Pewien makler po krachu postanowił popełnić samobójstwo skacząc z biurowca w którym pracował. Jedyne co go przerażało to ból związany z samobójstwem, ale siła depresji okazała się większa i w końcu skoczył. Leci leci i nic nie czuje. Powtarza więc sobie - jeszcze nie jest tak źle, wcale nie tak jak opowiadali itd.
Rzecz w tym, że nie ważne jak sie leci - a ważne jak i na czym sie ląduje (w przypadku naszego maklera - na betonie). Przytaczam ten morał z "Nienawiści" M. Kasowitza - bo jak ulał pasuje do naszych najdroższych polityków i sprawy PZU. Dawno, dawno temu - pewien rząd realizujący 4 Wielkie Reformy - naciskany przez koalicjanta postanowił przyspieszyc prywatyzację i sprzedał pakiet 32% akcji PZU S.A. zarejestrowanemu w Holandii aliansowi 4 spółek finansowych Eureko. Rząd Rzeczpospolitej podpisał umowę, w której zobowiązał się sprzedać kolejne 20% po spełnieniu warunków inwestycyjnych. Umowę podpisano - zrealizowano w I części i nic nie zapowiadało większych problemów, aż burza polityczna wprowadzila zupełnie nową sytuację.
Koalicja się rozpadła i władze przejęli "Patryoci" pod wodzą samego Pięknego Mariana co do był w trzech osobach- zwanego w niektórych kręgach Benitino (podobno z racji pewnego podbródka). Wraz z Pięknym Marianem pojawiło sie dwóch lekarzy - co to nigdy nie leczyli - Władysław J. i Grzegorz W. Wraz z nimi koncepcje sie zmieniły zupełnie. Władza - kochająca wszystko co polskie, narodowe patriotyczne - budować Koncern Narodowy Finansowy zamierzyła. Oponenci coś tam o jakiś umowach wspominali co prawda o jakiś "pacta sunt servanda" czy czymś takim. Żałosne pomioty wiadomo po kim - nie rozumieli jak bardzo w sercu "Patryoty" miłość do Ojczyzny płonie. Wobec takiego uczucia żadne świstki papieru nic nie znaczą.
Polski Koncern Finansowy nie powstał - gdyż Naród zwiedziony przez siły Zła wybrał do władzy eks internacjonalistę. Wydawało się, że najceninejsze dobra narodowe wydane zostana na up międzynarodowym spekulantom - lecz cóż to - cud się stał najprawdziwszy - eks internacjonalista okazał sie faktycznie eks. I wspierany przez opozycje twardo stanął na straży PZU. Znowu jakieś wykształciuchy cos tam i po kątach marudziły o jakimś traktacie o popieraniu wzajemnych inwestycji z Królestwem Niderlandów zawartym, ale kto by się takimi świstkami przejmował gdy w Sejmie larum grają? Gdy obowiązkiem każdego "Patryoty" stanąć jest w zwartym ordynku i dać odpór wiadomo komu.
I stawali Szanowni Państwo w jednym szeregu. I premier Miller, i poseł Kaczyński Jarosław Alexander i poseł Donald Franciszek Tusk i Grad Aleksander - mówiąc po trupach naszych międzynarodowa spekuło do PZU wejdziesz.
Szanowni Państwo - jak było w Sejmie RP podniośle, jak "patryotycznie" aż duch rósl w Dumnym i Wielkim Narodzie. Wszyscy posłowie jednym głosem zakrzyknęli - "ani guzika" (skąd my to znamy?). Polska nie odda swoich sreber narodowych Obcym - dziennikarze z przejeciem i podziwem relacjonowali.
Tymczasem "obcy" widząc, że z narodem cywilizowanym nie mają sprawy - spokojnie udali sie do sądu by ten potwierdził obowiązywanie wśród społeczeństw cywilizowanych starorzymskiej paremii "pacta sunt servanda". I sąd potwierdził co zaskoczeniem było tylko dla naszych wybrańców na Wiejskiej.
Nic to. Głos nowego - jeszcze bardziej "patryotycznego" rząd zabrzmiał. Niech tam sobie i wyroki mają. My tu u siebie ich nie uznamy i co zrobią? Zajadą? He he.. A to szabel ci u nas nie ma - chciało by sie powiedzieć jak za dawnych lepszych czasów. Wszyscy głosno poparli naszych posłów - niektóre dzienniki (panowie redaktorzy wiedzą jakie) zachwyciy się patryotyzmem posłów i nowego rządu. Wreszcie nie na kolanach wreszcie jestesmy twardzi i twardo waląc butem w stół mówimy Basta! Tylko przemadrzałe wykształciuchy mówiy cos o jakieś Konwencji Nowojorskiej o sądach arbitrazowych, którą podobno kiedyś nieopatrznie podpisali komuniści. No ale czy prawo "komunistyczne" może obowiązywać w IV RP?
Znów było podniośle i patryotycznie. No i ta zgoda narodowa by nie dać "Obcemu". Serce rosło wszystkim "najprawdziwszym" Polakom. Epopea trwała by i dłużej, lecz niestety sądy sie pospieszyły i do ministerstwa Skarbu Państwa wpłynął list. Pan minister Grad otworzył go nieopatrznie i przeczytał. Zaraz potem - jak sam mówi głęboko zakopał gdyż treść jego straszliwa była. List zakopany został, temat przez nikogo nie poruszany - aż przyszedł kolejny list stwierdzający kolejna kleske w sądzie. W końcu nasz "patryota" musiał upublicznić treść listu.
Treść prostą i banalną. W liście wystawiony był rachunek za "patryotyzm", za te czasy zgody narodowej w Sejmie RP, za ta mozliwość podbijania bębenka nacjonalizmu, za pokszepianie serc i ducha narodowego.
Cena wynosi 36,5 mld złotych. Zapłacą - nie nasi politycy, lecz wszyscy obywatele, którzy takie indywidua do Sejmu wybrali. Po 1,5 tys PLN na łebka.
Kochany Narodzie - wracając do morału z wstępu - nie jest istotne jak się spada - ważne jest na co się spada. Niestety "patryotyzm" będący najstraszniejsza forma ignorancji kosztuje najwięcej.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)