Pytanie takie w kraju który 123 lata był pod okupacją i którego przedstawiciele walczyli "za wolność wasza i naszą" być może jest obrazoburcze, ale wobec - co by nie powiedzieć - ważkiego wydarzenia jakim jest powstanie nowego państwa w Europie warto je postawić. Przyznam się, że temu co sie dzieje w Prisztinie przygladam się z wielce mieszanymi uczuciami. Z jednej strony pamietając o naszych zaborach na pytanie czy maja prawo do niepodległości odpowiadam - oczywiscie TAK.Ale z drugiej strony wiem że odpowiedzi nie są tu takie proste
1. Czyja ziemia? Pytanie odwieczne i podstawowe. Serbowie powiadają - to kolebka naszej państwowości - Albańczyków osiedlali tutaj od XV wieku tureccy okupanci. I mniej więcej maja rację. Miasto Ras - serbskie Gniezno - leżało niewiele na północ od Kosowa, ale np. Serbia Nemanicjów swoja stolicę miała w macedońskim Skopje. Czy więc Macedonia to tez część Serbii? Czy mozna oceniać to takimi kategoriami skoro XIII i XIV Serbia nie była państwem jednonarodowym a sami władcy tytułowali się Carami Słowian i Rzymian? Albańczycy osiedleni w Kosowie od XV wieku powiadają z kolei to jest nasza ziemia - bo to my jesteśmy ostatnimi Ilirami i to nasi przodkowie zamieszkiwali Bałkany zanim Grecy sprowadzili tu Serbów w VII wieku. No i niewątpliwie mają rację O Kosowie Albańczycy moga mówić jako o Ziemiach Odzyskanych.
2. Czyje to państwo? Oczywiście albańskie - flagi na ulicach Prisztiny nie przedstawiają co do tego żadnych wątpliwosci. Tylko, że niepodległa Albania juz istnieje od 1912 roku. Nie ma narodu Kosowarów - to Albańczycy, rózniący się regionalnie od Albanii Właściwej - ale to wciąż Albańczycy. Nie wyzwalamy tu narodu bez państwowości! Odrywamy za to prowincje od innego państwa. Członka ONZtu - którego integralnośc terytorialna chroniona jest prawnie. Jakieś skojarzenia? Oczywiście nasze rozbiory. I skojarzenia w pełni trafne. Wtedy również Europa Zachodnia za cenę walki z rewolucją w Francji zgodziła sie na odrywanie poszczególnych prowincji Rzeczpospolitej. Tak tak - mamy do czynienia z groźnym precedensem, bo jeżeli raz zmienimy mape Europy bedziemy musieli zmieniac ja w nastepych przypadkach. pokój w Europie po 1945 roku utrzymał się właśnie dzieki przekonaniu o niemożliwości zmian granicznych. To przekonanie zostało właśnie zniesione. Idą więc ciekawe czasy - ciekawe nie znaczy dobre, ani pokojowe.
3.Czy Kosowo ma szanse się utrzymać? Pytanie o tyle zasadne, że współczesne państwo musi spełniac wiele funkcji, a wypełnianie tych funkcji kosztuje. Mae państwa fizycznie nie są w stanie ich wypełnić - vide obrona powietrzna krajów bałtyckich realizowana przez NATO. Czy 2 miiiony kosowskich Abańczyków jest w stanie utrzymać swoje państwo? Zapewne w ten sam sposób co 1,5 mln Estończyków. Tyko że przypominam, Estonia jest jedynym państwem Estończyków. Albania już istnieje!
4. Ile innych państw czeka w kolejce? Wymieńmy pokrótce: Baskonia, Katalonia, Galicja w Hiszpanii, Sycylia, Sardynia, Padania w Italii, Korsyka, Bretania w Francji, Szkocja, Walia w Zjednoczonym Królestwie, Flamandia i Walonia zamiast Belgii, Łużyce w Niemczech? Siedmiogród w Rumunii, Abchazja i Osetia w Gruzji no i x podmiotów Federacji Rosyjskiej. Sporo prawda. Skoro 2 mln Kosowo jest niepodległe, to dlaczego 4 mln Szkocja nie ma byc niepodległa?
5. Kosowo a sprawa Polska. Co mamy zrobić z tym pasztetem? Uznać czy nie uznać? W Kosowie stacjonują nasi żołnierze. Nieuznanie Kosowa naraziło by ich na resentymenty albańskiej większości. Rosja jest przeciwna co dla "patryotów" u nas jest juz argumentem kończącym dyskusję w sprawie uznania. Skoro "ruskie" przeciw to my musimy za. Zwłaszcza, że część "patryotów" marzy o likwidacji Federacji Rosyjskiej w drodze wybuchu separatyzmów narodowościowych. Taka zmniejszona Rosja i pozbawiona swoich rezerw mineralnych nie byłaby juz groźnym przeciwnikiem. Mozna by było bezkarnie dręczyć bezzębnego niedźwiedzia. Tylko "patryoci" o jednym zapominają. Wojny narodowościowe powoduja migracje uchodźców. Do kąd popłynęła by fala uchodźów z Federacji Rosyjskiej? Do tego kraju do którego płynie teraz - do Polski właśnie. Wojny mają też to do siebie, że nie lokalizują sie a wręcz przeciwnie. W miarę toczenia walk wciągane są w nie kolejne państwa, a wojny dla Polski nigdy dobrze się nie kończyły.
Koncząc jedna tylko uwaga. Dzis możemy się przygladać probemowi Kosowskiemu bez wiekszych emocji. Nasze państwo jest monoetniczne. Nikt naszych prowincji od nas nie oderwie, ale prosze sobie wyobrazić co by dzis sie działo z Polską gdyby była wieloetniczna jak II RP? Jak wygladały by jej granice? Dzisiejszy spokój zawdzieczamy II wojnie światowej - i tutaj paradoks historii - woli Józefa Stalina. Czy 'patryoci" raczą to zauważyć?



Komentarze
Pokaż komentarze (8)