerykańskiej. Szansa na zniesienie wiz stawała się coraz realniejsza, gdyż projekt odpowiedniej ustawy jest właśnie rozpatrywany w Kongresie i zdobył sobie poparcie obu partii. Pojawiła się poprawka znosząca wizy dla obywateli krajów mających dużą obecność wojskową w Iraku.
Szczęście było blisko i cóż się stało? W ostatniej chwili Demokraci w Izbie Reprezentantów wycofali ta poprawkę. Ustawa powędrowała do Białego Domu do podpisu. Obywatele polscy dalej będą musieli stać w kolejkach po wizy. Paweł Zalewski szef (jeszcze) Komisji Spraw zagranicznych sejmu RP jest zaskoczony
- Nie wiemy, dlaczego demokraci zdecydowali się forsować antypolską poprawkę. Nasi dyplomaci zrobili wiele, by wywalczyć zniesienie wiz dla Polaków. Wynajęliśmy firmę lobbującą w Kongresie, zyskaliśmy też poparcie prezydenta Busha
No właśnie. Klucz do przyczyny porażki leżą w ostatnich trzech słowach tej wypowiedzi i konsekwencjach wizyty Pana Prezydenta w Waszyngtonie.
1. Rola prezydenta w USA w tworzeniu ustaw jest w zasadzie żadna. Prezydent ustawę może jedynie zawetować. Jej treść ustalają wspólnie komisje Izby Reprezentantów i Senatu USA. Jeżeli chce się uzyskać odpowiednią ustawę trzeba o tym rozmawiać z senatorami i kongresmenami a nie prezydentem Bushem!
2. W czasie długiej 3 dniowej wizyty w USA Pan Prezydent nie spotkał się z przedstawicielami Kongresu, a zwłaszcza z liderami nowej większości w Kongresie. Stwierdził w wywiadzie wprost, że nie spotka się z "tą panią" (Nancy Pelosi ) bo program wizyty jego przewiduje ważniejsze cele!
Czy wobec powyższego ktokolwiek ma jeszcze jakieś wątpliwości o genezę kolejnego "Wielkiego Sukcesu"?



Komentarze
Pokaż komentarze (5)