Podpisanie Traktatu Reformującego dokonało w Polsce nieomal cudu - przyćmiło 26 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, pomimo ogromnych starań włożonych przez demonstrujących pod domem Generała o to by w tych mediach choć na chwile zaistnieć. Na łamach prasy, a także w Salonie pojawiły się sążniste wpisy często w poetyce refleksji porozbiorowych. Red. Lisicki w "Rzepie" oświadcza, że nie chce być obywatelem Supermocarstwa, że woli być obywatelem średniego państwa w Europie Środkowej przez wieki najeżdzanego, okupowanego i rujnowanego przez sąsiadów. FYM biadoli nad poziomem demokracji w tej wstrętnej UE - a ściślej nad brakiem takowej - snując kasandryczne wizje wielu setek "prawdziwych patryotów" zmuszonych do migracji przez bezpieczniacki terror euroentuzjastów. Jednym słowem: Apocalypse now!
Gdybym nie wiedział co podpisano w Klasztorze Hieronimitów w Lizbonie niechybnie musiałbym się zacząć rozglądać za znakami opisanymi przez świętego Jana. Ja jednak znam treść traktatu i wciąż zadaje sobie pytanie o co ten straszliwy jazgot? Czy zapisów traktatowych wyłania się mroczne widmo państwa federalnego - owego mitycznego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich (pieszczotliwie zwanego eurokołchozem)?
Niestety nie. Tak drogi Czytelniku, dokładnie tak jak przeczytałeś - niestety nie. Jako zdecydowany zwolennik Federacji uważam, że Traktat niewiele - jeżeli w ogóle - przybliża moment powołania państwa federalnego. A szkoda, bo Traktat ustanawiający Unię Polityczną, czyli powołujący państwo federalne jest obywatelom UE niezbędnie potrzebny. Właśnie po to by nie spotykał się proces integracyjny z - całkowicie słusznymi zarzutami - o brak demokracji w podejmowaniu decyzji - co możemy przeczytać na blogu FYMa.
O czym my bowiem dyskutujemy czytając Traktat Lizboński? O nowych kompetencjach dla organów UE? Nie. Dyskutujemy nie o zwiększaniu kompetencji władz unijnych, lecz o sposobie zarządzania tymi kompetencjami na szczeblu unijnym. W tym zakresie Traktat niestety nie wiele wnosi - by nie powiedzieć nic - a wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej zaciemnia strukturę podejmowania decyzji. Traktat powołuje prezydenta Rady Europejskiej na dłuższą niż trwającą pół roku kadencję. W założeniu prezydent Rady ma być reprezentantem UE na zewnątrz. Wszystko pięknie tylko dlaczego ten reprezentant nie będzie miał mandatu pochodzącego z wyborów przez obywateli? Traktat tworzy też stanowisko ministra SZ UE. Znowu pytam się po co, skoro już mamy komisarza d/s spraw zagranicznych? Po co dublować kompetencje? Przecież ten model przerabiamy już od kilku lat! Tym ministrem jest J. Solana jakkolwiek tytułowany pełnomocnikiem - i cały okres jego pełnomocnictwa to nic innego tylko spory kompetencyjne z komisarz Ferrero Waldner. Spory żałosne, ale nieuniknione w sytuacji dublowania się urzędów przy nierozdzielonych kompetencjach.
Traktat Lizboński jest traktatem tymczasowym. W istocie niczego nie zmienia, a jedynie przeprowadza lekki lifting obecnie istniejących zapisów. Zapisów, które są kwadraturą koła i które zmuszą przy następnym rozszerzeniu państwa UE do napisania nowego traktatu reformującego (kto wie czy nie np. warszawskiego), który też będzie tylko aktem tymczasowym.
UE stanęła juz w takim punkcie integracji, że najwyższa pora postawić kropke nad "i". Pora powiedzieć sobie otwarcie, do struktur ponad narodowych nastąpił przepływ tak wielu kompetencji, że najwyższy czas zarządzać nimi w sposób najbardziej przejrzysty. W państwach demokratycznych tym sposobem jest rząd wybierany i kontrolowany przez pochodzący z wolnych wyborów Parlament. Rząd kontrolowany i powoływany przez ten Parlament, a przez to także przed Parlamentem odpowiedzialny. Tylko taki ustrój uwolni UE od słusznych zarzutów przeciwników integracji o brak demokracji wewnątrz procedur unijnych. Równocześnie przybliży UE obywatelom i pozwoli im lepiej kontrolować polityków w jakże ważnych kompetencjach znajdujących się obecnie w wyłącznych prorogatywach UE! Najwyższa pora przestać straszyć Europejczyków bajkami o żelaznym wilku - potworze brukselskim i postawić tą kropkę nad "i", zwłaszcza, że instytucje państwa federalnego de facto juz istnieją! Wystarczy przestać się okłamywać i uczynić ten gest w interesie wszystkich obywateli UE. W interesie nas Europejczyków!



Komentarze
Pokaż komentarze (6)