Nowy rząd zaczął działać. Przyglądam się temu jak z mieszanymi uczuciami. W wielu kwestiach niestety - mimo zapowiedzi - do rewolucji nie doszło. Rząd Tuska pokazal w praktyce to o czym LiD mówił w kampanii wyborczej - PO to taki trochę inny PiS. Szczególnie widac to w kwestii podejścia do pozycji Kościoła w państwie, ale niestety także w wielu kwestiach gospodarczych też. Jest jednak pewna dziedzina, w której będąc przyznaje sceptykiem rozczarowałem się pozytywnie.Tą dziedziną są stosunki międzynarodowe.
Poniekąd - powie ktoś - w tej dziedzinie trudno by było spodziewać się czegoś innego.Po wyczynach minister Fotygi nawet A. Lepper jawił sie lepszym kandydatem na reprezentanta Polski na zewnątrz, więc następca niewiele musiał robić by sie korzystnie wyróżnić. W ekonomii nazywa się to efekt niskiej bazy.
Z drugiej strony osoba nowego ministra budziła pewne wątpliwości. 1. co by nie mówić to minister rządu Jarosława Kaczyńskiego akceptujący milcząco wiele delikatnie mówiąc nierozsądnych pomysłów. 2. osoba o dość określonych i "wyrazistych" poglądach uformowanych w epoce, która już jest historią. Pytanie brzmi czy minister Sikorski jest w stanie zauważyć, że od czasów Johna Rambo wiele się na świecie zmieniło. 3. Minister słynie z dobrych stosunków w Waszyngtonie, lecz niestety są to stosunki monopartyjne, a nawet monośrodowiskowe. Tymczasem środowisko z którym Pan Minister jest związany ma wszelkie szanse w przyszłym roku zapaść się w niebyt w atmosferze napiętnowania. Reasumując były podstawy do obaw czy via nowy minister PiS nie będzie dalej mieszał tak jak to z powodzeniem czyni via innego "zawsze wczorajszego" rzekomego Platformersa - J. Saryusza Wolskiego.
Z zadowoleniem muszę stwierdzić, że obawy te jak na razie się nie potwierdziły, a wręcz przeciwnie - jest okazja na kilka przełomów i sukcesów naszej dyplomacji. Przede wszystkim nowy minister - ukształtowany w kulturze kapitalizmu - wie w przeciwieństwie do Najlepszego z Polaków (ukształtowanego na obraz i podobieństwo tow. Wiesława), że istotą światowej dyplomacji jest polityka transakcyjna. Coś za coś zgodnie z paradygmatem kapitalizmu i tak od co najmniej 300 lat.Nowy minister wie, że buńczuczne mowy skierowane do wiernych żołnierzy partii na zewnątrz mogą budzić co najwyżej śmieszność lub znudzenie. Istotą dyplomacji jest koncyliacyjność kierowana zasadami polityki transakcyjnej. Co można uzyskać stosując te - jakże wstrętne Najlepszemu z Polaków metody pokazuje poniżej.
W polityce zagranicznej rządu PiSu dominowały dwie kwestie, które urosły do rangi symbolu. Pierwsza z nich to Northern Stream - osławiony gazociąg, po zbudowaniu którego Polska nieuchronnie miała się stać rosyjskim protektoratem. Symbolem drugim jest odpowiedź Wielkiego i Dumnego Narodu w Europie Środkowej na to zagrożenie - tarcza antyrakietowa. Cele polityki zagranicznej PiSu najdobitniej podsumował Pan Prezydent w Waszyngtonie. Można jego słowa streścić w zdaniu - jak mamy być protektoratem to lepiej amerykańskim niż rosyjskim. Taką alternatywę Narodowi przedstawili bracia nasi najmniejsi. Alternatywę na szczęście fałszywą.
Obydwa symbole polityki zagranicznej Pisu mają siłę burzy w szklance wody i w rzeczywistości - poza okazja do bicia politycznej piany - nie mają żadnego znaczenia.
Po pierwsze rura. Wiemy kto ma budować. Wiemy w jakim celu. Oburzać się nie ma co bo w kapitalizmie jest rzeczą oczywistą, że producent dąży do ominięcia pośredników. Jakie są szanse by rura powstała? Znikome. Bałtyk to nie morze Czarne. Nie da się przeprowadzić tak rury by ona nie wchodziła na jakąś strefę z państw pośredniczących. A że stosunki tych państw z Fed Ros nie są najlepsze to i oczekiwanie na wyrażenie zgody (a zgoda musi przyjść od wszystkich państw) - jest oczekiwaniem na Godota. Chcieć nie oznacza jeszcze móc. Nec Hercules contra plures qui Romani dicuntur. Tak więc i Wielka Rosja (która nota bene wielka jest tylko w pobożnych życzeniach nacjonalistów rosyjskich) będzie musiała ustąpić przed przeszkodami nie do obejścia (nie da się póki co gazu teleportować).
Po drugie tarcza. Rzecz równie mityczna jak rura. Wiemy od Pana Prezydenta, że powstanie na pewno i to powstanie pod Słupskiem. Kto to powiedział Panu Prezydentowi nie wiemy. Jeżeli prezydent Bush to raczył się mijać z prawdą. Prezydenta Busha nie stać bowiem by z prywatnych funduszy bazę wybudować zaś na fundusze publiczne nie ma co liczyć bo ich dysponent - Kongres USA - zapowiedział wyraźnie "ani centa na awantury teksańskiego kowboja". Od wygranych przez Demokratów wyborów prezydent Bush może tylko i wyłącznie mówić. Żadne z jego słów nie oblecze się w czyny. W przyszłym roku zaś poznamy następcę prezydenta Busha i z wysokim prawdopodobieństwem można stwierdzić, że będzie on Demokratą. Demokraci zaś i amerykański kompleks zbrojeniowy żyją z sobą jak pies z kotem. Wysokie wydatki zbrojeniowe zabierają fundusze na hołubione przez Demokratów programy socjalne. W Stanach zaś w najlepsze rozwija się właśnie kryzys na rynku nieruchomości. Mającdo wyboru bazę w dalekiej Polsce a dotacje dla rozgniewanych wyborców co nasi kongresmeni wybiorą? No właśnie.
Gdybyśmy mieli w urzędzie na Al. Szucha faworytę Prezydenta dalej bilibyśmy pianę kompromitując się na arenie zewnętrznej. Na szczęście jest nowy minister i może zauważy on szansę na cenny deal w zakresie obiektów bicia piany. Jak pokazałem powyżej - szanse na rurę są raczej znikome. Rosja sporo zainwestowała w boje o nią i w sytuacji w której trzeba by było się wycofać miała by problemy z zachowaniem twarzy. W ramach nowego otwarcia z Fed Ros możemy zaproponować honorowe wyjście z tej sytuacji. Rosja rezygnuje z starań o poprowadzenie rury po dnie Bałtyku, w zamian za to realizuje projekt Amber - via Łotwa, Litwa (Możejki!) Polska do Niemiec z możliwą zgodą państw tranzytowych na maksymalne ograniczenie cen za tranzyt w zamian za dostęp do surowca. Ceną tej inwestycji byłaby zgoda Polski na niebudowanie bazy antyrakietowej, która zdaniem Rosjan zagraża ich potencjałowi rakietowemu.
Zwolennicy bicia piany krzykną w niebo głosy "zabawki nam zabierają". Realiści ocenią to jako znakomita transakcję nabycia czegoś (gazu, rurociągu) przy pomocy niczego (nieistniejącej bazy). Szansa na taki deal nieśmiało się wyłania, czy da się go przeprowadzić czas pokaże. Pażywiom uwidim kak Ruskije gawariat.



Komentarze
Pokaż komentarze (24)